Polityka i społeczeństwo

Ruchy tektoniczne w obozie opozycji wchodzą w decydującą fazę. Liderzy SLD i PSL nie mają wyjścia

Kolejne oskarżenia prorządowych mediów wobec opozycji
fot. flickr/PO

Firma mająca około pięciu milionów długów i brak perspektywy na realne pozyskanie gotówki na pokrycie zadłużenia jest bankrutem. Można ją przejąć za symboliczną złotówkę lub dokapitalizować. W realiach politycznych dopływ funduszy od dużo większego partnera nie wchodzi w rachubę, więc pozostaje tylko zmonopolizowanie rynku. Innego wyjścia nie ma i właśnie to zrobił wczoraj Grzegorz Schetyna. Dlatego lament nad tym, że doprowadza się do anihilacji zadłużonej po uszy partii jest trochę fałszywym przejawem troski. Przecież każdy marzy o koalicjancie bez zdolności kredytowej, z trudem płacącym rachunki, a w perspektywie bliższej niż dalszej mającym na głowie postępowanie komornicze.

Przecież każdy marzy o koalicjancie wystawiającym w wyborach Wojciecha Kałużę, który kilka dni po elekcji dezerteruje i doprowadza do przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w województwie śląskim. W poniedziałkowym wydaniu Wprost można przeczytać o kłopocie, jaki Schetyna ma z Nowoczesną. Jej kandydaci w wyborach samorządowych wystawieni na pierwszych i drugich miejscach nie zdobyli mandatów. Ta frustracja jest zapewne także jednym z czynników, które doprowadziły do tak zdecydowanych ruchów przeciw Katarzynie Lubnauer.

Inną kwestią jest odpowiedź na pytanie, jak będzie wyglądała ewentualna szeroka koalicja opozycji w wyborach 2019. Oczywiście takie partie jak SLD i PSL zobaczyły wczoraj lekcję w wykonaniu Grzegorza Schetyny i teraz z dużo większą rezerwą mogą podchodzić do zawiązywania sojuszy. Sęk w tym, że oba te ugrupowania są już nadgryzane tylko z innej strony. Ludowcy dostali w wyborach samorządowych po łapkach od Prawa i Sprawiedliwości i według analizy Ludwika Dorna z uzyskanym wynikiem nie wejdą do przyszłego Sejmu. SLD Włodzimierza Czarzastego jest z kolei na wstępnym etapie tracenia elektoratu na rzecz Roberta Biedronia. Czasem można odnieść wrażenie, że liderzy tych formacji tego nie czują.

Czarzasty może odłożyć na półkę swoje wizje porozumienia z nowym bytem Biedronia, ponieważ były prezydent Słupska ich do szczęścia nie potrzebuje. Już wyjął z SLD Krzysztofa Gawkowskiego, którego zadaniował do budowy struktur terenowych. Marzeniem ściętej głowy jest to, że były wiceprzewodniczący SLD nie objedzie struktur swojego byłego ugrupowania. Władysław Kosiniak-Kamysz też zaraz zacznie utyskiwać na postępowanie Schetyny wobec Nowoczesnej, ale największy problem ma z PiS-em i telewizją pod wodzą Jacka Kurskiego, która ich niemiłosiernie atakuje.

Czarzastemu oraz Kosiniakowi-Kamyszowi może się nie podobać przysłowiowe wejście z drzwiami szefa Platformy do Nowoczesnej. Ale może warto zapytać, czy podoba im się konsumowanie ich elektoratu w białych rękawiczkach, bo z tym mamy do czynienia w przypadku PiS-u i Roberta Biedronia. Można kogoś wchłonąć przy akompaniamencie granatów hukowych oraz z przeładowaną bronią. Równie dobrze można się skradać przez dłuższy czas w ciemnej uliczce i finalne przyłożyć nóż do gardła. Obie metody różni finezja, ale efekt jest ten sam.

fot. flickr/PO

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie