Polityka i Społeczeństwo

Sławomir Broniarz: Należy przeprowadzić „remanent” polskiej szkoły, a nie ograniczać jej autonomię [WYWIAD]

– Teraz jest potrzeba inwentaryzacji stanu i remanentu oraz zbudowania oceny funkcjonowania szkoły w oparciu o mocne i słabe strony tej instytucji. Pokazania również tego, co było pozytywem i negatywem w czasie edukacji zdalnej. Z tego należy wyciągnąć wnioski i zastanowić się, jak to umocnić i nie osłabić tego, co udało się osiągnąć, ale także wyciągnąć wnioski z tych rzeczy, które były piętą Achillesową – ze Sławomirem Broniarzem, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego o planach reform ministra Czarnka i polskiej szkole rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Właśnie skończył się rok szkolny, który upłynął pod znakiem kolejnych fal pandemii i nauki zdalnej. Jak Pan podsumowałby ten trudny dla uczniów i nauczycieli czas?

Sławomir Broniarz: Tak jak określił to Pan w swoim pytaniu. Na pewno był to czas trudny, gdyż startowaliśmy całkowicie z poziomu zerowego nie mając żadnych doświadczeń i struktury potrzebnej do edukacji zdalnej. Nie ukrywam, że musieliśmy wszystko stworzyć od podstaw przy dosyć mizernym zainteresowaniu resortu. To był czas bardzo trudny zarówno dla uczniów, jak i rodziców oraz nauczycieli. Dzisiaj się wydaje, że kiedy kończymy drugi rok edukacji zdalnej, to kończymy go z oceną pozytywną, gdyż sprawdziliśmy się w tym czasie oraz, cytując Szymborską, sami się zweryfikowaliśmy. Na pewno powinniśmy z tego czasu edukacji zdalnej wyciągnąć też wnioski na przyszłość. Nie powinniśmy zmarnować dorobku edukacji zdalnej.

Coraz więcej uczniów ma problemy emocjonalne i psychiczne po wielu miesiącach izolacji. Co można zrobić w szkole, żeby im pomóc?

Moim zdaniem nie powinniśmy ograniczać tylko i wyłącznie tej sfery do szkoły i powinniśmy bezwzględnie w tej sprawie współdziałać z domem, który być może po raz pierwszy odkrył, że dziecko chodzi do szkoły. Poza tym należy zaangażować organizacje, które są w stanie wesprzeć szkołę, bo bez wątpienie pojawiła się luka informacyjna między domem a szkołą. Pytanie tylko, jak długo zajmie uzupełnienie tej luki i czy w ogóle jest to możliwe?

Natomiast bez wątpienia czas pandemii wyraźnie pokazał, jak wielu uczniów ma problemy w domach, a oprócz tego pojawiła się też kwestia, o której Pan wspomniał. Mianowicie różnego rodzaju problemy emocjonalne uczniów i psychiczne, które są również spowodowane izolacją i tu jest potrzeba szerokiego wsparcia ze strony szkoły tych uczniów oraz rozmowa z rodzicami. Tu jest potrzebna współpraca i dziwię się, że ucierpiały i pewnie ucierpią placówki, organizacje czy osoby z segmentu wsparcia pedagogiczno – psychologicznego ze względu na to, że samorządy mają olbrzymie problemy finansowe, które wynikają z pandemii. Natomiast, żeby jakoś sobie poradzić to tego rodzaju wsparcie w szkołach jest ograniczane, a należy podkreślić, że nauczyciele nie mają odpowiednich kompetencji, żeby pomóc we wszystkich sprawach uczniom.

Minister Przemysław Czarnek planuje kolejną reformę polskiej szkoły. Zapowiada znaczne zwiększenie roli kuratorów oświaty. Czy można uznać to za odpowiedź na potrzeby uczniów i nauczycieli po wielu miesiącach edukacji zdalnej? 

Jest Pan pierwszą osobą, która stawia w ten sposób ten problem. Skądinąd bardzo trafnie. Oczywiście to jest rodzaj pytania zamkniętego i nie można tych planów reform uznać za odpowiedź na potrzeby uczniów, ale doskonale to też pokazuje sytuację, w której się znaleźliśmy. To znaczy minister Przemysław Czarnek zamiast oddziałowywać w sensie decyzyjnym, organizacyjnym, prawnym czy finansowym na zapotrzebowanie pomocy pedagogiczno – psychologicznej, idzie w zupełnie innym kierunku. Czyli źle odczytuje zapotrzebowania uczniów i ogólnie rzecz ujmując szkoły po okresie edukacji zdalnej, gdyż rozwiązania ministra zmierzają w stronę radykalizacji rozwiązań prawnych. Chociażby pozbawienie wolności do trzech lat dyrektora, który naruszył dobrostan ucznia, co jest definiowane w prawie oświatowym i kodeksie karnym. Z drugiej zaś strony widać, że szef resortu przeszedł do porządku dziennego nad problemem pandemii i jej skutków. Pytanie, czy jest to świadoma postawa, czy też brak umiejętnego odczytywania rzeczywistych potrzeb?

Nawiązując do Pana wypowiedzi o przechodzeniu do porządku dziennego przez ministra, to jakie działania powinien teraz podjąć Przemysław Czarnek?

Wydaje się, że teraz jest potrzeba inwentaryzacji stanu i remanentu oraz zbudowania oceny funkcjonowania szkoły w oparciu o mocne i słabe strony tej instytucji. Pokazania również tego, co było pozytywem i negatywem w czasie edukacji zdalnej. Z tego należy wyciągnąć wnioski i zastanowić się, jak to umocnić i nie osłabić tego, co udało się osiągnąć, ale także wyciągnąć wnioski z tych rzeczy, które były piętą Achillesa. Na przykład do dzisiaj nie wiemy, jak duża liczba uczniów nie uczestniczyła w procesie edukacji z różnych przyczyn.

       Oprócz tego są problemy bardzo prozaiczne. To znaczy brak sprzętu czy sieci internetowej. Wystarczy przypomnieć wypowiedź ministra Zaborskiego, który mówił, że w Polsce jest 2000 miejscowości, gdzie nie ma sieci. Trudno przypuszczać, żeby w tych miejscowościach nie było uczniów.

 Wracając do Pana pytania, jeżeli byśmy wszystko zinwentaryzowali i sprawdzili, czego brakuje to, tak jak powiedziałem, moglibyśmy skupić się na umacnianiu słabych stron na wypadek, gdyby trzeba było znów prowadzić edukację zdalną.

Dlaczego właśnie teraz minister próbuje wprowadzić takie zmiany?    

Jest bardzo dobry klimat. Rozpoczynają się wakacje, a więc integracja środowiska nauczycielskiego jest w znacznej mierze osłabiona. Po drugie są jeszcze trzy posiedzenia Sejmu, na których będą dyskutowane kwestie podatków, rozliczeń poszczególnych polityków czy szeroko rozumiane kwestie gospodarcze, które wszystkich teraz interesują. Przy tej okazji uda się wepchnąć bocznymi drzwiami taką czy inną ustawę. Warto powiedzieć, że edukacja w polskich warunkach budzi mieszane emocje. To znaczy często w przestrzeni publicznej pojawia się wątek, że nauczyciele mało pracują, a mają bardzo długie wakacje. Co jest samo w sobie nieprawdą, bo ustawa mówi o 40-godzinnym czasie pracy w tygodniu, a same wakacje są również regulowane przepisami i tego żaden nauczyciel nie nadużywa.

Po drugie polskie społeczeństwo traktuje edukację po macoszemu do czego przyczynia się również kontekst medialny, bo nauczyciel jest postrzegany przez kontekst swojego pensum. To nie jest główny temat debaty publicznej. Zauważmy, że kiedy pojawia się temat podniesienia pensji nauczycielom, to od razu pojawia się zawiść ze strony społeczeństwa. Natomiast, kiedy minister planuje odebrać autonomię szkołom i wybierać swoich dyrektorów, którzy będą mieli zbliżony do niego światopogląd i wyznawać podobny system wartości, to nikogo to nie interesuje. Oczywiście do momentu, kiedy dyrektor wyznaczony przez kuratora, stworzy taki program i każe się rodzicowi zastanawiać, czy jego dziecko ma chodzić do takiej szkoły. Nie może być tak, że na edukację ma decydujący wpływ partia, gdyż w swojej historii to już przerabialiśmy, bo jeżeli to pozostanie, to każdy kolejny rząd nie będzie chciał z tego zrezygnować. Przeciwko temu protestujemy i partyjnemu zawłaszczeniu oświaty z którym wydawało się, że po 1989 roku już skończyliśmy. Natomiast ilu rodziców będzie tym zainteresowanych to trudno powiedzieć.

Nowy program nauczania będzie kładł nacisk na wartości katolicko-narodowo-patriotyczne. Czy zgodzi się Pan z tezą, że reforma ta ma na celu wychowanie idealnego wyborcę PiS-u?

To jest teza, która pobrzmiewała w wypowiedzi marszałka Terleckiego, który mówił, że należy zmienić podstawę programową, żeby iść w kierunku takiego nowego człowieka, który będzie szedł kierunku tego, co chce osiągnąć obecnie rządząca ekipa. Najłatwiej uczynić to poprzez zmianę podstawy programowej.

Według założeń nowej reformy bez opinii kuratora dyrektor nie będzie mógł już zorganizować w szkole zajęć prowadzonych przez organizacje pozarządowe, nawet jeśli zgodzą się na nie rodzice uczniów. Co to zmieni w funkcjonowaniu szkół?

To, że szereg organizacji pozarządowych będzie miało potężne problemy z organizacją swoich zobowiązań statutowych i realizacją swojej misji. Spowoduje to też, że oferta, którą dzisiaj dyrektorzy mają dla uczniów, będzie zdecydowanie uboższa, bo nikt nie zaryzykuje zaproszenia takich organizacji jak Ponton, Iustitia czy innych, które mogą nie spodobać się kuratorowi, który będzie wybierany przez ministra i miał ściśle określone poglądy. Nie zamierzam przez to powiedzieć, że uczniowie mają być zwolennikami tej czy innej opcji politycznej, ale mają się rozwijać, żeby same w dorosłym życiu mogły wybrać myśl, która im najbardziej będzie odpowiadała.

Czy Pana zdaniem reforma ta wprowadzi w szkole taki sam efekt mrożący jak w sądownictwie?

Tak. To jest uderzenie w autonomię szkoły, która wygląda trochę inaczej, niż w przypadku wyższych uczelni.

Jeżeli popatrzy się na historię Polski, to czy, Pana zdaniem, może powstać tajna edukacja?

Nie przypuszczam, żeby miała ona większy wymiar formalny, bo mimo wszytko szkoła musi mieć konkretne uprawnienia, które całkowicie zależą od resortu edukacji. Jeżeli dziecko będzie chciało kontynuować swoją edukację, będzie musiało mieć świadectwo ukończenia szkoły. Jednak na pewno w przypadku radykalnej zmiany programów nauczania mogą pojawić się latające uniwersytety wiedzy prawdziwej tak jak było to w czasach PRL. Tego nie wykluczam. Dodałbym jeszcze, że wielu rodziców zastanawia się nad edukacją domową, ale ona ma jednak inny kształt formalny.

Zjednoczona Prawica kiedyś straci władzę. Jak Pana zdaniem trzeba będzie zreformować polska szkołę, żeby edukowała nasze dzieci na miarę wyzwań XXI wieku?

To jest bardzo trudne pytanie i wyzwanie, gdyż niedawno zakończył się rok szkolny i za dwa miesiące uczniowie pójdą do szkoły. A więc uczniowie, którzy pójdą we wrześniu 2021 roku do pierwszej klasy to po 12 latach nauki, może być zupełnie inna rzeczywistość technologiczna czy ekonomiczna. Dzisiaj niezwykle trudno zdefiniować zadanie jakie stoi przed szkołą. Moim zdaniem szkoła ma bardziej uczyć umiejętności, aniżeli dawać taką sztywną wiedzę, która może się zdezaktualizować lub którą możemy uzupełnić z Internetu, ale to też musi być robione przy pomocy nauczyciela, który pomoże oddzielić ziarno od plew. Na pewno szkoła, aż tak bardzo swojej roli nie zmieni. Jest tylko pytanie, czego będziemy za kilkanaście lat uczyć?

Bardzo dziękuję za rozmowę.          

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie