Polityka i społeczeństwo

Śmieszność komentatorów w lustrze Partii Razem. Dlaczego nie powinna słuchać publicystów [Opinia]

Partia Razem w swojej organizacji, sposobie działania i programie nie powinna się cofnąć. Dla dobra kraju. Świadczą o tym postawy i wypowiedzi medialnych autorytetów –  ekspertów i licznych publicystów wspierających partie takie jak PO.

Zarówno program, jak i wewnętrzną organizację Razem można krytykować, ale próby robienia tego na zasadach pospolitego plotkarstwa i zastępczych tematów, ośmieszają oponentów. Różnica między krytyką z pozycji odmiennego światopoglądu, a wymuszonymi atakami, jest jak pomiędzy prawdziwym życiem, a teatralną grą. Na lewicy, która poważnie traktuje polskie sprawy, może to wzbudzać śmiech, ale przez łzy. Przykład publicznej recepcji tej partii unaocznia mechanizmy, które trzeba przeanalizować, jeśli chcemy, żeby kraj się rozwijał bez zagrożenia poważnymi kryzysami.

Refleksje na temat Partii Razem to koncertowe popisy tego kim wydawali się być, ale nigdy nie byli niektórzy politycy, popularni eksperci i publicyści. Nie byli tak pracowici, jak to przedstawiali, wzajemnie chwaląc dokonania transformacji w studiach TV. Nie zależało im na budowie społeczeństwa obywatelskiego, ani jakości politycznej elity. Wydawało się im i nadal wydaje, że to od nich zależy, które oddolne inicjatywy osiągną sukces, ale lubią sobie pogadać o tym, że jeśli komuś nie pasuje, może założyć swoje media lub partię. Dzięki temu wyhodowali Sieci Prawdy i Gazetę Polską od, których się odżegnują. Nie pojmowali relacji politycznych poza najbardziej prymitywnym, materialnym interesem i nie zajmował ich los ludzi spoza własnego grona najlepiej sytuowanych.

Wystarczy otworzyć dowolny tekst o Razem z ostatnich dni, czyli po zawodzie jaki kolejny raz zafundowała ludziom tzw. liberalna opozycja. Jej głosami projekt liberalizacji przepisów antyaborcyjnych Ratujmy Kobiety nie trafił do dalszych prac w sejmie. Powstało „zagrożenie”, że ludzie naprawdę zauważą alternatywę dla układu postsolidarnościowej ekipy starych, cynicznych polityków. Stało się realne, że dostrzegą, ale przede wszystkim docenią różnicę w sposobie uprawiania polityki. Cała historia mogłaby doprowadzić do wzrostu rozpoznawalności i poparcia Razem, jak i prodemokratycznych ruchów społecznych.

Dla komentatorów pro-PO Razem jest uwierającym kołkiem praktycznie od momentu, kiedy nie udało się dłużej ignorować jej istnienia po debacie przed wyborami parlamentarnymi. Medialno-polityczna elita radzi sobie z tym, uruchamiając różne mechanizmy obronne: od prób ośmieszania, wyolbrzymiania i zastraszania wyborców, po próby ignorowania i wyparcia. Ten POPiS, obnażający jakość pierwszych dwóch liter, trwa cały czas, ale ostatnie apele, lamenty, a nawet ataki były wybitnie kompromitujące. Okazało się m.in., że Partia Razem to partia nie tylko komunistyczna, ale i faszystowska. W projekcie Ratujmy Kobiety nie chodzi o prawa kobiet, a chytrą strategię pogrążenia liberalnej opozycji. To, że opozycja ta robi źle jest winą Razem, która nie potyka się o własne nogi. Temu wszystkiemu wtóruje radio TOK FM, będące rzekomą przybudówką tej partii. Patrząc na takie teksty nie trudno zauważyć, że w każdym punkcie, w którym Razem odstaje od tradycyjnego układu medialno-politycznego, działa nie tylko na swoją korzyć, ale i na korzyść niezbędnych w Polsce zmian kulturowych. Niestety dzieje się to przez negację i obnażenie wątpliwych podstaw naszej transformacji oraz jej zaniedbań.

Pseudoanarchiści, mizoginii i ich symboliczni przywódcy

Dzięki temu, że Razem nie ma lidera, wszyscy wyborcy mogą sobie unaocznić jak niedemokratyczne postawy mają publicyści i politycy przebrani za demokratów. Jak bardzo nie rozumieją o czym mówią, mówiąc o współdecydowaniu i współodpowiedzialności za kraj. Narzekanie na brak postawy obywatelskiej było dla nich pozą, a ta skutecznym remedium na kompleksy peryferyjnego kraju. W niektórych przypadkach również na kompleksy osobiste. Fasadowa demokracja w ich wydaniu to rodzaj igrzysk – od wyborów do wyborów. A na takich festiwalach praca u podstaw i zaangażowanie szeregowych działaczy wypadają nudnawo. Prawdopodobnie, gdyby Razem codziennie rozdawała ludziom darmowe posiłki i tak nikt by tego nie nagłośnił. Nawet na pewno, bo takie posiłki, a raczej mieszkania ratuje Piotr Ikonowicz i poza wąskim gronem nikogo to nie obchodzi i na prezydenturę w kraju szanse mu nie urosły.

Brak lidera Razem obnaża fikcję jaką są kolejni politycy mianowani na liderów przez media i obywateli. To tylko następne „fantomowe ciała króla” o których pisał Jan Sowa. Malowani przywódcy nie mają realnej władzy. Mają brak autorytetu, ale ubrany w pokłony, które przekonują, że pokładane polityczne nadzieje są prawdziwe. Intelektualne niewyrafinowanie, nijaka, konformistyczna osobowość i wielkie ego preferowanego lidera, pozwalają Polkom i Polakom kultywować swój dziecięcy anarchizm, a w razie nagłych kryzysów bez problemu znaleźć kozła ofiarnego. Taka figura lidera – lider na niby, to również remedium na kompleksy, tyle że obywateli. Daje gwarancję, że będzie się z kogo pośmiać i dzięki temu lepiej poczuć, a finalnie obwinić za klęski.

Wszelkiej maści publicystom i komentującym ekspertom, figury liderów również są bardzo na rękę. Wódz słaby brakiem świadomości własnych ułomności, jest idealnym szefem dla każdego, kto marzy o ułatwieniu sobie kariery. Taki przewodniczący namaszczony przez media i nadmuchany przez tłumy, jest podatny  na wszelkie pochlebstwa, przewidywalny, więc niegroźny. Brak przejawów głębszej myśli u takich ,,liderów” jest natomiast gwarantem braku zmian. Dla ludzi, którzy usadowili się w wysokich rewirach publicystycznej popularności, takie zmiany są ryzykowne i co najmniej niewygodne.

W końcu to, że Razem nie jest Partią Tego czy Owej, pokazuje w pełnym świetle mizoginizm komentatorów, polityków i wielu społeczników. Niechęć do kobiet to domena również niektórych dziennikarek i ekspertek. Twierdzą, że zyskały rozgłos nie dzięki swojej płci, więc żadnej innej kobiecie nie zamierzają niczego ułatwiać.  Na tle demokratycznej struktury Razem panowie, którzy poklepują się po plecach gadając truizmy, są nadzy w swoim nadęciu, w pozie jaką jest iluzja posiadania głębszych przemyśleń i udawanie zaangażowania w bardzo ważne sprawy. Są wiarygodni tylko dzięki wzajemnej, niepisanej umowie, wyrażanej w ironicznych uśmieszkach i dowcipach, kiedy pozują na uprawnionych do zdystansowanej oceny rzeczywistości. Większość kobiet tak się nie zachowuje, więc nie są zapraszane, żeby nie wyjaskrawiać różnicy. Rzadko zapraszane, jak Partia Razem konsekwentna w parytetach.

Gnuśność

Wsteczność polskich publicystyczno-politycznych ,,nowoczesnych” obserwujemy, kiedy Partia Razem przedstawia swoje postulaty programowe. Czy do najpopularniejszych programów TVN lub Polsatu zaprasza się ludzi, którzy przedstawiają merytoryczne argumenty? Jeżeli tak, to nigdy nie są to politycy, bo ci do żadnej wiedzy się nie poczuwają. Publicystom jest dobrze, bo nie muszą się napracować.

Rolą dziennikarzy, którzy specjalizują się w konkretnej tematyce (np. gospodarczej, zdrowotnej), jest badanie osi sporu od strony merytorycznej. Niektórzy to robią, ale publicyści rzadko podejmują te opracowania w celu ich analizy w konkretnej rzeczywistości społecznej i politycznej. Skupiają się na sztucznie kreowanych sporach.

O takim stanie debaty nie decyduje brak intelektualnych, czy wydawniczych możliwości prowadzenia merytorycznej dyskusji, ale brak chęci. Intelektualne lenistwo, brak oczytania, brak zainteresowania problemami nie tylko świata, ale nawet lokalnymi. Trzymanie się cały czas tej samej ideologii i usankcjonowanej osi sporu to przejaw ogólnej gnuśności. Argumenty przyjęte w 1990 miały wystarczyć na resztę życia. Próby argumentowania przeciwko większej progresji podatkowej, polityce społecznej, pełnej równości małżeńskiej, liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, pokazują nie tylko to czym owi komentatorzy i polityczki się interesują, ale czym się nie interesują. I jeśli ktoś się zastanawia czemu po 28-latach przemian nie jest tu bardziej liberalnie, a wręcz jest bardziej klerykalnie i nacjonalistycznie, to znajduje odpowiedź. Mamy niestety leniwe elity. Po co ruszać jak jest dobrze? A, że głównie mnie…No cóż.

Bajki o lewicowym ekstremizmie

Partia Razem w żadnym wypadku nie powinna się jednak skupiać wyłącznie na postulatach określanych przez PO-PiS-owski świat jako ,,światopoglądowe” lub ,,obyczajowe”. Przez całe lata dla lewicy w Polsce to był jedyny, tolerowany przez media sposób istnienia – jako elementu podtrzymujący zdegenerowane, dwupartyjne status quo. Była takim egzotycznym dodatkiem dla wykształconych z wielkiego miasta. Dzięki niemu reszcie obywateli prawica mogła się wydawać centrum.

Skupienie na prawach kobiet i grup mniejszościowych bez programu gospodarczego, czyniło lewicę nieco groteskową, a dzięki temu centrum stawało się wiarygodne jako to najbardziej ,,racjonalne” i kompleksowe. Jedyne zdolne do zarządzania całym krajem.

Dlatego wysuwanie na sztandary kwestii bezpłatnej komunikacji dla opiekunów niepełnosprawnych, tworzenia żłobków, mieszkań pod wynajem, legalnego i uczciwego zatrudnienia, to oprócz kwestii progresji podatkowej, idealna podstawa, by tym kwiatem do kożucha przestać być. Wbrew syrenim śpiewom publicystów.

Jeżeli partia to tylko dla zamożnych facetów z wielkich miast

Jedna z ostatnich wypowiedzi ciotek i wujków ,,dobra rada” była jednoznaczna – pojawiła się dla was szansa, ale musicie zyskać nas – dziennikarzy z wyższej klasy średniej. Musicie to zrobić stając się tymi, którymi chcemy lewicę widzieć. Takimi samymi jak od 28 lat. Konserwatywnymi obyczajowo w przebraniu postępowych, ale oderwanymi od realiów życia większości ludzi. Liberalnymi gospodarczo. Wyposażonymi w dyżurną twarz medialną aż do zgrania i jej wyplucia przez widownię. Zaakceptujemy was, jeśli będziecie jak lubimy – niedemokratyczni i narcystyczni, niespecjalnie wyedukowani, ale wygadani, nieposiadający poglądów, układający program pod sondaże i zmieniający zdanie w zależności od koniunktury. Czyli pozbawieni prawa do moralnej oceny i niewiarygodnymi. Stańcie po stronie zamożnej i niewybrednej elity, a wtedy ona da wam szansę zaistnieć i funkcjonować!

Niestety, zaprzestanie krytykowania cynicznych posunięć politycznych i jednoczenie z kimkolwiek, odejście od programu dostosowanego do nadchodzących wyzwań i gromkie wiwaty na cześć wodza, doprowadzić mogą tylko do tego co zawsze. Tego co każdą partię. Do powrotu pozornego spokoju i błogiego samozadowolenia polityczno-medialnego mainstreamu, które będzie przynosiło kolejne, coraz większe burze, wyprowadzające kraj z głównych obszarów cywilizacyjnych.

Jest i nadzieja. Dzięki dalszemu publicznemu złoszczeniu się na swoje wady odbijane w krzywym zwierciadle Partii Razem, mamy szansę pozbycia się z polityki ludzi niezdolnych do poświęceń, dla których liczy się przede wszystkim własny interes. A za nimi z mediów wypadną wspomniane autorytety okresu transformacji, które nie mają woli lub umiejętności dostosowania do zmieniającej się rzeczywistości i przyszłych wyzwań przed jakimi stoimy. Polska jako kraj który powinien stać się autentycznie, a nie fasadowo obywatelskim i demokratycznym.

 

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Zuzanna Jakowicka

Z wykształcenia psycholożka i dziennikarka. W praktyce freelancerka kilku branż i zawodów. Chłonie zagadnienia niepowiązanych obszarów takich jak kultura fizyczna, zarządzanie, marketing, rynek pracy, psychologia, kultura społeczna i symbolika. Od prawie 25 lat systematycznie uprawia aktywność fizyczną. Mniej więcej od tego czasu zapisuje przemyślenia w zbyt długich tekstach. Gdy uzna, że trzeba, angażuje się w działania społeczne i polityczne. Dba jednak o niezależność myślenia.

Media Tygodnia

Ładowanie