Polityka i społeczeństwo

O tym wątku nagrań prezesa PiS nie mówi się głośno. Taśmy Kaczyńskiego to w rzeczywistości największa afera III RP

Fot. Shutterstock

Gdy w poniedziałek po południu pojawiły się w sieci konkretne zapowiedzi “politycznej bomby, która zmiecie Prawo i Sprawiedliwość z ziemi”, w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej urządzono naprędce naradę wojenną. Jej efekty w postaci przygotowanych na kartkach wyjaśnień o krystalicznie uczciwym pośle Kaczyńskim słyszeliśmy z ust najbardziej jego zaufanych podwładnych dzień później. Już rano było wyraźnie widać, że obozie władzy pojawiła się ulga, że “uff, to nie to”, tak jakby mieli świadomość, że znacznie większa bomba jest już na horyzoncie.

Czy tak jest w rzeczywistości, dowiemy się w najbliższych miesiącach. Jak zauważyło wielu komentatorów życia politycznego, rozpoczął się rok wyborczy, w którym prawdziwa walka o umysły wyborców wystartuje dopiero po wakacjach i można być więcej niż pewnym, że najmocniejsze fragmenty z tzw. “taśm Kaczyńskiego” mogą dopiero wypłynąć. Jak wiemy z dzisiejszych doniesień Gazety Wyborczej, z samym Birgfellnerem Jarosław Kaczyński spotkał się przeszło 20 razy, nagrań jest kilkadziesiąt godzin, a uczestnikami rozmów był nie tylko prezes Pekao S.A. (co powinno doprowadzić do jego odwołania ze stanowiska jeszcze dziś), ale także wielu ważnych, funkcyjnych polityków obozu władzy, którym prezes Kaczyński zlecał określone zadania.

Materiału jest zatem wystarczająco, by najbardziej “soczyste” kawałki odpalić wtedy, gdy osiągną najlepszy wyborczy efekt. Jednak, wbrew panującemu wczoraj przekonaniu o kapiszonie zamiast bomby wspieranemu przez rządowy przekaz bagatelizujący sprawę, nawet na ujawnionej wczoraj taśmie mamy twarde dowody na ewidentne łamanie przez Jarosława Kaczyńskiego prawa. Nie tylko ustawy o partiach politycznych (ta w art. 24 ust. 3 zakazuje partii prowadzić działalności gospodarczej), ale także art. 107 Konstytucji wprowadzającego taki zakaz także dla posła i to pod sankcją pozbawienia mandatu przez Trybunał Stanu. Przedstawiony z kolei obraz nieformalnego szefa polskiego państwa, który na własne skinienie może nie tylko załatwić niebotyczny kredyt z upaństwowionego decyzją polityczną banku, uchwalić dowolna ustawę (Lex Deweloper?), która partyjne przedsięwzięcia biznesowe umożliwi, ułatwi przeprowadzenie, a finalnie przykładowo zwolni z podatków i wyłączy spod polskiej jurysdykcji. Wszystko to załatwiane z tylnego siedzenia, dokładnie tą samą metodą, jaką od odpowiedzialności karnej za gigantyczne wyłudzenia w podatku VAT od lat wymigują się organizatorzy mafii podatkowych – czyli “na słupa”.

Nie ma wątpliwości, że faktycznym szefem spółki Srebrna jest Jarosław Kaczyński, a siedzibą tej spółki jest biuro prezesa PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. To tam zapadają strategiczne decyzje zarówno spółki handlowej jak i partii politycznej, która dzięki działalności tej pierwszej może na wiele dekad stać się finansowym hegemonem na polskiej scenie politycznej. Właśnie przeciwko takiemu, wschodniemu modelowi demokracji parlamentarnej opowiedzieli się Polacy w 2003 roku, jednoznacznie popierając wejście do Unii Europejskiej. Polacy chcieli być częścią Zachodu, z jej bogactwem i kulturą prawną, odrzucającą zarządzanie przez oligarchów, satrapów i dyktatorów czy wszechobecną korupcję. Właśnie po to znalazł się w ustawie o partiach politycznych zapis o zakazie prowadzenia przez partię polityczną działalności gospodarczej, co Jarosław Kaczyński, poseł przecież zawodowy, przez 20 lat ostentacyjnie ignorował.

Lider ugrupowania rządzącego nie chce być częścią Zachodu, ani przyjmować jego wartości demokratycznych. On się z nimi po prostu nie zgadza, bo ograniczają one jego postrzeganie polityki i znacznie utrudniają robienie przy jej pomocy olbrzymich pieniędzy. To samo dotyczy  idei niezależnych i niekontrolowanych przez niego sądów, sędziów czy urzędników samorządowych. To wszystko przeszkody, które trzeba pokonać, najlepiej wygrywając wybory w takich rozmiarach, by zmienić Konstytucję z 1997 roku i opuścić Unię Europejską. By to osiągnąć, jest gotów ciemnemu ludowi obiecać w zasadzie wszystko, pokrywając to z majątku publicznego, którym też przecież rządzi nieformalnie, nie ponosząc za to żadnej realnej odpowiedzialności. Wszystko, co jako państwo moglibyśmy osiągnąć od upadku komuny, właśnie zostało odwrócone i wykrzywione w patologiczny obraz państwa całkowicie teoretycznego, działającego według modeli wschodnich reżimów. Jeśli to nie jest największa afera III RP, to ja nie wiem co nią jest.

fot. Shutterstock/MediaPictures.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie