Polityka i społeczeństwo

Rekordowy podatek dla kobiet? Gigantyczna obłuda rządzących we wdrażaniu państwa socjalnego

Rząd wpędza kobiety w systemową biedę. Obłuda "państwa solidarnego" PiS w praktyce
Fot. KPRM

Mateusz Morawiecki chwalił się ostatnio w Brukseli sukcesami rządu we wdrażaniu solidarnego państwa socjalnego w Polsce. Narracja władzy pozostaje niezmienna, że rządzący zatroszczyli się o tych, o których wcześniej zapominano. Choć teoria ta jest piękna, to warto sobie uświadomić, na czym w praktyce polega system stworzony na długo przed PiS, ale znacznie przez niego rozwinięty. Otóż państwo solidarne to w rzeczywistości pułapka dla najmniej zamożnych, a w szczególności kobiet. Polega ona na utrzymaniu ludzi w stanie ciągłej systemowej biedy. Celem obecnego patologicznego systemu nie jest bowiem wyciąganie ludzi z biedy, danie im narzędzi, wsparcia i motywacji, aby zmienili swoje położenie życiowe. Nie, państwo zamiast tego dokłada starań, aby ludzie dalej byli ubodzy, ale w swojej biedzie było im po prostu bardziej wygodnie. Największy bowiem problem w tym, że rząd uczynił z bycia na dole drabiny ekonomicznej swoistą “bezpieczną strefę”, za której próbę opuszczenia obywatele są surowo karani. Każda próba poprawienia swojej sytuacji ekonomicznej to ryzyko utraty 500+, zasiłków i innych form wsparcia, które czynią cały wysiłek nieopłacalnym. Pułapka ta działa szczególnie boleśnie w przypadku kobiet w Polsce, których aktywność zawodowa od czasu wprowadzenia 500+ uległa istotnemu spadkowi.

Da się to łatwo zrozumieć, jeśli uświadomimy sobie, że kobiety z najmniej z zamożnych rodzin są w praktyce obłożne super-podatkiem o rekordowej wysokości 59% wysokości wynagrodzenia, a do tego trzeba jeszcze doliczyć płacony przy każdych zakupach VAT i akcyzę. Obecnie samo wynagrodzenie minimalnej obłożone jest 40% podatkiem, co wynika z faktu, że po doliczeniu składek po stronie pracodawcy realna wartość płacy brutto wynosi nie 2100 zł, ale 2503 zł, wobec czego kwota netto to zaledwie 1530 zł.

W przypadku kobiet w grupach najmniej zamożnych, gdzie wiele z nich nie jest aktywnych zawodowo, sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Jeśli bowiem ich partner zarabiał do tej pory do 2400 zł netto, to podjęcie przez nie pracy oznacza utratę 500+ na pierwsze dziecko. Oznacza to, że podjęcie pracy w wymiarze pełnego etatu daje zaledwie 1030 zł realnego wzrostu dochodu w gospodarstwie domowym. Jeśli weźmiemy pod uwagę czas pracy, dojazdów i związane z tym koszty, to ciężko się dziwić, że wiele matek decyduje się zostać z dzieckiem, niż za wszelka cenę szukać formy dorobienia.

Jest to niestety element szerszej patologii systemu, który w całości jest skonstruowany według powyższej zasady. Zmianę na lepsze przyniosło wprowadzenie w 2015 roku zasady złotówka za złotówkę, która wyeliminowała sytuacje utraty świadczeń za przekroczenie progu dochodowego o przysłowiową złotówkę, ale problem wcale na tym się nie skończył.

Dzięki tak nieprzemyślanemu systemowi zniechęca się Polki do powrotu na rynek pracy, co w jasny sposób przekłada się na jedną z najniższych w Unii Europejskiej aktywność zawodową kobiet (48% przy 65,1% u mężczyzn). Tym samym państwo solidarne jest dobre tylko dla polityków, którzy uzależniają obywateli od siebie udowadniając, że są potrzebni. Tymczasem najsłabsi są zamknięci w pułapce, która zatrzymuje ich przed wykorzystaniem w pełni swoich możliwości.

Fot. KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

 

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie