Polityka i społeczeństwo

Trump i Clinton, kandydaci do tarcia amerykańskiego chrzanu

Trump i Clinton, kandydaci do tarcia amerykańskiego chrzanu?

Już za tydzień Amerykanie wybiorą nowego prezydenta. Wygląda na to, że przed obywatelami USA wybór nie do pozazdroszczenia. Światowe elity polityczne są w ewidentnym kryzysie. Kryzysie przywództwa. Jak się okazuje, brak charyzmatycznego lidera, który potrafi wziąć na barki odpowiedzialność za trudne decyzje i jednoczyć społeczeństwo, to nie tylko polski problem.

Na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy byliśmy świadkami samopodpalenia własnego domu w wykonaniu Davida Camerona, który liczył na to, że wygra referendum w sprawie BREXITU, lecz sytuacja wymknęła się mu spod kontroli. Zaufanie społeczne utraciła też kanclerz Angela Merkel, w związku z nietrafioną polityką otwartych drzwi wobec uchodźców.

Sytuacja międzynarodowa jest napięta. Świadczą o tym konflikt na Ukrainie, kryzys migracyjny, wojna z ISIS, czy niedawny nieudany pucz wojskowy w Turcji. To jedynie wierzchołek góry lodowej, z którym przyjdzie się zmierzyć nowemu prezydentowi USA. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że znaczną część tego zamieszania sprokurowali sami Amerykanie. Powstanie ISIS i niepokój na bliskim wschodzie to w dużej mierze właśnie zasługa USA.

Żeby podjąć próbę rozwiązania nawarstwiających się problemów potrzebny jest prezydent kompetentny, charyzmatyczny. Ktoś z jajami. Tu niestety natrafiamy na problem, gdyż w ocenie przeważającej części obserwatorów, oboje kandydatów nadaje się co najwyżej do tarcia chrzanu. Do wyboru mamy Donalda Trumpa, kandydata partii republikańskiej i Hillary Clinton, reprezentantkę demokratów, czyli jak to mawiał klasyk, wybór między dżumą a cholerą.

Donald Trump dał się poznać jako osoba nieobliczalna, która zawsze mówi to co myśli. W byciu bezpośrednim nie ma nic złego, chyba, że dany kandydat co chwilę opowiada takie głupoty, których nie powstydziłby się Antoni Macierewicz. W zeszłą sobotę Trump zapowiedział, że tydzień po wygranej Hillary Clinton do USA przyjedzie 600 milionów imigrantów. W trakcie kampanii Trump zmieniał zdanie w każdej ważnej kwestii. Był przeciw aborcji, a potem za aborcją, chciał deportować imigrantów, potem zostawić ich w spokoju, chwalił Szkotów za to, że wzięli sprawy w swoje ręce i zagłosowali za BREXITEM, gdy większość kraju chciała pozostać w UE. Ostatnio do wygadywanych głupot doszły oskarżenia o seksizm i molestowanie seksualne.

Trump swoim zachowaniem przypomina kogoś, kto oblewa się benzyną i sam się podpala. Mimo usilnych prób sabotowania na każdym kroku własnej kampanii, w dalszym ciągu liczy się w wyścigu o prezydenturę. Dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że jego kontrkandydatka jest równie mierna.

Hillary Clinton ma ogromny elektorat negatywny, przez wielu amerykanów uważana jest za osobę skorumpowaną i skompromitowaną. Jest częścią starego establishmentu politycznego. Za Hillary ciągną się, między innymi, afera emailowa oraz skandal z fundacją Clintonów. Dyrektor FBI ogłosił w zeszły piątek, że agencja weszła w posiadanie nowych maili, które Hillary rzekomo miała wysyłać z prywatnego konta pocztowego w czasie, gdy była sekretarzem stanu. Wysyłając tajne dane bez odpowiedniego zabezpieczenia Clinton miała złamać prawo federalne. Była zresztą na tę okoliczność przesłuchiwania przez specjalną komisję amerykańskiego kongresu. Afera emailowa jest na tyle poważna, że od wielu miesięcy FBI prowadzi w tej sprawie śledztwo.

Z kolei fundacja Clintonów oskarżana jest o to, że stanowi mechanizm korupcyjny. Na zasadzie – chcesz coś załatwić z Clintonami, wpłacasz pieniądze na fundację, a Hillary korzystając ze swoich wpływów daną sprawę załatwia.

Dodatkowo na niekorzyść Hillary przemawia najnowsza informacja, że Clinton miała dostęp do pytań, które padły w trakcie prezydenckiej debaty telewizyjnej, przed jej rozpoczęciem.

Z powyższej analizy wyłania się obraz dwóch kandydatów, którzy nie powinni ubiegać się o miejsce w stanowej legislaturze, nie mówiąc o wyścigu na fotel prezydenta USA. Wybór jest tragiczny. Może dlatego, bez względu na to jaką gafę popełni jeden z kandydatów, drugi nie jest w stanie uciec mu w sondażach.

Jak to mawiał klasyk: „wybór między dżumą, a cholerą”.

Fot. www.atlasinfo.fr

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie