Polityka i Społeczeństwo

Szaleństwo, jakiego świat nie widział. Projekt głosowania korespondencyjnego to prowokacja szyta grubymi nićmi?

Fot. Flickr/Sejm RP

Rząd utworzył 19 szpitali jednoimiennych o profilu zakaźnym, ale wszystko wskazuje na to, że należy stworzyć kolejny o charakterystyce leczącej choroby psychiczne. To byłoby idealne miejsce dla ludzi z obozu rządzącego, którzy z uporem maniaka prą do organizacji majowych wyborów. Już po nocnej wrzutce było jasne, że mamy do czynienia z jakimś opętaniem, ale po wczorajszym projekcie o przeprowadzeniu całych wyborów w systemie głosowania korespondencyjnego, można tylko napisać o szaleństwie, którego świat nie widział.

Gościem radia TOK FM był dr hab. Dawid Sześciło z Uniwersytetu Warszawskiego – To jedna z najbardziej szokujących propozycji legislacyjnych jakie zdarzyło mi się przeczytać kiedykolwiek.

Został niewiele ponad miesiąc do wyborów, a ten projekt zakłada rewolucję w systemie wyborczym. Uzasadnienie tego projektu zajmuje tyle miejsca, co sam projekt i to świadczy jakiej jakości jest to propozycja – komentował nie kryjąc oburzenia.

Sześciło nie pozostawia wątpliwości, że czasowo i techniczne to wszystko, co jest w projekcie, jest niewykonalneMamy zgłosić się do komisarza wyborczego do 15 dni przed głosowaniem, żeby wyrazić chęć głosowania korespondencyjnego. Do 7 dni przed datą wyborów muszą do nas trafić pakiety wyborcze. Mają zostać dostarczone, musi dojść element weryfikacji tożsamości osoby, która pakiet otrzymuje. Do tego dochodzi kontakt z osobą, która pakiet dostarcza, a potem go odbiera. To będzie masowa skala – opisuje kolejne etapy proceduralne. Według doktora habilitowanego, jeżeli Senat wykorzysta czas do namysłu, który zgodnie z regulaminem wynosi 30 dni, to oznacza, że wybory będzie trzeba zorganizować w ciągu dwóch dni.

Jego zdaniem projekt został najpewniej zaprezentowany dlatego, aby podgrzać atmosferę w opinii publicznej Mam potężny problem, żeby traktować ten projekt inaczej niż pewną prowokację. Tracimy czas i nerwy na coś co nie zasługuje na uwagę, a tylko na to, żeby puścić to w niepamięć. Widać, że projektodawcy tych wyborów nie traktują ich poważnie – podsumował.

Nikt nie ma wątpliwości, że jest to prowokacja. Jeszcze wczoraj Onet.pl pisał o różnych scenariuszach, jakie są rozważane na Nowogrodzkiej. Jednym z nich było wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, ale tylko wtedy, gdy będzie to bardzo mocno zaakcentowane przez opozycję. Ponieważ rząd nie chciał brać odpowiedzialności za ewentualne wypłaty odszkodowań i takimi roszczeniami chciał obciążyć opozycję. Nie w sensie finansowym, ale w zamyśle chciał pokazać, że powstałe szkody są winą formacji pozostających w kontrze do Prawa i Sprawiedliwości i one biorą za to odpowiedzialność.

Jednak na Nowogrodzkiej postanowiono pójść w stronę wyborów korespondencyjnych, co jest szyte bardzo grubymi nićmi. Nie bez przypadku Marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wygłosiła wczoraj orędzie podkreślając, że Sejm jest gotowy do szybkiego procedowania tego projektu i równocześnie prosząc o to samo marszałka prof. Tomasza Grodzkiego. Marszałek Senatu od razu napisał, że po odrzuceniu przez Sejm poprawek do ustawy pomocowej, Senat nie będzie maszynką do głosowania. Po tym co wczoraj napisał Onet.pl oraz po rzuceniu do procedowania projektu o głosowaniu korespondencyjnym, nie można oprzeć się wrażeniu, że PiS szuka wytrychu, jak nie zrobić wyborów, ale obciążyć tym opozycję. I na końcu powiedzieć 20 proc. najzagorzalszych zwolenników, gotowych pójść do urn 10 maja – patrzcie, myśmy chcieli, ale oni to uniemożliwili.

Źródło: www.tokfm.pl

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie