Polityka i społeczeństwo

Smutny koniec Macierewicza. Przyznał, że fakty nie mają dla niego znaczenia

fot. flickr/Sejm RP

Od dłuższego czasu zanosiło się, że ogłoszenie owoców pracy podkomisji, której obecnie szefem jest główny kapłan smoleńskiej religii może nie być tak przełomowe, jak wielokrotnie zapowiadał prezes Kaczyński podczas miesięcznic. Nikt jednak chyba nie spodziewał się, że konferencja ta będzie spektakularnym podkreśleniem wotum nieufności, jakie wobec Macierewicza wystosowało środowisko rodzin smoleńskich, z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Symboliczne niech będzie chociażby to, że w telewizji publicznej Jacka Kurskiego nie zdecydowano się na relację na żywo z tego wydarzenia, stawiając wyżej transmisję z posiedzenia komisji śledczej ds. Amber Gold.

Trudno się jednak dziwić przezorności władz PiS – sama konferencja nie przyniosła absolutnie nic nowego, żadnego nowego dowodu, który wnosiłby do sprawy istotne nowe okoliczności. Mimo nieograniczonego budżetu i pełnej swobody w programowaniu pracy podkomisji nie udało się wskazać ani jednego prawnie skutecznego argumentu, który kwestionowałby ustalenia komisji Jerzego Millera. Sama prezentacja tzw. raportu technicznego nie wzbudziła żadnych emocji a odpowiedzi na pytania zadawane przez dziennikarzy były zdawkowe i oparte na ogólnikach.

Jeśli chodzi zaś o przewodniczącego komisji, byłego szefa MON to on sam również nie wyglądał na szczególnie pewnego siebie. Dało się to zauważyć zwłaszcza w części, w której podkomisji zadawano pytania z sali i bynajmniej nie było to spowodowane sformułowanymi prosto z mostu oskarżeniami z ust dziennikarza Gazety Wyborczej Wojciecha Czuchnowskiego, który nazwał Macierewicza kłamcą, którego ma nadzieję czeka sprawiedliwy sąd za to, co zrobił Polakom, lansując swoje kłamliwe tezy. W odpowiedziach byłego szefa MON co rusz przebijało się odpychanie od siebie odpowiedzialności oraz dezawuowanie znaczenia pracy podkomisji. Nagle okazało się, że podkomisja wcale nie jest od tego, by wskazać przyczyny i winnych wypadku, bo od tego są prokuratura. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle zarzuty, jakie Macierewicz wielokrotnie kierował pod adresem komisji Millera zostały rzucone w niebyt. O zamachu, jako możliwej przyczynie katastrofy też wiceprezes PiS ponoć nie mówił – tak jakby miał gorliwych wyznawców tej tezy jako ostatnich idiotów.

Co warto zapamiętać z dzisiejszego przedstawienia? Dwie kwestie.

Jedna, to zrzucenie na Jarosława Kaczyńskiego winy za to, że raport, który dziś przedstawiała podkomisja jest raportem jedynie “technicznym”, nie końcowym. Na pytanie rodziny jednej z ofiar (stewardessy Natalii Januszko), czy co parę miesięcy będą przedstawiane kolejne odsłony prac ciała, któremu przewodzi, Macierewicz odparł rozbrajająco, że to nie jemu zależało na tym, by w ósmą rocznicę przedstawić raport i że ten termin został mu narzucony. Wiemy przecież dobrze, że to nie kto inny, jak prezes PiS w sierpniu minionego roku postawił Macierewiczowi i Ziobrze takie właśnie ultimatum. Z wypowiedzi byłego szefa MON wynika zatem, że jeśli ktoś ma pretensje co do ograniczonego charakteru przedstawianego dziś raportu, to może je mieć głównie do prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście dużo bardziej oczywistą przyczyną jest to, że zgodnie z prawem lotniczym pod raportem końcowym musieliby się podpisać wszyscy członkowie komisji (a wiemy już, że nie wszyscy się do tego kwapili), a po drugie z treścią raportu końcowego wiążę się też odpowiedzialność za to, co z niego wynika. Nic więc dziwnego, że Macierewicz chce ten moment maksymalnie odwlec w czasie.

Druga, generalnie najważniejsza, bo ujawniająca prawdziwe motywy Antoniego Macierewicza i jego walki z raportem Millera. Pozornie szczytna i inspirowana obroną dobrego imienia polskiego żołnierza, jednak w gruncie rzeczy niezwykle niebezpieczna i szkodliwa dla polskiego państwa i bezpieczeństwa polskich VIP-ów. Otóż w odpowiedzi na pytanie, na jakiej podstawie prawnej doprowadził do unieważnienia i “wymazania” z katalogu oficjalnych raportów z wypadków lotniczych raportu komisji Jerzego Millera ujawnił, że za wszelką cenę chce nie dopuścić do utrwalenia się w literaturze lotniczej winy polskich pilotów za ten wypadek. Jego zdaniem stwierdzenie przez komisję CFIT czyli kontrolowanego lotu w ziemię godzi w dobre imię polskiego żołnierza, a co za tym idzie Polski. Nie uzasadnił schowania raportu tym, że był oparty na fałszywych dowodach, czy nie odpowiadał prawdzie. Uznał, sobie przyznanym prawem, że wynik tego badania nie ma racji bytu, niezależnie od zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego. Potwierdził tym samym, że choćby najlepsi eksperci od badań lotniczych przeprowadzili najbardziej szczegółowe badanie wypadku w Smoleńsku, to on nie uznałby jego wyników, gdyby potwierdzały CFIT. Czy to słuszne?

Nie. Lotnictwo, zarówno wojskowe jak i cywilne ma stawiać na pierwszym miejscu bezpieczeństwo pasażerów, a nie romantyczne slogany. Jeśli piloci zawinili (na co wskazują wszystkie dowody) to należy to stwierdzić i znaleźć przyczyny ich winy. Jeśli to było słabe wyszkolenie – kolejnych szkolić znacznie lepiej. Jeśli brak symulatorów – jak najszybciej zakupić takowe. Nie negować a reagować. Rozpaczliwa próba ratowania dobrego imienia polskiego pilota wcale nie pomaga, wręcz przeciwnie. Jeśli katastrofa w Smoleńsku była skutkiem bliźniaczych błędów jak katastrofa wojskowej CASY, która wydarzyła się dwa lata wcześniej należy jak najszybciej wprowadzić działania zaradcze. Macierewicz wybrał natomiast doszukiwanie się za wszelką cenę, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi przyczyny innej niż CFIT, a raport ws. CASY również ukrył przed opinią publiczną. Fakty dla tego polityka kompletnie przestały mieć znaczenie i między innymi to mogliśmy dziś na własne oczy zobaczyć.

Pewnym pocieszeniem jest to, że dzisiejsze przedstawienie Macierewicza było najprawdopodobniej końcowym aktem jego tragedii. Szkoda tylko, że przez osiem ostatnich lat musieliśmy być jej mimowolnymi widzami.

fot. flickr/Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Media Tygodnia

Ładowanie