Polityka i Społeczeństwo

Tego o Andrzeju Dudzie nie mogliście wiedzieć. Tomasz Piątek zdradza tajemnice prezydenta i jego otoczenia [Wywiad]

wiadomo.co

Z Tomaszem Piątkiem o najnowszej książce „Duda i jego tajemnice”, karierze i powiązaniach politycznych prezydenta, rozmawiał Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Niedawno wydał Pan razem z Marcinem Celińskim nową książkę o prezydencie Andrzeju Dudzie i jego powiązaniach politycznych. Biorąc pod uwagę Pana wiedzę o obecnej głowie państwa chciałbym zadać pytanie, jak to się stało, że europoseł i mało znany opinii publicznej polityk w 2015 r. został wystawiony przez Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich i pokonał urzędującego prezydenta?

Tomasz Piątek: Przede wszystkim Andrzej Duda został wystawiony przez Joachima Brudzińskiego. To on w dużej mierze wymyślił Dudę i podsunął go Kaczyńskiemu jako kandydata na prezydenta. Rzecz jasna, już wcześniej politycy PiS-u widzieli potencjał polityczny Andrzeja Dudy jako uśmiechniętego celebryty, jako miłej fasady dla mniej sympatycznych prawicowych polityków. Owszem, ostatnio Duda próbuje wychodzić ze swojej roli poprzez groźne miny i krzyki na wiecach politycznych, ale jest w tym zacznie słabszy. Zaczynał jako „polityk uśmiechnięty” i jeśli coś mu wychodziło, to bycie uśmiechniętym kandydatem w wyborach prezydenckich 2015 r.

Pierwszym politykiem, która zauważył uśmiech Andrzeja Dudy, był Zbigniew Ziobro. Gdy Ziobro był ministrem sprawiedliwości za pierwszych rządów PiS-u w latach 2005 – 2007, wymyślił, że Duda będzie reprezentował go wobec Sejmu jako wiceminister.  

Potem Ziobro zaczął rozstawać się z PiS-em i do gry wszedł Joachim Brudziński. Brudziński się zorientował, że Duda to nie tylko uśmiech, ale też niskie poczucie własnej wartości. Właśnie to niskie poczucie własnej wartości pokierowało Andrzeja Dudę w ramiona kolejnych protektorów, czasami bardzo wątpliwych. Jednym z nich był Brudziński. Ziobro ma opinię fanatyka, podczas gdy Brudziński – mistrza partyjnych intryg. Jeden i drugi spotykają się z powszechną nieufnością nawet w swoim obozie władzy. Mimo to Duda wpadł w objęcia pierwszego, a potem przeszedł pod protekcję drugiego. Znamienna jest rola, jaką Andrzej Duda odegrał podczas buntu Ziobry przeciwko Kaczyńskiemu. Ziobro odszedł z PiS, stworzył Solidarną Polskę i próbował do niej przeciągnąć kolejnych posłów. Przez cały czas usiłował przeciągnąć Dudę na swoją stronę. A liczne źródła mówią, że Duda donosił Brudzińskiemu i Kaczyńskiemu o wszystkim, co robi i mówi Ziobro. W następstwie tej „tajnej misji” nadzorowanej przez Brudzińskiego ścisłe kierownictwo PiS uznało, że Duda nadaje się do trudniejszych zadań. Ukoronowaniem tych zadań był start w wyborach prezydenckich 2015 r.

Należy tu spytać, dlaczego pisowskie frakcje zgodziły się wtedy, żeby startował kandydat nielubianego w partii Joachima Brudzińskiego?

Odpowiedź jest prosta. Otóż wszyscy się na to zgodzili, gdyż w partii mało kto wierzył, że kandydat Brudzińskiego wygra z Bronisławem Komorowskim. Kalkulowano tak: „W wyborach pokażemy młodą twarz, co będzie PR-owo korzystne dla partii, ale politycznie nic z tego nie wyniknie, co będzie niekorzystne dla Brudzińskiego. Może Brudziński wreszcie popadnie w niełaskę u prezesa?”. Stało się inaczej. Wybory prezydenckie wygrał Duda, zatem wygrał je Brudziński, który przez następne lata był osobą odpowiedzialną za organizowanie politycznego życia partii.

Czy według Pana zwycięstwo w wyborach prezydenckich z 2015 r. to zasługa talentu politycznego i skutecznej pracy sztabu wyborczego? A w jakim stopniu było ono rezultatem afery podsłuchowej, której scenariusz, jak to określił Donald Tusk, był pisany „obcym alfabetem”?

Sztab Dudy był sprawniejszy, niż się spodziewano (korzystał też z bardzo interesującego wsparcia, o czym za chwilę). Jednak bez afery podsłuchowej PiS miałby ogromne trudności, żeby wygrać wybory prezydenckie i parlamentarne. Jak udowodnił Grzegorz Rzeczkowski w książce „Obcym alfabetem”, afera podsłuchowa stanowiła operację rosyjskich służb specjalnych: Kreml chciał się zemścić na PO za wsparcie dla Ukrainy i utorować drogę do władzy antyzachodniej partii PiS. Oczywiście były również inne czynniki – kryzys związany z uchodźcami, do którego też przyczynił się Kreml, a dokładnie kremlowska propaganda. Kremlowskie trolle i portale szerzyły w polskim internecie opowieści o dzikich hordach islamistów, którzy nas wymordują, zarażą chorobami itd. Dziś przekonujemy się, że nie potrzeba uchodźców, by świat ogarnęła epidemia… 

Co do innego interesującego wsparcia, z którego korzystał sztab Andrzeja Dudy, to chodzi o firmę Elchupacabra. Firma Elchupacabra miała dostać od niego zlecenie na tworzenie fikcyjnych kont lansujących Dudę w mediach społecznościowych. Dzięki tym działaniom popularność prezydenta znacząco wzrosła podczas kampanii 2015 r. Całą sprawę omawiały media – oprócz najciekawszego wątku, który dopiero teraz został opisany i udokumentowany w książce „Duda i jego tajemnice”. Chodzi o szefa i współwłaściciela firmy Elchupacabra, biznesmena Piotra Sulimę, który pomógł Dudzie osiągnąć szczyt popularności w sieci. Inna spółka nadzorowana przez pana Sulimę – firma 11 Bit Studios – niedługo potem została wzięta w opiekę przez chińskiego giganta gier komputerowych o nazwie Tencent. Tencent uznawany jest za największą firmę z branży gier na świecie. Do kogo należy Tencent? Do chińskiego multimiliardera o nazwisku Ma Huateng. To zapalony i pomysłowy pochlebca chińskiego dyktatora Xi Jinpinga. Wypuścił na chiński rynek grę pt. „Wszyscy klaszczemy dla Xi Jinpinga”. Zatem Tencent wie, jak wspierać autorytarnych polityków. Pan Ma Huateng i jego Tencent pomogli wejść na chiński rynek pomogli polskiej firmie 11 Bit Studios. Pomagali jej sprzedawać jej swoje produkty na tym ogromnym rynku. To bardzo osobliwe, że upolityczniony, proreżimowy gigant chiński przygarnia bliżej nieznaną spółkę z dalekiej Polski i reklamuje ją miliardom swoich klientów. Tym bardziej osobliwe, że dzieje się to krótko po tym, jak pan Sulima, członek rady nadzorczej tej samej polskiej spółki, pomógł Andrzejowi Dudzie wygrać wybory. Robi się jeszcze bardziej interesująco, gdy skojarzymy to z licznymi prochińskimi deklaracjami Dudy, które nie zaczęły się z epidemią koronawirusa. Zaczęły się już w 2015 r.

Prezydent RP od lat głosi chińską propagandę. Jego nieznane dotąd związki polityczne i powiązania rodzinne z chińskim reżimem stanowią jeden z najważniejszych tematów książki „Duda i jego tajemnice”.

Opisywał Pan wcześniej powiązania polityczne Antoniego Macierewicza i premiera Mateusza Morawieckiego. Tu nasuwa się pytanie, czy i w jakim stopniu prezydent Andrzej Duda ma powiązania z rosyjskimi służbami?

Prezydent Andrzej Duda to trochę inny „bohater” niż Macierewicz i Morawiecki. Były Minister Obrony Narodowej jest brawurowym graczem. Sprawia wrażenie człowieka znakomicie przeszkolonego. Premier Mateusz Morawiecki nie jest tak świetnym graczem jak Macierewicz, ale to sprawny kalkulator polityczny, który świadomie podejmuje daleko idące ryzyka – i jak dotąd, czerpie z tego korzyści. Natomiast Duda to ktoś zupełnie inny. W mojej ocenie jest przede wszystkim człowiekiem nieodpowiedzialnym. Nie do końca ma świadomość powagi swoich czynów, gdy bezkrytycznie głosi hasła chińskiej propagandy. Zaznaczę, że mam na myśli nie tylko ostatnie opowieści Dudy o przyjaźni z dyktatorem Xi Jinpingiem, który miałby ratować Polki i Polaków przed epidemią. Tu warto pamiętać, że to chińska dyktatura i cenzura przyczyniły się do rozszerzenia epidemii na pół świata (Komunistyczna Partia Chin zabraniała informować o wirusie, więc nieświadomi ludzie zarażali się na potęgę). A teraz nagle prezydent RP przedstawia nam chiński reżim jako przyjazny, pomocny i kompetentny. Zaraza ma w nas wzbudzić podziw dla wschodniej tyranii… Ale wirus chińskiej propagandy zaraził Andrzeja Dudę na długo przed koronawirusem. Od 5 lat Duda chwali projekt tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku – korzystny dla Chin, natomiast niebezpieczny dla gospodarki polskiej i europejskiej.

Skąd w ustach prezydenta RP takie opowieści? Niestety, Duda otoczył się ludźmi, którzy są powiązani z Chinami. Chodzi o bliskie, bardzo bliskie otoczenie Andrzeja Dudy, co ze szczegółami opisane jest w książce.

Co do Pańskiego pytania o Rosję, to polityk tak nieodpowiedzialny jak Duda nie mógł się uchronić przed spotkaniem z rosyjskimi służbami. Chiny są bardzo zainteresowane Polską: importujemy dużo chińskich towarów, jesteśmy też dla Chin wrotami do Europy (gdyż Unię Europejską względnie trudno jest zdominować, natomiast Polskę pod wieloma względami zdominować jest bardzo łatwo, aby następnie oddziaływać na UE i państwa członkowskie za pośrednictwem naszego kraju). Jednak rosyjskie zainteresowanie Polską jest jeszcze większe niż chińskie. Z oczywistych przyczyn: Polska sąsiaduje z Rosją, była kiedyś wasalem Rosji, a wcześniej większa część naszego kraju stanowiła prowincję rosyjskiego carstwa. Polacy są Słowianami, podobnie jak Rosjanie. Zatem Kreml uważa Polskę za naturalny obszar swojej ekspansji. Kremlowscy specjaliści od intryg i korupcji muszą więc się cieszyć, że stanowisko prezydenta RP objął ktoś tak podatny na manipulacje jak Duda.

W książce opisujemy sprawę biznesmena o nazwisku Filip Szary, który bezprawnie wywoził z Rosji cenne surowce. Bezprawnie również z punktu widzenia rosyjskiego prawa – jednak uchodziło mu to na sucho, gdyż pan Szary działał pod protekcją rosyjskich służb specjalnych. Jak również – ludzi Ramzana Kadyrowa, putinowskiego gangstera-dyktatora Czeczenii. Filip Szary chwalił się agentom Putina i gangsterom Kadyrowa, że może zorganizować im spotkanie z prezydentem Dudą. Twierdził, że sam się z nim spotyka. Pokazywał im swoje zdjęcie z Dudą. Poprosiliśmy o wyjaśnienia kancelarię prezydenta. W książce znajduje się nasza korespondencja z kancelarią. Ta korespondencja zapiera dech w piersiach.

Prezydent Andrzej Duda jako polityk w kraju nie istnieje i nie ma wpływu na żadne decyzje. Czy według Pana jest to rzeczywistość czy raczej obraz wykreowany na potrzeby polityczne PiS-u?

Andrzej Duda od czasu do czasu próbuje zaistnieć jako prezydent. W kilku sytuacjach usiłował się sprzeciwić Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zapewne pchali go do tego jego doradcy. Jednak nie do końca mu się to udawało. Czy tylko dlatego, że większość jego doradców to osoby niekompetentne lub bardziej zainteresowane korzyściami Xi Jinpinga niż samego Dudy? Być może, kluczowe jest to, że człowiek, który stworzył Andrzeja Dudę jako prezydenta – czyli Joachim Brudziński – dochowuje wierności Kaczyńskiemu. Z faktów, które poddajemy w książce wynika jasno, że Brudziński może mieć informacje, których opublikowanie byłoby niewygodne dla Dudy. Czyżby to powstrzymywało prezydenta przed bardziej zdecydowanymi próbami uzyskania niezależności?

Te próby mogą też stanowić jeden z powodów, dla którego Jarosław Kaczyński upiera się przy przeprowadzeniu wyborów prezydenckich podczas epidemii. Po ewentualnym zwycięstwie Duda siłą rzeczy byłby mniej zależny od PiS. Byłaby to jego ostatnia kadencja, więc nie potrzebowałby już wyborczego wsparcia partii. Mógłby sobie pozwolić na pewne nieposłuszeństwo… Ale jeśli wygra wybory podczas epidemii, to jego zwycięstwo będzie kwestionowane od strony politycznej i prawnej. Przecież wielu wyborców nie zagłosuje w takich wyborach ze względu na zrozumiały strach przed zarażeniem i elementarne poczucie odpowiedzialności. Nie będzie można zaprosić obserwatorów zagranicznych, przez co świat też nie potraktuje poważnie takiego zwycięstwa. Po takim zwycięstwie Duda będzie nadal zależny od PiS, bo tylko półautorytarny reżim tej partii może mu zagwarantować, że przynajmniej niektóre z organów państwa uznają wybór Dudy na drugą kadencję.

Rzecz jasna, taka sytuacja byłaby bardzo niebezpieczna z punktu widzenia państwa. Stanowiłaby kolejny krok w kierunku bezprawia i dwuwładzy lub anarchii. Nielegalny Trybunał Konstytucyjny, zakwestionowane sądownictwo, a teraz jeszcze bezprawny prezydent! Co gorsza, PiS mógłby wykorzystać ten konflikt do walki z europejskimi instytucjami przesuwając Polskę jeszcze bardziej na Wschód. „Nie będą nam obcy w obcych językach mówili, że źle wybraliśmy prezydenta…”.

Czy Andrzej Duda jest powiązany z prorosyjskimi ruchami w Polsce?

O ile wiadomo, nie. Być może, prochińskość Dudy to pomysł jego doradców – w tym prochińskiego Krzysztofa Szczerskiego – na to, żeby jakoś odróżnić czy też oddzielić obóz prezydencki od reszty PiS (która oficjalnie chwali się bliskością z Donaldem Trumpem, a nieoficjalnie zbliża się do Rosji). Aczkolwiek z faktów, które podajemy w książce, wynika, że powiązania Dudy z ludźmi chińskiego reżimu mogą sięgać czasów, gdy jeszcze nie był prezydentem.

W każdym razie Andrzej Duda miał i ma problem z prorosyjskimi frakcjami i sieciami w PiS. Albo to one miały z nim problem. Prezydent był w ostrym konflikcie z Antonim Macierewiczem, który – co warto odnotować – sprzeciwiał się strategicznym chińskim inwestycjom w Polsce (aczkolwiek robił to wtedy, gdy Chiny jeszcze nie współpracowały z Rosją tak ściśle jak obecnie). Ugrupowania jawnie wspierane przez Putina – czyli Konfederacja i inni nacjonaliści – bardzo ostro zwalczają Andrzeja Dudę. Sięgają po antysemickie argumenty.

Trzeba jednak pamiętać, że z punktu widzenia naszej geopolitycznej strategii to niuanse, które powoli przestają mieć znaczenie. Chiny są niewiele mniej groźne od Rosji, a dodatkowo z nią współpracują. Jeżeli pojawi się możliwość, żeby w warunkach niepewności, epidemii i zapaści gospodarczej wyrwać Polskę ze struktur Zachodu – to Chiny i Rosja mogą zrobić to wspólnie.

W ostatnich latach Chińczycy stali się największym światowym lichwiarzem. Pożyczają ogromne sumy biedniejszym krajom. Każdy lichwiarz potrzebuje goryla i Rosja może się stać takim gorylem Chin. Rosjanie mają mniej pieniędzy, ale posiadają surowce, które dostarczają Chińczykom. Kreml posiada też ogromną armię, arsenał atomowy i znakomity wywiad, dzięki któremu czynnie wpływa na politykę Zachodu. Chińczycy mają swoje własne globalne narzędzia wpływu, które opisujemy w książce „Duda i jego tajemnice” (z tymi narzędziami związana jest m.in. pewna osoba z bliskiej rodziny Andrzeja Dudy, co w książce zostało dokładnie udokumentowane). Jednak Rosjanie lepiej rozumieją Zachód. Zatem również w kwestii narzędzi wpływu Chińczycy mogą niekiedy potrzebować rosyjskiej pomocy.

Wielu znawców geopolityki twierdzi, że układ między Chinami, a Rosją nie będzie trwał wiecznie, gdyż pewnego Chińczycy stwierdzą, że nie chcą płacić Rosjanom za towary z Syberii i dojdą do wniosku, że można ją zaanektować… To jest możliwe, ale w dalszej perspektywie. Jeśli Kreml nie poczuje się zagrożony przez Chiny, to Rosja będzie teraz współpracować z tym krajem w celu rozbijania Zachodu. Zachód wciąż może być zbyt silny dla każdego z obu mocarstw w pojedynkę. Działając wspólnie mają szansę zdominować świat zachodni.

Czy nie sądzi Pan, że dane na temat koronawirusa są zaniżane przez rządzących?

Przede wszystkim ogromna część społeczeństwa jest nieprzebadana. Obawiam się, że sytuacja w Polsce będzie się rozwijać w kierunku włoskim – ale trudno nam to ocenić, bo wciąż niewiele wiemy o stanie epidemii w Polsce. Niedawno czytałem, że teraz na wyniki testu trzeba czekać pięć dni. To jest niewiarygodne, że rząd wiedząc, że w Chinach wybuchła epidemia nie zaczął żadnych przygotowań.

Moi informatorzy z kręgów politycznych mówią, że politycy PiS są przerażeni epidemią do tego stopnia, że trudno im to ukryć, gdy rozmawiają ze swoimi przeciwnikami politycznymi. 

Przed wybuchem pandemii koronawirusa, duże zainteresowanie wzbudzała w mediach społecznościowych Jolanta Rosiek i jej rzekomy romans z prezydentem. Czy i jakie są relacje tej Pani z Andrzejem Dudą?

To jest bardzo tajemnicza sprawa. Natomiast z faktów, które zebraliśmy i przeanalizowaliśmy w książce wynika, że Jolanta Rosiek mija się z prawdą. Rzecz jasna, ten wniosek nie stanowi jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania. Jeżeli panna Rosiek jest stalkerką, która wymyśliła sobie romans z prezydentem, to mamy do czynienia z niezwykle upartą i przedsiębiorczą stalkerką. Niekiedy jej działania cechuje wręcz rozmach. Była w stanie przebić się przez tłum ochroniarzy, żeby rzucić się na szyję prezydentowi. Dość umiejętnie manipuluje mediami. Gdy nie chce rozmawiać z dziennikarzami, to potrafi się schować. Gdy chce porozmawiać, wtedy jest bardzo elokwentna. Przekonuje inne osoby do tego, żeby występowały w mediach społecznościowych i świadczyły o domniemanej prawdziwości jej słów. Jak się zdaje, fabrykuje nawet elektroniczne wiadomości, rzekomo od prezydenta. On raczej takich wiadomości nie napisał. Nawet on nie byłby tak nieodpowiedzialny, sądząc po ich treści. A sądząc po ich języku, to analiza lingwistyczna również sugeruje, że prezydent nie jest autorem tych komunikatów.

Najbardziej intrygujące jest to, że Jolantę Rosiek coś łączy ze słynnym Twitterowym kontem Ruchadło Leśne, z którym Andrzej Duda korespondował w 2016 r. Czy to znaczy, że panna Rosiek nie działa sama? Czy znaczy to, że mamy do czynienia z operacją w celu zastraszenia prezydenta RP? Cóż, Duda nieraz dawał dowody swojej nieodpowiedzialności, choćby właśnie wtedy, gdy pisał do anonimowych osób na Twitterze. Czyżby ktoś chciał to po prostu wykorzystać i na podstawie Ruchadła Leśnego wylansował Jolantę Rosiek? W tej sprawie pozostaje sporo znaków zapytania.

 Powiedział Pan, że jest to być może jakaś operacja. Czemu miałaby ona służyć?

Mogłoby chodzić o zdyscyplinowanie Andrzeja Dudy i nakłonienie go do działań, których sam z siebie wolałby uniknąć. Kto mógłby prowadzić taką operację? Według jednego z naszych źródeł za panną Rosiek i całą operacją miałby stać ktoś z PiS.

 Jak to możliwe, że tajemniczy biznesmen Filip Szary – który nie widnieje w dokumentacji jako gość czy interesant, za to ma niewyjaśnione sprawy z polską skarbówką – spotykał się z głową państwa? Jakie są powiązania między tym biznesmenem a Andrzejem Dudą?

No właśnie: jak to możliwe? Być może Filip Szary spotykał się z Dudą poza Pałacem Prezydenckim (co by wyjaśniało, dlaczego te spotkania nie były ewidencjonowane). Jeżeli natomiast spotkania Dudy i Szarego odbywały się poza Pałacem Prezydenckim i nie były ewidencjonowane – to znaczy, że ktoś na najwyższym szczeblu wymógł to na służbach. Zatem ktoś wiedziałby, że te spotkania są podejrzane.

       Gdy pytałem kancelarię prezydenta o tę sprawę, otrzymałem długie, wielosłowne „odpowiedzi”. Dowiedziałem się, że Filip Szary nie figuruje w spisie osób uczestniczących w oficjalnych prezydenckich spotkaniach lub uroczystościach. Na pytanie o nieoficjalne spotkania Dudy z Szarym, jak również o ich wspólne zdjęcie… kancelaria po prostu nie odpowiedziała! Każdy się może o tym przekonać czytając korespondencję zamieszczoną w książce „Duda i jego tajemnice” (która jest dostępna – zarówno w wersji papierowej, jak elektronicznej – pod tym adresem internetowym: https://arbitror.pl/produkt/duda-i-jego-tajemnice/).

Niewiele lub nic nie wskazywałoby na to, żeby Szary mógł znać Dudę z przeszłości. Andrzej Duda jest związany z Krakowem, Sądecczyzną i Podkarpaciem, częściowo też z Opolem. Filip Szary miał związki z Radomiem i Warszawą. Jeżeli spotykał się z prezydentem, to prawdopodobnie jako biznesmen. To każe postawić pytania – czy Szary opowiadał Dudzie o swoich biznesach? Czy prosił go o pomoc w swoich przedsięwzięciach? Czy oferował prezydentowi jakieś korzyści majątkowe? Niestety, w tych kwestiach kancelaria prezydenta raczej nam nie pomoże.

Czy biorąc pod uwagę, że znaczący politycy PiS-u i Konfederacji skłaniają się w stronę Rosji, postawiłby Pan hipotezę, że pomimo formalnego konfliktu ważni działacze obu partii współpracują ze sobą zakulisowo?

Oni zawsze byli blisko. Jeszcze niedawno Antoni Macierewicz publicznie kierował płomienne apele do Grzegorza Brauna jako człowieka „uczciwego”. Zresztą ich powiązania sięgają jeszcze czasów komunistycznych, gdy Braun był bardzo młody. Opisałem to w książce „Macierewicz. Jak to się stało”. Jeden z moich informatorów twierdzi, że Zbigniew Ziobro po cichu próbuje się dogadywać z Konfederacją. Miałaby z tego się narodzić ziobrowsko-nacjonalistyczna partia na prawo od PiS. Rzecz jasna, naturalnym konkurentem Ziobry w „łowieniu konfederatów” byłby Mateusz Morawiecki. Przy pomocy swego niedawno zmarłego ojca, Kornela Morawieckiego, premier przeciągnął na stronę PiS wielu ludzi bliskich Konfederacji m.in.: Adama Andruszkiewicza czy Sylwestra Chruszcza.

Konfederatów na pewno chciałby też „zagospodarować” Antoni Macierewicz, ale jego wpływy w PiS-ie bardzo zmalały. Nie pomaga też jego antyrosyjska maska. Konfederaci są działaczami prorosyjskimi nowej generacji. Otwarcie przyznają się, że są antyzachodni. Prorosyjskości również nie ukrywają. 

Bardzo dziękuje za rozmowę. 


Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia

Ładowanie