Polityka i społeczeństwo

Targowica czy Zachód? Polacy sami zdecydują, po której stronie nowego muru berlińskiego się znajdą

Targowica czy Zachód? Polacy sami zdecydują, po której stronie nowego muru berlińskiego się znajdą
Fot. Shutterstock

Prawicowi populiści we Włoszech tworzą nowy rząd. Jego program to typowa mieszanka ataków i roszczeń finansowych wobec Unii Europejskiej i Niemiec oraz kategorycznych żądań zniesienia sankcji wobec Rosji. Po medialnych przeciekach informacji zachodnich służb wywiadowczych, że Putin finansuje i wspiera propagandowo każdy rodzaj populizmu w Europie Zachodniej, program koalicji Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej jest jawnym podziękowaniem za otrzymaną pomoc.

Podobna nienawiść wobec Zachodu i sympatia dla Rosji cechuje wszystkie „dywizje Putina” z populistycznej prawicy i lewicy. Od Marine Le Pen z Frontu Narodowego, po Jamesa Corbyna, który na czele neokomunistycznych radykałów przejął brytyjską Partię Pracy i czyści ją ze zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE oraz z dawnych zwolenników Blaira, socjaldemokratów „trzeciej drogi”, przekonanych że zachodnia liberalna demokracja warta jest obrony. Najbliższy współpracownik Corbyna, minister finansów w jego gabinecie cieni John McDonnell, obiecał właśnie, że przesunięta na lewo Partia Pracy skończy z sympatią dla wolnego rynku i „zbuduje w Wielkiej Brytanii socjalistyczne społeczeństwo”. Biografia samego Corbyna jest reprezentatywna dla tej formacji. W latach 80. był działaczem ruchu na rzecz jednostronnego rozbrojenia Zachodu, w latach 90. twierdził, że kraje Europy Środkowej weszły do NATO wbrew własnej woli, zmuszone przez Amerykanów. W trakcie krwawej rosyjskiej interwencji na Ukrainie Corbyn twierdził, że Putin został do niej zmuszony przez CIA, które przeprowadziło „prowokację na Majdanie”. I właściwie nie było już żadnym zaskoczeniem ujawnienie przez brytyjskie media faktu wieloletniego (nie wiadomo, na ile świadomego) kontaktowanie się Corbyna z oficerami czechosłowackiego wywiadu do roku 1989. Podobną mieszankę roszczeń i niechęci wobec Zachodu oraz sympatii wobec Rosji prezentują w Niemczech skrajnie prawicowa AfD i skrajnie lewicowa Die Linke, w Grecji rządząca lewicowa Syriza i neofaszyści, w Hiszpanii skrajnie lewicowy Podemos.

Polska znowu w strefie buforowej

Wobec tego „obgryzania” twardego jądra UE i całego liberalnego Zachodu przez populistyczne dywizje Putina, na naszych oczach zaczyna się realizować scenariusz mniejszej i bardziej zwartej Unii Europejskiej. A także scenariusz liberalnego Zachodu cofającego się do swoich mateczników – mieszczańskich, protestanckich, „północnych”, liberalnych i wolnorynkowych. Tak więc możemy mieć w przyszłości rzeczywistą (podejmującą realne decyzje i realnie się integrującą, a nie jedynie „formalnie członkowską”) Unię Europejską, jako dzieło osi Berlin-Paryż. Wycofującą się do Europy Zachodniej i Północnej, „zabierającą ze sobą” tylko te kraje naszego regionu, które same podejmą polityczną i cywilizacyjną decyzję o pozostaniu po stronie liberalnego Zachodu. Tylko takie kraje będą współgospodarzami Unii Europejskiej w jej nowych, można się obawiać, że nieco węższych – w tym rzeczywistym politycznym i gospodarczym sensie – granicach.

Osłabiony i cofający się do swojego matecznika Zachód nie ma dziś ambicji (a przede wszystkim wystarczającej siły) do ekspansji i „nawracania” na swoje wartości nie tylko świata arabskiego czy Chin, ale także własnych południowych czy wschodnich peryferiów.

W ten sposób „być czy nie być w Unii Europejskiej”, „być czy nie być po stronie Zachodu”, to po raz pierwszy od 300 lat kwestia naszego wyboru, a nie konieczności. Po 1945 roku nie mogliśmy być po stronie Zachodu (decydował za nas Stalin i geopolityka), po roku 1989 nie było dla nas innej drogi, niż droga na Zachód. Wtedy także w znacznym stopniu zdecydowała za nas geopolityka, czyli absolutne zwycięstwo liberalnego Zachodu w zimnej wojnie. Ruiny „realnego socjalizmu” nie były jakąkolwiek alternatywą. A ważną konsekwencją rozpadu ZSRR była trwająca przez ponad dekadę niezdolność Moskwy do efektywnego wpływania na sytuację w Polsce.

Po Majdanie i stracie Ukrainy Putin postanowił się zemścić, przede wszystkim na Unii. Zarówno UE jak też Polska przed 2014 rokiem i dziś, cztery lata później, to politycznie miejsca zupełnie różne, aż nie do poznania. Polska była w 2014 roku krajem politycznie stabilnym i stabilizującym cały wschodni region UE. Konsekwencją tego była nasza pozycja w Unii – jako największego beneficjenta unijnych transferów finansowych, a także kraju uczestniczącego w podejmowaniu najważniejszych politycznych decyzji Wspólnoty. To dzięki temu Radosław Sikorski mógł przekonać zachodnich partnerów do programu Partnerstwa Wschodniego, który odegrał kluczową rolę w wyzwalaniu się Ukrainy spod kontroli Kremla. Dziś, trzy lata po odpaleniu „kelnerskich podsłuchów” (jedno z najważniejszych uderzeń skierowanych przeciwko krajom UE, przeprowadzonych już po Majdanie), jesteśmy źródłem destabilizacji całego regionu, państwem tracącym wiarygodność i unijne pieniądze, coraz bardziej wypychanym na polityczny margines Wspólnoty.

Nie powtórzyć błędu Targowicy

Ale dziś cały Zachód jest słabszy, więc antyzachodni i antyliberalni „kusiciele” odzyskali siły. A Polacy naprawdę zostali postawieni przed wyborem, którego będziemy dokonywać sami. Czasem tylko w fałszywym przekonaniu, że nikt nami nie manipuluje. Warto pomyśleć, kto nam w tym wyborze i co podpowiada, jakie argumenty pojawiły się w polsko-polskiej wojnie o to, czy mamy „imitować Zachód” (jako jego historyczna część lub peryferia), czy też „budować alternatywę dla zgniłego Zachodu, własną, oryginalną cywilizację chrześcijańską i polską”. Tyle że niepokojąco podobną do rozwiązań Putina, Erdogana, Orbana.

Jeśli wybierzemy Zachód – będzie to po raz pierwszy prawdziwie podmiotowy wybór Polaków. Jeśli popełnimy błąd i odwrócimy się od Zachodu, nie będzie tego można zwalać na innych. Chyba że tak jak nasza prawica wciąż zwala na innych zmarnowanie przez Polaków siły i pozycji Pierwszej Rzeczypospolitej. A wtedy, jeszcze zanim przyszły zabory, też zmarnowaliśmy szanse Polski na bycie częścią Europy i nowoczesnego Zachodu. Sami zamknęliśmy się wtedy na zachodnie kształtowanie się silnego państwa, zachodnią Reformację, zachodnie Oświecenie, zachodnie reformy społeczne i budowanie nowoczesnego narodu.

Także dziś każde wyjście Polski z Zachodu, nawet najbardziej jawnie inspirowane przez Rosję, będzie – tak jak 300 lat temu – udawało „suwerenność”. Zresztą nawet Targowica nie była wyłącznie zbiorowiskiem agentów. Skupiała też wielu żarliwych patriotów, którzy wybrali Rosję przeciwko Zachodowi dlatego, że na swój sposób kochali Polskę, tyle że społecznie ultrakonserwatywną i jednolicie katolicką. Konstytucję 3 Maja uważali za „jakobińską”, a reformatorskie stronnictwo Sejmu Wielkiego było dla nich „zdrajcami na żołdzie niemieckich protestantów”. Podczas gdy „chrześcijański” (nawet jeśli prawosławny) tron Katarzyny wydawał się odporny na wszelką rewolucję. Tak jak dziś tron Putina wydaje się wielu polskim prawicowcom odporny na „promocję homoseksualizmu” czy „polityczną poprawność”. W dodatku nie poddaje się feminizmowi, skoro potrafił posłać do Gułagu dziewczyny z Pussy Riot oskarżając je o naruszenie uczuć religijnych, mimo że moskiewską cerkiew zaatakowały nie za to, że czciło się tam Chrystusa, ale za to, że uprawiano tam bluźnierczy kult Władimira Putina. Niechęć Marka Jurka (z najbardziej ideowych powodów literalnie powtarzającego błąd Targowicy) do Unii Europejskiej jest znana. Był jednym z niewielu polskich polityków – nawet na polskiej prawicy – którzy nawoływali do tego, aby Polacy głosowali przeciwko wejściu do Unii Europejskiej w referendum 2003 roku. Ale mało kto pamięta, że w 1992 roku, kiedy Polska wygrzebywała się dopiero z rosyjskiej strefy wpływów, konsekwentnie apelował w „Czasie Najwyższym”, byśmy nie wstępowali do NATO, gdyż „służy ono do krępowania suwerennych decyzji narodowych” i „pozwala Ameryce angażować się w sprawy europejskie”.

Także zatem dzisiejsza prawicowa Targowica będzie krzyczała (będą w tym chórze regularni agenci czy agenci wpływu, ale będzie też wielu szczerych, wierzących patriotów): „wyzwólmy się spod wpływów Brukseli i Waszyngtonu, bo mamy własną, wyłącznie polską drogę”. Jednak w rzeczywistości Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki, tak samo jak Erdogan, Orban czy nawet Putin – nie mają żadnego własnego projektu. Ich „suwerenna demokracja” to wyrażony w języku nowomowy stary peryferyjny autorytaryzm. Jak zwykle napędzany zawiścią wobec bogatszych społeczeństw Europy Zachodniej. Tyle że pogrążający nasze kraje w stagnacji. Oddalający nas od osiągniętego przez Zachód poziomu wolności i bogactwa, zamiast do niego przybliżać.

Z peryferyjnych autorytaryzmów tylko Chiny znalazły sobie miejsce w globalnym kapitalistycznym podziale pracy. Kaczyński, Morawiecki, Orban, Erdogan i Putin nie mają też żadnego własnego projektu kapitalizmu. Rządzone przez nich kraje żyją z resztek po zachodnim kapitalizmie, dzięki taniej sile roboczej, bezwartościowej lokalnej walucie, masowej emigracji zarobkowej, peryferyjnemu wyjadaniu resztek kapitalistycznej globalizacji. Jedyną antyzachodnią „oryginalnością” okazuje się jak zwykle zamordyzm – i to wcale nie tak suwerenny. Dlatego, że w tym peryferyjnym zamordyzmie będzie ścisła hierarchia. A na jej szczycie znajdzie się raczej Putin (i jego następcy), niż Jarosław Kaczyński (i Brudziński, Duda czy Ziobro). W dodatku Putin będzie rządził regionem z całkowicie rozwiązanymi rękami.

Zatem dziś jeszcze – w całym najbliższym cyklu wyborczym – możemy zdecydować sami, po której stronie nowego muru berlińskiego znajdzie się nasz kraj. Tyle że od naszej decyzji będzie zależało to, czy w przyszłości wciąż jeszcze będziemy mogli o czymkolwiek decydować sami.

Fot. Shutterstock/Adam Wasilewski

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Cezary Michalski

Eseista, prozaik i publicysta. W swojej twórczości związany m.in. z Newsweekiem i Krytyką Polityczną.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu.

Był redaktorem pism "brulion" i "Debata", jego teksty ukazywały się w "Arcanach", "Frondzie" i "Tygodniku Literackim" (również pod pseudonimem "Marek Tabor").

Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, "Życiem" i "Tygodnikiem Solidarność". W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury.

Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 2006–2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety Dziennik Polska-Europa-Świat, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma.

Media Tygodnia

Ładowanie