Polityka i społeczeństwo

Rządzący oczyszczają polską dyplomację ze złogów komunizmu. Dla jednego ambasadora zrobią jednak wyjątek

​Wszystkie kluby parlamentarne poza Nowoczesną opowiedziały się wczoraj za projektem nowelizacji ​ustawy o służbie zagranicznej autorstwa posłów PiS, która uniemożliwia zatrudnianie byłych współpracowników służb bezpieczeństwa PRL. Projekt zakłada rozciągnięcie obowiązku lustracyjnego na wszystkie kategorie pracowników zatrudnionych w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w placówkach zagranicznych oraz jednostkach nadzorowanych przez szefa MSZ.

Adam Szłapka (Nowoczesna) uznał za wadę projektu zapis, że zwolnienie ze służby miałoby następować bez względu na faktyczną rolę w dawnych służbach bezpieczeństwa. Zaznaczył, że klub nie ma zastrzeżeń do rozszerzenia katalogu osób zobowiązanych do złożenia oświadczenia lustracyjnego, ale ma wątpliwości do wygaszania stosunku pracy z mocy prawa. Jego zdaniem, naraża to Polskę na konsekwencje prawne i ewentualne pozwy w trybunałach.

Warto wobec tego spytać, co w takim razie z ambasadorem Polski w Berlinie Andrzejem Przyłębskim, zarejestrowanym przecież jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa pod pseudonimem “Wolfgang”? Zobowiązanie do współpracy brzmi – “Kierując się patriotycznym obowiązkiem i chcąc przyczynić się w miarę moich możliwości do utrzymania ładu i porządku w PRL i triumfu prawdy, wyrażam zgodę na udzielanie pomocy Służbie Bezpieczeństwa” – takie stwierdzenie pada w odręcznie napisanym zobowiązaniu. W IPN pod nazwiskiem Andrzeja Przyłębskiego zarejestrowana jest teczka tajnego współpracownika, która liczy 40 stron.

Latem zeszłego roku “TW Wolfgang” został oczyszczony przez IPN z zarzutów współpracy. Ten werdykt wzbudził duże oburzenie, nawet wśród prawicowych komentatorów, którzy pisali o utracie wiarygodności przez IPN. Sprawa wydawała się jasna, ale usłużny pion w IPN, nie dał zrobić krzywdy mężowi prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wszystko wskazuje na to, że dojdzie zatem do kuriozalnej sytuacji, gdzie na czele ambasady w Berlinie stać będzie człowiek z brudną przeszłością, a ustawa, mająca oczyścić korpus dyplomatyczny z takich “czarnych owiec”, w ogóle go nie obejmie. Formalnie został przecież oczyszczony, ale nieformalnie smród się za nim nadal ciągnie. To wszystko w imię PiS-owskiej zasady – nasz SB-ek, to dobry SB-ek.

Fot. flickr/MFA

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie