Polityka i społeczeństwo

Szokujące doniesienia w sprawie kandydata do Sądu Najwyższego. Muszyński przestraszył się grzebania w jego przeszłości?

Krajowa Rada Sądownictwa rozpoczęła dziś czterodniowe, dwuczęściowe posiedzenie, na którym wyłoni kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, w sprawie których wniosek o powołanie trafi do prezydenta Andrzeja Dudy. Podczas dwóch pierwszych dni posiedzenia zajmie się obsadą stanowisk w Izbie Dyscyplinarnej i Izbie Karnej. Przyspieszenie sesji KRS zostało nazwane przez specjalistów skandalem niepozwalającym na rzetelne przeprowadzenie konkursu. Jednak nikt o zdrowych zmysłach nie łudził się, stanowiska zostały obsadzone zanim KRS się zebrała, a jednym z pewniaków na szefa Izby Dyscyplinarnej był Mariusz Muszyński, osoba grająca istotną rolę w paraliżu TK, dziś widziana jako idealny kandydat PiS do przeprowadzenia zmian w Sądzie Najwyższym.

Był, bo po tym jak we wtorek nie stawił się na przesłuchaniu KRS, dziś zrezygnował z kandydowania do Sądu Najwyższego. Swoją nieobecność tłumaczył w Rzeczpospolitej tym, że informację o przesłuchaniu dostał zbyt późno. Niestawiennictwo, czy opóźnienie przesłuchania nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji, jest raczej okazją do przedstawienia swojego dorobku. Taka postawa była więc widziana jeszcze wczoraj jako niesamowity przykład buty już wybranego Muszyńskiego, który, przypomnijmy, nie pofatygował się o osobiste złożenie zgłoszenia kandydatury do SN, co za “dublera” sędziego TK zrobił wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Informację o wycofaniu kandydatury potwierdził poseł PO Borys Budka, członek KRS z ramienia Sejmu.

Co stało za zaskakującą decyzją sędziego Muszyńskiego? Być może właściwy trop podsunie artykuł z liberalnego dziennika Süddeutsche Zeitung zatytułowany „Było sobie kiedyś sądownictwo”.

Florian Hassel pisze: „54-letni Mariusz Muszyński zdobywał doświadczenie zawodowe w polskim wywiadzie zagranicznym. W latach 90. agent Muszyński był oficjalnie kierownikiem działu prawnego konsulatu w Berlinie. Jednak zdaniem Gazety Wyborczej jego rzeczywista misja polegała na kontroli polskich szpiegów w Berlinie (…) [a] do obowiązków Muszyńskiego należało “prowadzenie” Julii Przyłębskiej” – byłej sędzi w Poznaniu, pracującej w latach 90. wraz z mężem Andrzejem, w ambasadzie RP w Berlinie. Autor powołuje się na niezdementowane doniesienie GW, mówiące że Muszyński musiał opuścić Berlin, a “prawdopodobną przyczyną [tego] była próba zwerbowania dyplomaty z niemieckiego MSZ”. Hassel informacją o rezygnacji mógłby być równie zaskoczony jak reszta opinii publicznej, wszak w artykule zaznaczył, że nikt nie ma wątpliwości, że, być może, nawet na czele Izby zdolnej „ukarać każdego sędziego i pracownika wymiaru sprawiedliwości, a nawet zwolnić go z urzędu” zasiądzie agent Muszyński.

Czy Muszyński wystraszył się grzebania w jego przeszłości, czy koordynator służb specjalnych znalazł dla agenta nowe, ważniejsze zadanie, a może pozostanie Muszyńskiego na intratnym stanowisku w TK to efekt jego samodzielnej decyzji? Na dalsze informacje w tej sprawie pozostaje nam, niestety, tylko czekać, jednak ktokolwiek nie pozostanie szefem Izby Dyscyplinarnej, żadna rezygnacja i tak nie napawa optymizmem.

fot. flickr/Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie