Gospodarka Polityka i Społeczeństwo

Prof. Dariusz Rosati: Nie potrzebujemy drugiego planu Balcerowicza, tylko zmiany priorytetów gospodarczych [Wywiad]

Dariusz Rosati

 

Z profesorem Dariuszem Rosatim, ekonomistą i posłem Koalicji Obywatelskiej o gospodarczych skutkach pandemii i wyborach prezydenckich, rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: W czasie rządów PiS stanęły inwestycje, a w budżecie jest ogromny deficyt i panuje inflacja. Jak Pana zdaniem naprawić to, co popsuł PiS?

Dariusz Rosati: Wszyscy przeżywamy kryzys związany z koronawirusem, ale rzeczywiście PiS wybrał dość kosztowną metodę walki z pandemią. Powiem, jakie są słabości polityki rządowej. Po pierwsze, jeżeli chodzi o reakcję o samą pandemię to zdecydowano się na lock down, czyli zamknięcie całej gospodarki, zamiast na zwiększenie liczby testów, izolowanie chorych i ognisk zakażeń. Jeżeli takie rozwiązania weszłyby w życie, pewna część gospodarki mogłaby normalnie funkcjonować, oczywiście przy pewnych ograniczeniach. Należało się skupić w pierwszej kolejności na kopalniach, domach pomocy społecznej i szpitalach w celu odcięcia miejsc, które są najbardziej zagrożone. Zamiast tego zdecydowano się na zamknięcie praktycznie całej gospodarki, w tym parków i lasów, co jest nonsensem i to, moim zdaniem, spowodowało załamanie gospodarki w kwietniu i maju. Powoli z tego wychodzimy, ale szacuję, że spadek produkcji PKB w drugim kwartale wyniesie ok 10-12%.

Drugi błąd, jaki rząd popełnił, dotyczy tarcz antykryzysowych, które de facto oferują ograniczoną, a przy tym trudno dostępną pomoc. Na początku rząd bardzo ostrożnie udostępniał wsparcie dla firm, i tylko na krótki czas – tak było np. ze zwolnieniem z ZUS. System pomocy był niezwykle skomplikowany i zależał od wielu warunków, które trzeba było spełniać, w tym niezaleganie z płatnościami czy odpowiedni spadek przychodów. Dlatego pierwsze tarcze miały słabe efekty, gdyż nie docierały ze swoją pomocą do wszystkich zainteresowanych i niestety doszło do tego, czego chcieliśmy uniknąć, czyli do masowych zwolnień pracowników i zamykania firm, zwłaszcza małych i mikro. Statystyki za ostatnie miesiące pokazują, że kilkaset tysięcy firm zostało zamkniętych i wzrosło bezrobocie. Moim zdaniem nie jest to jeszcze koniec, gdyż nie wszystkie osoby się jeszcze zarejestrowały, a więc rzeczywista skala będzie większa.

Dopiero czwarta tarcza, czyli tarcza finansowa, która polega na tym, że to Polski Fundusz Rozwoju udziela pożyczek z możliwością ich umorzenia stanowi najlepszą formę pomocy. Działa na zasadzie, że zgłasza się po pieniądze i podpisuje się zobowiązanie. Państwo nie sprawdza tego od strony formalnej, tylko za jakiś czas w momencie, gdy przedsiębiorca będzie oddawał pożyczkę. To jest typ pomocy, który jest efektywny. Polska niestety nie zastosowała na dużą skalę sprawdzonych metod, które zostały wdrożone w innych państwach, na przykład dopłat do obniżonego czasu pracy. Stosowaliśmy to w sposób ograniczony, a efekt jest taki, że nie udało się rządowi zapewnić płynności finansowej firm, które były niestety zmuszone do zwalniania pracowników i zamykania działalności. W trzecim kwartale możemy spodziewać się spadku PKB o ok. 4-6% PKB rok do roku, w całym 2020 roku o ok 4-5%. W przyszłym roku powinniśmy już powrócić na ścieżkę wzrostu.

W wyniku pandemii uwydatniły się konsekwencje związane z polityką gospodarczą rządu. Czy Pana zdaniem powinien w obecnej sytuacji powstać kolejny, nazwijmy to umownie,  plan Balcerowicza?

Co do konsekwencji, to ma Pan absolutnie rację. Rząd PiS-u rozdawał pieniądze w sposób lekkomyślny i nieodpowiedzialny, zamiast budować bufory finansowe na czas kryzysu, a wiadomo było, że ten nadejdzie. Nie wiedzieliśmy tylko, że będzie miał charakter epidemiologiczny, ale to, że nadejdzie cykliczne osłabienie koniunktury było pewne. Rząd nie przygotował sobie żadnej poduszki na ten czas, tylko uprawiał propagandę sukcesu. Pamiętamy przechwałki premiera Morawieckiego na temat budżetu bez deficytu. To była ściema, gdyż faktyczny deficyt był rzędu 70 miliardów, które poupychano w różnych częściach sektora finansów publicznych. W takiej sytuacji rządzący mieli mniej możliwości, żeby wspierać gospodarkę w takim zakresie, jak to robili na przykład Niemcy, gdzie rządzący mieli nadwyżkę budżetową, a więc było z czego wydawać. U nas tego nie było. Za to było sztuczne podtrzymywanie konsumpcji poprzez rozdawnictwo, która trochę podtrzymywała nam koniunkturę, ale nie mieliśmy za to inwestycji.

Moim zdaniem kryzys obnażył wszystkie problemy, które były ukrywane przez PiS – zapaść w służbie zdrowia, niski poziom inwestycji, brak mieszkań, brak pieniędzy na edukację, kryzys w energetyce, itd. Jesteśmy obecnie w bardzo trudnej sytuacji, bo rząd musi się zadłużać. Spodziewany deficyt budżetu państwa w tym roku może nie być taki duży, rzędu 100-130 miliardów, ale deficyt całego sektora finansów publicznych może wynieść 180-200 miliardów. To jest bardzo dużo – 8-10% PKB. W tej chwili nie potrzebujemy drugiego planu Balcerowicza, tylko zmiany priorytetów gospodarczych. Podstawowym priorytetem powinno być utrzymanie miejsc pracy i funkcjonujących firm, natomiast nie stać nas na kolejne wyborcze prezenty. W momencie, gdy słyszę prezydenta Dudę, który krzyczy o bonie wakacyjnym, to jest to czysta przedwyborcza propaganda. Jesteśmy w kryzysie i nie czas na bony wakacyjne. Pieniądze powinny pójść na podtrzymywanie miejsc pracy, żeby firmy nie musiały się zamykać, a ludzie mieli co jeść, a nie na kolejne programy z plusem.

W kolejnych tzw. tarczach antykryzysowych politycy Zjednoczonej Prawicy przemycają różne dziwne wrzutki – a to bezkarność dla urzędników podejmujących decyzje finansowe podczas pandemii, a to zaostrzenie kar za aborcję i za obrazę prezydenta. Dlaczego, Pana zdaniem, rządzący zmieniają prawo pod pretekstem ratowania gospodarki?

Niestety, mamy do czynienia z bardzo niedobrą praktyką upychania w kolejnych tarczach antykryzysowych różnych dziwnych przepisów, które nie mają nic wspólnego z walką z epidemią i gospodarką. Wspomniał Pan o bezkarności urzędników – to jest jeden z takich zapisów, który oprotestowaliśmy, ale PiS przyjął go większością głosów. Są też inne przepisy, które idą w kierunku zaostrzenia kar i wprowadzają nowe typy przestępstw. To jest sprzeczne z prawem i z zasadą dobrej legislacji – jeżeli ustawa dotyczy pomocy finansowej, to nie może w niej być zapisów, które dotyczą podwyższonych kar za niektóre przestępstwa niemające związku pandemią.

Warto też wspomnieć, że PiS już raz usiłował wprowadzić te same zmiany w przepisach karnych już w czerwcu ubiegłego roku w ramach nowelizacji kodeksu karnego, ale wtedy prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Od tego czasu nowelizacja leży na biurku prezes Julii Przyłębskiej i nie została rozpatrzona, a tymczasem PiS wprowadza w trzeciej tarczy dokładnie te same przepisy. Wszystko pod płaszczykiem śpieszenia na pomoc gospodarce. Przedsiębiorcy nie potrzebują zmian w kodeksie karnym, bezkarności urzędników, tylko realnej pomocy finansowej. Natomiast patrząc na wyrzucanie pieniędzy w błoto przez Ministerstwo Zdrowia czy na bezprawne wydatki ministra Jacka Sasina na pocztowe wybory, wiemy już po co został wprowadzony przepis o bezkarności urzędników.

Czy Pana zdaniem zmiana w Pałacu może spowodować również jakąś zmianę w gospodarce?

Trzeba pamiętać, że prezydent nie prowadzi polityki gospodarczej, dlatego bardzo dobrze, że Rafał Trzaskowski nie obiecuje tych wszystkich gruszek na wierzbie tak, jak to robi Duda, bo zdaje sobie sprawę, że to nie on podejmuje decyzję o budowie mostu, obwodnicy czy o podatkach. Ale zmiana prezydenta może oczywiście poprawić wizerunek kraju i zachęcić inwestorów zagranicznych. Prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, natomiast nie ma ani jednej złotówki do wydania na gospodarkę, a więc tutaj prezydent ma ograniczone możliwości, ale widzę korzyść w ewentualnym zwycięstwie Trzaskowskiego polegającym na tym, że ustawy, które będą niezgodne z prawem lub z sprzeczne z długofalowym interesem Polski będą wetowane, gdyż PiS nie będzie miał możliwość, żeby veto prezydenckie odrzucić w Sejmie. Dzięki temu uniknie się dalszego topienia pieniędzy publicznych w politycznych przedsięwzięciach.

Oficjalnie mamy już ponad milion bezrobotnych, a jednak sztab Andrzeja Dudu pozwał Rafała Trzaskowskiego w trybie wyborczym za głośne wyartykułowanie tej „oczywistej oczywistości”. Jaka może być faktyczna skala bezrobocia i czy rzeczywiście grozi nam gwałtowny wzrost liczby bezrobotnych w najbliższych miesiącach?

W tej chwili mamy trochę ponad 6% zarejestrowanych bezrobotnych. Część ludzi się jeszcze nie zarejestrowała, gdyż są na wypowiedzeniach lub będzie za jakiś czas zwolniona. Spodziewam się, że to bezrobocie do końca roku może wzrosnąć o 300-400 tysięcy, czyli jeszcze do ok. 8-9%.

Prezydent w Polsce ma bardzo ograniczone uprawnienia, ale czy Pana zdaniem, jeżeli Rafał Trzaskowski wygra wybory, powinien, jak to obiecał, wspierać lokalnych przedsiębiorców w czasie swojej ewentualnej prezydentury? I czy w ogóle powinien „wtrącać się” w sprawy gospodarcze?

Nowy prezydent powinien stać przede wszystkim na straży konstytucji w ramach, której mamy trójpodział władzy. Prezydent jest również Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych i reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej. Oczywiście prezydent ma inicjatywę ustawodawczą i jeżeli prezydent Trzaskowski będzie chciał pomóc małym i średnim przedsiębiorcom, to nic nie stoi na drodze, żeby proponował ustawy, które będą ułatwiały działalność gospodarczą i sprzyjały rozwojowi. Powinien też podjąć poważną debatę z Polakami o tym jak ochronić przyszłych emerytów przed głodowymi emeryturami, które zafundował im PiS z Andrzejem Dudą, obniżając wiek emerytalny i nie uprzedzając, że oznacza to drastyczne obniżenie emerytur. Prezydent może zaproponować całościową reformę systemu emerytalnego, nie w kierunku podnoszenia wieku emerytalnego, ale zachęcania ludzi do podejmowania dłuższej pracy poprzez dawania zachęt finansowych czy stosowanie różnych ulg. Jest wiele pomysłów, które można zaproponować, tylko należy pamiętać, że to PiS ma większość w Sejmie i nie sądzę, żeby chciał tego typu inicjatywy popierać. Ale na pewno powinien próbować, gdyż jedną ze słabości obecnej prezydentury jest brak takich inicjatyw.

Andrzej Duda właśnie zakończył bardzo nagłaśnianą podróż do Stanów Zjednoczonych. Na konferencji przed Białym Domem padło wiele okrągłych słów, ale jednym z nielicznych konkretów była wypowiedź Donalda Trumpa o tym, że będziemy nadal kupować od Amerykanów skroplony gaz. Czy w sensie gospodarczym cokolwiek więcej wynika z tej wizyty prezydenta u Donalda Trumpa?

Nic nowego z tego nie wynika. To wszystko są sprawy, które były w realizacji, zarówno nasz import skroplonego gazu, który jest od 3 lat realizowany, jak i rozmowy o zwiększeniu kontyngentu amerykańskiego w Polsce. Nie zapadły żadne nowe decyzje.  To samo dotyczy ewentualnego przeniesienia części wojsk amerykańskich z Niemiec do Polski, o czym się mówiło, ale żadnego porozumienia w tej sprawie nie podpisano. Szkoda natomiast, że prezydent Duda z uśmiechem wysłuchiwał ataków Trumpa na Unię Europejską, w tym na Niemcy, bo w końcu jest to nasz sąsiad i sojusznik. Szkoda, że zabrakło mu odwagi, żeby bronić Europy i zachęcać do współpracy. To dobrze, że USA da Polsce dostęp do szczepionek na COVID19, ale UE już prowadzi od dawna te prace i Polska będzie miała w nich udział. To była wizyta tylko i wyłącznie charakterze propagandowym, był to element kampanii wyborczej zarówno Andrzeja Dudy jak i Donalda Trumpa. Duda chwali się, że jako pierwszy po zakończeniu epidemii był w Białym Domu, a Trump swoimi relacjami i nosem biznesmena, który wszystko sprzedaje. Nie była to wizyta, który przyczyniła się do poprawy wizerunku naszego kraju, gdyż była krytykowana zarówno przez demokratów jak i republikanów. Nie było do tej pory w obyczaju, żeby jakikolwiek prezydent USA popierał walczącego o reelekcję prezydenta jakiegokolwiek kraju. Strzelenie sobie foty jest mało poważnym celem podróży za ocean i nie tak robi się politykę zagraniczną.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie