Gospodarka

Premier Morawiecki wyliczył, kiedy Polacy będą zarabiać “po europejsku”. Pomylił się o ponad trzy dekady

Fot. Flickr

Gdy w lutym 2016 roku ówczesny superminister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki ogłaszał swój wielki plan odpowiedzialnego rozwoju, przekonywał że wystarczy 14 lat postępowania zgodnie z jego założeniami, a Polacy w końcu zaczną zarabiać “po europejsku”. Jego deklaracja wywołała wiele komentarzy ekspertów i ekonomistów, którzy zgodnie uznali, że takie wyliczenia objęte są bardzo dużym ryzykiem, tym bardziej że minister Morawiecki nie przedstawiał konkretnych wyliczeń ani danych, na których się oparł wygłaszając tak optymistyczne zapowiedzi. Okres 14 lat był tym bardziej zaskakujący, że z dostępnych wówczas obliczeń ekspertów mówiło się bardziej o perspektywie co najmniej dwukrotnie większej.

Wczoraj jednak portal Money.pl opublikował wyniki analizy firmy doradczej Grant Thornton pt. “Salary Catch Up Index”, która buńczuczne zapowiedzi Mateusza Morawieckiego stawia w fatalnym świetle fastasmagorii i pobożnych życzeń. Przy zachowaniu stałości obecnego tempa wzrostu wynagrodzeń we wszystkich badanych krajach, do 2030 roku możemy dogonić nie średnią unijną a znajdujące się w dolnej połowie unijnej stawki Portugalię, Grecję czy Słowenię. Za 20 lat Hiszpanię, za 30 Włochy, a Niemcy za odległe pół wieku. Wszystko przez to, że płace wciąż w Polsce rosną znacznie wolniej, niż choćby wzrasta polska gospodarka. Mimo trzech lat rządów i bardzo dużego zaangażowania państwa w gospodarkę, rządzący nie są w stanie zmienić tej dysproporcji i doprowadzić do szybszego bogacenia się Polaków.

“Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki, jaki miał miejsce w ostatnich dwóch dekadach, nie przekłada się w pełni na wzrost wynagrodzeń tutejszych pracowników. W latach 2000-2017 płace w Polsce rosły rocznie średnio o 0,9% wolniej niż dynamika. Jak wynika z raportu Grant Thornton ‘Salary Catch Up Index. Kiedy zarobki w Polsce dogonią średnią unijną?’, gdyby nie ta dysproporcja (gdyby wynagrodzenia w Polsce rosły w tempie PKB), przeciętny zatrudniony w Polsce pracownik w 2017 roku zarabiałby średnio o 1 834 zł brutto więcej niż zarabia obecnie (średnia pensja wynosiłaby nie 4 517 zł, a 6 351 zł). Zliczając łącznie od 2000 roku wszystkie ‘stracone’ w ten sposób pensje, przeciętny Polak zarobiłby o 190,3 tys. zł więcej” – czytamy w komunikacie.

Jeśli zaś chodzi o unijną średnią wynagrodzeń, raport jest dla premiera Morawieckiego jeszcze bardziej miażdżący, bo wynika z niego, że “po europejsku” zarabiać będziemy za lat 59 i to tylko i wyłącznie przy mało realnym założeniu, że w ciągu tych lat nie dojdzie do kolejnego kryzysu gospodarczego czy dużego spowolnienia, które takie prognozy może rozbić w pył, zwłaszcza w kwestii krajów “na dorobku”, a za taki wciąż należy uznawać Polskę.

Przedstawione w raporcie obliczenia bazują na założeniu, że dynamiki wynagrodzeń w poszczególnych państwach pozostaną na obecnym poziomie. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że prawdopodobieństwo spełnienia się takiego założenia, zwłaszcza w długim okresie czasu, jest niskie. Tym niemniej takie podejście pozwala odpowiedzieć, choćby w przybliżeniu, na pytanie, które nurtuje wszystkich Polaków: kiedy nasze wynagrodzenia osiągną poziom europejski? Z naszych obliczeń wynika, że jest to perspektywa bardzo odległa. Skrócenie tego okresu będzie możliwe wyłącznie w przypadku dynamicznego wzrostu efektywności polskiej gospodarki, a to z kolei wymaga wzrostu innowacyjności polskich firm – tłumaczy Tomasz Wróblewski z Grant Thornton.

Duże znaczenie dla zmiany tempa “doganiania” zarobków europejskich mogłoby mieć położenie znacznie większego nacisku na innowacje polskich firm i nowe technologie, wspierane i promowane przez państwo. Niestety, tutaj też jedyne co państwo może Polakom zaoferować to szumne zapowiedzi. Ogłoszony z wielką pompą pomysł polskiego e-samochodu wciąż pozostaje głównie na papierze. Grunt, że humory dopisują.

Źródło: Money.pl

Fot. Adam Guz / KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Media Tygodnia

Ładowanie