Polityka i Społeczeństwo

Sagi z respiratorami ciąg dalszy. Ministerstwo sprowadziło sprzęt, który nie nadawał się do użytku

Flickr.com/Kancelaria Premiera

Wraca temat podejrzanej transakcji ministerstwa zdrowia. Sieć Obywatelska Watchdog Polska opublikowała kolejne dokumenty w tej sprawie. Wynika z nich, że respiratory, które trafiły do Polski nie nadawał się do ratowania ludzi.

Sprawę podejrzanej transakcji media opisują od kilku miesięcy. W czerwcu TVN24 ujawniło, że ministerstwo zdrowia podpisało umowę na zakup respiratorów z firmą E&K, należącą do handlarza bronią Andrzeja Izdebskiego. Ministerstwo wpłaciło zaliczkę w wysokości 35 mln euro (z 200 mln), ale E&K nigdy nie dostarczyła całego zamówienia. Ostatecznie ministerstwo nie ma ani kompletu respiratorów, ani pieniędzy.

Sieć Obywatelska Watchdog Polska opublikowała dokumenty dotyczące transakcji: umowę, faktury a także protokół dostawy z 30 czerwca. Treść tego ostatniego dokumentu jest zaskakująca. Okazuje się, że ministerstwo przyjęło 50 respiratorów niemieckiej firmy Draeger i 10 południowokoreańskiej firmy Mekics. Do żadnego z niemieckich urządzeń sprzedawca nie dostarczył kluczowych dokumentów: karty gwarancyjnej, instrukcji obsługi czy paszportu urządzenia. Do dostarczenia każdego z nich E&K było zobowiązane zapisami w umowie.

To nie koniec problemów. Jak się okazuje, dostawca przekazał respiratory wraz z przewodem zasilającym je w tlen w standardzie BS, który, jak czytamy w raporcie, „uniemożliwia podłączenie urządzenia do instalacji tlenowej w podmiotach leczniczych w Polsce”. Podsumowując – dostarczony sprzęt nie nadawał się do leczenia w Polsce.


Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie