Polityka i społeczeństwo

Prezes PiS przyłapany na gorącym uczynku. Poważnie przestraszył się zeznań Austriaka?

Tego samego dnia, gdy adwokat austriackiego biznesmena mecenas Jacek Dubois pojawił się rano w “Rozmowie Piaseckiego” w TVN24 i pochwalił prokurator prowadzącą sprawę przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu za dociekliwość i chęć szczegółowego zbadania sprawy, w luksusowym dworze Zbigniewa Ziobro przy Alei Róż w Warszawie pojawił się niespodziewanie prezes Prawa i Sprawiedliwości. Musiał zdawać sobie sprawę z faktu, że taka wizyta, w takich okolicznościach i po takich zeznaniach Geralda Birgfellnera zostanie odebrana jako demonstracyjny akt nacisku na prokuraturę, która podlega przecież ministrowi sprawiedliwości. Najwyraźniej jednak zaniepokojony relacją mecenasa Dubois opuścił swoją pieczarę przy Nowogrodzkiej i co gorsza, dał się złapać na tej wizycie mediom, konkretnie dziennikowi “Fakt”, który dziś opisuje tę sprawę. 

Oficjalny powód wizyty Kaczyńskiego u Ziobry jest tak grubymi nićmi szyty, że w zasadzie trudno oczekiwać, że ktokolwiek w niego uwierzy. Jak poinformowała dziennik rzeczniczka PiS Beata Mazurek, rozmowa miała dotyczyć ustaw, które mają być kierowane pod obrady Sejmu z uwagi na różnice zdań pojawiające się w naszym środowisku na ich temat. Rzecznik ministerstwa Jan Kanthak z kolei przekonuje, że rozmowy dotyczyły także ustaleń w sprawie ostatecznego kształtu list wyborczych do Parlamentu Europejskiego.

O tym, że głównym tematem rozmów była kwestia postępowania w sprawie możliwego oszustwa dokonanego przez Jarosława Kaczyńskiego, za które grozi mu nawet do 8 lat więzienia, świadczyć mogą co najmniej dwie kwestie. Po pierwsze, jak pisze na Twitterze Roman Giertych, w siedzibie ministra Ziobry mogły znajdować się zeznania Geralda Birgfellnera, tym bardziej że prokurator prowadząca sprawę odmówiła odpowiedzi na pytanie, czy przekazywała protokoły z przesłuchań do kierownictwa prokuratury. Zdaniem adwokata Austriaka, taka wizyta Kaczyńskiego w Ministerstwie Sprawiedliwości dzień po sensacyjnych zeznaniach to kpina z państwa prawa.

Drugim argumentem, przemawiającym za tym, że przy Alei Róż doszło do ustalania dalszej strategii działania prokuratury w sprawie przeciwko Kaczyńskiemu, jest zachowanie samych śledczych, które wczoraj opisywał mecenas Dubois. Pani prokurator nagle straciła zainteresowanie w dochodzeniu do wszystkich okoliczności sprawy, zaczęła natomiast działać w kierunku dyskredytowania Birgfellnera i sondowania co konkretnie wie i jakie jeszcze asy trzyma w rękawie. Taki kierunek działań śledczych nie był przypadkowy.

Dziś bowiem do Polskiej Agencji Prasowej zgłosił się tajemniczy informator “z kręgów zbliżonych do prokuratury”, który ujawnił treść zeznań austriackiego biznesmena, koncentrując się na kwestii tego, że “nie wie ile nagrał i co”, że nie pamięta okoliczności nagrywania rozmów, nie wie gdzie są oryginały nagrań, ani na jakim urządzeniu rozmowy utrwalał. Jak podkreśla informator PAP, Austriak „pomija istotne fakty, które pozwoliłyby zweryfikować wiarygodność jego zeznań”. Co ciekawe, w depeszy PAP oczywiście nie pojawiają się szczegóły zeznań obciążających Jarosława Kaczyńskiego.

O tym, że ten przeciek z prokuratury nie jest przypadkiem, świadczyć może także poranna wizyta szefa gabinetu politycznego premiera i bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego posła Marka Suskiego, który w w rozmowie z Dorotą Łosiewicz w „Kwadransie politycznym” TVP1 informacje PAP nieco podkolorował, sugerując, że Gerald Birgfellner “w ogóle nie pamięta okoliczności całej sprawy”, więc w zasadzie jest całkowicie niewiarygodny.

Słyszałem że niczego nie pamiętał ten pan [Gerald Birgfellner] podczas zeznań. Nawet nie pamiętał, czy było coś nagrywane, co było nagrywane. To rzeczywiście wstrząsające, taki zanik pamięci, to adwokat tego pana czy tam dwóch adwokatów. Tutaj akurat Roman Giertych, pewnie był wstrząśnięty, bo on pała taką chęcią, nie wiem dlaczego, jakiegoś dokuczenia PiS-owi, prezesowi – mówił w TVP1 Suski, całkowicie wypaczając wczorajsze zeznania, kolportując rządowy przekaz, być może ustalony właśnie w czasie wizyty prezesa PiS u Zbigniewa Ziobry. Ze słów Suskiego wynika także, że zostało zarządzone, że do żadnego przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego, ani zarządu spółki Srebrna nie dojdzie.

Ale z jakiego powodu? Oczywiście można wysnuwać różne twierdzenia. Może przesłuchać jeszcze połowę Polaków. Nie ma żadnych podstaw do przesłuchiwania prezesa czy zarządu Srebrnej. Z tych taśm wynika, że jeżeli były jakieś nadużycia, to próba wyciągnięcia pieniędzy przez tego pana, który dzisiaj zapomniał, o co mu chodziło. No to Giertych może być wstrząśnięty, bo stracił możliwość oskarżania bezpodstawnie różnych ludzi – przekonywał polityk PiS.

Swojego oburzenia nie ukrywają politycy opozycji, którzy od rana komentują sprawę na Twitterze.

Dzieje się zatem to, czego obawiali się wszyscy krytycy – powiązania działania prokuratury z czynnymi politykami. Jest ona instrumentalnie wykorzystywana do walki politycznej, a w razie potrzeby także do ukręcania spraw mogących pogrążyć obóz władzy.

Źródło: Fakt

 

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Media Tygodnia

Ładowanie