Polityka i społeczeństwo

To może wysadzić obóz władzy w powietrze. Tak tragicznie nie było od 1989 roku

Spółki nie podołały, zapłaci obywatel. Rachunki wzrosną o nawet do 300 zł, aby zrealizować atomowe marzenie PiS?
fot. flickr/KPRM

Rząd Prawa i Sprawiedliwości próbuje pudrować rzeczywistość hojnymi obietnicami rekompensat z tytułu wzrostu cen prądu w przyszłym roku. Minister Tchórzewski na każdym kroku podkreśla, że zarówno polskie przedsiębiorstwa, jak i odbiorcy indywidualni nie odczują olbrzymich podwyżek, jakie dostawcy energii próbują zatwierdzić w nowych taryfach złożonych do Urzędu Regulacji Energetyki. Co więcej, minister środowiska Henryk Kowalczyk jeszcze wczoraj zapowiadał, że URE może w ogóle nowych stawek nie zatwierdzić.

– Prawdopodobnie zakłady energetyczne, próbują podbić cenę znacznie wyżej niż jest to uzasadnione. Handel emisjami zdrożał prawie sześciokrotnie, ale to powoduje wzrost kosztów produkcji energii jedynie o 20-30% – stwierdził Kowalczyk w rozmowie z Piotrem Witwickim w „Politycznym Graffiti” Polsat News, komentując doniesienia o nawet nawet 60-procentowym wzroście cen energii zapowiadanych przez niektóre samorządy. – Mamy na szczęście Urząd Regulacji Energetyki, który zatwierdza poszczególne taryfy i sądzę, że te wszystkie pomysły na 60 proc. czy nawet 80 proc. zweryfikuje wzrosty cen energii – dodał minister środowiska.

Tyle tylko, że to ignorowanie problemu, jakim są rosnące koszty obstawania wbrew zdrowemu rozsądkowi przy energii produkowanej z węgla i kompletnym zahamowaniu prac nad pozyskiwaniem energii w tańszy sposób. Podwyżki są nieuniknione i muszą finalnie zostać przeniesione na polskich konsumentów. Wczoraj łódzka Gazeta Wyborcza poinformowała, jak wzrosną obciążenia z tytułu rosnących rachunków w szeregu miejskich spółek.

Aquapark Fala za prąd w przyszłym roku zapłaci o 270 tys. zł więcej, Port Lotniczy o 400 tys. zł, a łódzkie MPK będzie potrzebowało dodatkowych 20 mln zł na opłacenie rachunków – pisze GW. Takie informacje z całej Polski będą w najbliższych tygodniach zalewać media i szokować opinię publiczną. Wczoraj “Rzeczpospolita” opublikowała nawet sondaż IBRiS w tej sprawie. Wynika z niego, że 45 proc. Polaków zdecydowanie obawia się podwyżek, a 31 proc. raczej się ich obawia. Tylko 4 proc. ankietowanych zdecydowanie nie czuje obawy związanej z podwyżkami, a 17 proc. raczej się nie obawia wzrostu cen za prąd. Takie nastroje społeczne z pewnością nie uspokajają premiera Morawieckiego.

Wczoraj w tej kwestii na rząd spadł jeszcze jeden cios, tym razem ze strony Ministerstwa Finansów, które hojne obietnice ministra Tchórzewskiego stawiają w fatalnym świetle. Okazuje się, że w budżecie na 2019 rok nie ma przewidzianych ok. 4 mld środków na obiecywane rekompensaty, a nawet jeśli sytuacja zmusiłaby rządzących, by takowe jednak wprowadzić, to te miliardy trzeba będzie gdzieś znaleźć, co z pewnością odbije się na innych zobowiązaniach lub obietnicach wyborczych. Warto zauważyć, że tak radykalnych podwyżek dotykających całego społeczeństwa nie było w Polsce od 1989 roku, więc dla wielu wyborców, na co dzień nie śledzących bieżącej polityki, może to być prawdziwy szok. Tak poważne obciążenie naszych portfeli z pewnością nie wpłynie obojętnie na decyzję przy urnie wyborczej. Upadnie też mit, że “wystarczy nie kraść” i dla wszystkich wystarczy.

Póki co, ze strony reprezentujących twardy kurs polityków PiS płynie narracja, że wyborcy sami są sobie winni, że wybrali takie, a nie inne władze samorządowe w dużych miastach i teraz będą musieli zmierzyć się z podwyżkami, za które to właśnie lokalne władze są odpowiedzialne. Tego kitu może jednak ciemny lud nie kupić.

Źródło: INN Poland

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie