Polityka i społeczeństwo

Prawo i Sprawiedliwość w Unii Europejskiej siedzi w oślej ławce. Do tego prowadzi łamanie prawa

Beata Szydło przepadła we wczorajszym głosowaniu i nie została wybrana na stanowisko przewodniczącej komisji zatrudnienia i spraw socjalnych Parlamentu Europejskiego. Jeżeli przyjmiemy logikę Prawa i Sprawiedliwości, że wynik 27:1 był sukcesem, to 27:21 jest jak strzelenie hattricka w pierwszym kwadransie meczu. Dlatego po przyjeździe byłej premier do Polski na lotnisku nie tylko powinny być kwiaty, ale także orkiestra, chór i tańce ludowe. Takiego sukcesu nie powinno się ukrywać, tylko należy się nim upijać, bo progres w wyniku jest aż nadto widoczny. Tym oto sposobem pozbawiony elementarnej sensowności przekaz po głosowaniu nad Donaldem Tuskiem, stał się w sieci obiektem porównań i kpin ponieważ karma zawsze wraca.

Efektu tego przygniatającego “sukcesu” nie można nawet zrzucić na Platformę Obywatelską. Andrzej Halicki oświadczył, że przedstawiciel PO głosował za kandydaturą Beaty Szydło i jest “zasmucony” tym, że świeżo upieczona europarlamentarzysta nie dostąpiła zaszczytu przewodniczenia komisji“Jeżeli pani Beata Szydło czyni dumę z tego, że chowa flagę europejską, to trudno się dziwić, że nawet w gronie osób, które powinny jej sprzyjać, nie budzi to akceptacji” – podkreślał Halicki w rozmowie z dziennikarzami.

To nie koniec wrażeń jakie wczoraj towarzyszyły Zjednoczonej Prawicy. Ursula von der Leyen, która została okrzyknięta wielkim sukcesem Mateusza Morawieckiego, powiedziała, że jest za stworzeniem mechanizmu pomagającego utrzymać praworządność w Unii Europejskiej. Na spotkaniu z Zielonymi miała potwierdzić, że chce, by Frans Timmermans nadal zajmował się sprawami praworządności w Komisji Europejskiej. Będzie także jej pierwszym zastępcą. Pod wieczór gruchnęła informacja, że ambasadorowie państw unijnych zdecydowali o temacie najbliższego posiedzenia Rady ds. Ogólnych. 18 lipca odbędzie się rozmowa o stanie praworządności w Polsce w ramach artykułu 7. Oczywiście wszystko jest odwetem oraz spiskiem, a Beata Mazurek stwierdziła nawet, że przeciwko Szydło głosowali europosłowie, którzy nazywali polskich patriotów faszystami.

Głowa pęka od tego dobrobytu i triumfu. Von der Layen miała być kandydaturą koncyliacyjną, a opowiadaniom o tym, jak to świetnie się z nią współpracowało na szczeblu ministrów, nie było końca. Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla Polsat News dawał nawet do zrozumienia, że szefowa niemieckiego resortu obrony żałuje swoich słów o wspieraniu zdrowego demokratycznego oporu młodzieży w Polsce. Prawicowi publicyści, którzy za tę wypowiedź odsądzali ją od czci i wiary, zgodnie zawyrokowali, że Ursula von der Leyen jest idealną kandydatką na szefową Komisji Europejskiej. Paranoicznym zachwytom nie było końca, a takie szczegóły jak poparcie przez nią małżeństw LGBT czy wizja Europy federacyjnej skrzętnie pomijano.

Dwa lata temu Beata Szydło grzmiała w TVP “Unia Europejska ma wielką wartość, ale od pewnego czasu widzimy, że utknęła na mieliźnie i zamiast iść do przodu, rozwijać się, rozmienia się na drobne – ciężko i ospale reaguje na realne zagrożenia i problemy”. To tylko jeden z wielu przykładów krytyki Wspólnoty płynącej z ust byłej premier. Jeżeli Unia ma duży dystans do osób regularnie ją krytykujących i uważa je za zagrożenie, to zareagowała błyskawicznie i odsunęła Szydło na boczny tor. W praktyce nazywa się to kordonem sanitarnym. Było jakieś takie dziwne przekonanie w Zjednoczonej Prawicy, że dobry wynik wyborczy w Polsce plus funkcja jaką Szydło piastowała, otworzy jej wszystkie drzwi i jak primabalerina tanecznym krokiem wkroczy i zrobi porządek. Te urojenia miały wczoraj czołowe zderzenie z rzeczywistością i do wymiany nie jest tylko zderzak, ale cała karoseria łącznie z podwoziem.

Nie da się już zakamuflować tego, że Prawo i Sprawiedliwość w Unii Europejskiej siedzi w oślej ławce, nie ma żadnego znaczenia i jest politycznie wyautowane. Jeżeli ktoś myślał, że w Brukseli zapomniano choćby o torpedowaniu Donalda Tuska czy o masie antyunijnych wypowiedzi, to srogo się zawiódł. Ten cały spektakl, jaki odbywał się w Polsce, może i działał na rynku wewnętrznym, ale rachunek za to trzeba zapłacić tysiąc kilometrów od Warszawy i właśnie przyszedł kelner z uśmiechem na ustach.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie