Gospodarka

Propaganda sukcesu rządu może go drogo kosztować. Polską może wstrząsnąć fala protestów

Rządzący nie przygotowali się na taki rozwój wypadków. Rezydenci to wierzchołek góry lodowej, teraz zaprotestują oni
fot. Shutterstock/wjarek

Na początek trzeba zaznaczyć, że bardzo zła sytuacja kadrowa, finansowa i organizacyjna wielu pracowników sektora budżetowego nie jest zasługą jedynie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Przez całe dekady na urzędnikach czy funkcjonariuszach różnego rodzaju służb, inspekcji i straży się oszczędzało. Sprzęt najczęściej gorszego sortu, małe klitki ze zbyt dużą ilością pracowników ma metr kwadratowy, niskie płace czy zupełnie niemotywujący system nagród i premii. Do tego wieczne niedofinansowanie instytucji oraz nakładane co rusz nowe obowiązki i wyśrubowane mierniki statystyczne. Każdy kto pracował choć miesiąc w budżetówce wie, co leży na sercu setkom tysięcy pracowników tego sektora.

I choć to nie Prawo i Sprawiedliwość za ten stan rzeczy odpowiada, to jednak rząd tej partii najprawdopodobniej będzie musiał wypić piwo, które nawarzyło 25 lat traktowania budżetówki po macoszemu. Jak donosi portal money.pl, jeśli rządzący nie znajdą pieniędzy na podwyżki dla pracowników budżetówki, Polską może wstrząsnąć fala protestów. Do strajku już teraz szykuje się kilka wielkich grup zawodowych. Na ostrzu noża jest kwestia podwyżek, bowiem właśnie ten aspekt jest najczęściej zakłamywany w powszechnym przekonaniu o zarobkach urzędników. Nie każdy wie, że wskaźniki średniej płacy, których wzrostami rząd regularnie się chwali, nie obejmują wynagrodzeń w sferze budżetowej. Tu wciąż wielu urzędników marzy o wynagrodzeniu na poziomie 3 tys. brutto i jeszcze długo może się takowych nie doczekać.

Portal money.pl informuje o tym, że coraz goręcej wśród pracowników jest na kolei, w PLL LOT, szpitalach i służbach mundurowych. Kolejne grupy zawodowe opłacane z państwowej kasy ogłaszają referenda strajkowe, grożą protestami lub już je prowadzą.

– To nie jest zaskoczenie. Od wielu lat ostrzegaliśmy, że mrożenie pensji w budżetówce prędzej czy później przyniesie opłakane skutki. Mówiliśmy o tym przy każdym budżecie – podkreślił w rozmowie z portalem Marek Lewandowski, rzecznik “Solidarności”.

Protest rozpoczęli już ratownicy medyczni, na fatalną sytuację kadrową zwracają uwagę również pielęgniarki i położne, których brak już za kilka lat możemy odczuć na własnej skórze. Z każdym dniem bardziej realna staje się również groźba protestu funkcjonariuszy wszystkich służb mundurowych. Policjanci, strażacy, strażnicy więzienni i graniczny oraz funkcjonariusze KAS domagają się podwyżek (650 zł dla funkcjonariusza – red.), odmrożenia waloryzacji oraz przywrócenia niektórych przywilejów emerytalnych.

Rząd, który co chwila otrzymuje listy z prośbami od kolejnych związkowców nie jest skory przystać na te postulaty, a rozmowy trwają po kilkanaście miesięcy. Widać gołym okiem, że rządowa propaganda sukcesu rozbudziła olbrzymie apetyty. Pracownicy, którzy wypełniają obowiązki państwa nie zamierzają bezczynnie słuchać kolejnych przechwałek, jak to wszystkim wokół w portfelach przybywa, widząc że ta sama pensja wystarcza na coraz mniejsze zakupy w lokalnym sklepie. 

Z kolei rząd Prawa i Sprawiedliwości niespecjalnie ma z czego na te podwyżki wygospodarować, bo skutki finansowe populistycznych “reform” wciąż okazują się wyższe, niż zaplanowane. Dodatkowo zbliża się maraton wyborczy, w czasie którego trzeba wyborcom sprzedać kiełbasę wyborczą. Jeśli więc się jeszcze bardziej zadłużać, to na działania przynoszące poklask wyborców, nie realizujące zaniedbania poprzedników.

Więcej na money.pl

fot. Shutterstock/wjarek

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie