Gospodarka

Potężny cios w jeden z fundamentów wzrostu gospodarczego. NBP przez przypadek przyznało, że idzie kryzys?

Potężny cios w jeden z fundamentów wzrostu gospodarczego. NBP w kontrze do narracji władzy
Fot. P. Tracz / KPRM

Statystyki gospodarcze stały się w ostatnich latach jednym z głównych pól bitew politycznej wojny informacyjnej. Podawanie wyrwanych z kontekstu liczb, przypisywanie sobie efektów decyzji sprzed lat, czy powoływanie się na niemiarodajne czy wątpliwe dane stało się codziennością. Oficjalnie w przekazie rządu wszystko w Polsce jest “naj”, od wzrostu gospodarczego po poziom inwestycji. Niestety świat nie jest taki sielankowy jak próbuje się nam przekazać, a sprawny analityk mając do dyspozycji pełen arsenał wskaźników gospodarczych będzie w stanie wyselekcjonować dowody zarówno na tezę o gospodarczym boomie jak i rozpoczynającej się katastrofie. Brak spojrzenia całościowego i  rozumienia przez społeczeństwo metod uzyskiwania danych gospodarczych sprawia, że łatwo ulec podawanym nam na tacy złudzeniom. Tak stało się parę dni temu na przykładzie danych o zagranicznych inwestycjach bezpośrednich w Polsce, jednym z fundamentów wzrostu gospodarczego.

1 maja Rzeczpospolita opublikowała dane z raportu ośrodka analitycznego fDi Markets, który wskazywał, że w 2017 roku w Polsce doszło do niebywałego boomu inwestycyjnego, kiedy rok do roku wartość inwestycji wzrosła o aż 49% osiągając wartość 14,8 mld dolarów. Olbrzymi sukces w świetle europejskiego wzrostu o 14% i światowego spadku o 15%. Szybko jednak okazało się, że rzeczywistość nie jest tak oczywista. Szpilę gospodarczemu optymizmowi wbił bowiem Narodowy Bank Polski. NBP ujawnił dane, które wskazuje nie tylko na brak wzrostu inwestycji, co wręcz ich zapaść. Napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich w 2017 roku spadł bowiem o aż 55% do poziomu 24,3 mld zł. Okazuje się to być ze strony instytucji bardziej optymistyczne niż do niedawna spojrzenie, ponieważ pierwotnie mówiono o zaledwie 18,4 mld zł inwestycji, czyli spadku o aż dwie trzecie. Dane NBP podważają tym samym kondycję inwestycji jako jednego z motorów wzrostu gospodarczego w Polsce i wskazują na jego zbyt silną zależność od konsumpcji, która jest efektem dobrej koniunktury na świecie.

Można się zastanawiać co się właściwe stało, skąd taka rozbieżność? Odpowiedź na to pytanie leży w sposobie zbierania danych i tym, co jest w nich uwzględniane w różnych metodach.

NBP zaprezentowało bowiem wyniki szacunkowe, które wciąż mogą ulec stanowczej korekcie, tak jak już w tym roku instytucja się raz zdecydowała. Kluczowe jest natomiast to, że raport mówiący o 49% wzroście inwestycji, brał pod uwagę inwestycje typu greenfield, czyli takie, które zakładają tworzenie infrastruktury w zasadzie od zera. Co więcej uwzględniał on zadeklarowane projekty, a nie tylko te, które są rzeczywiście realizowane.  Tymczasem NBP wskazuje, że Polska otrzymała potężny cios gdzie indziej, czyli w sektorze inwestycji kapitałowych. Innymi słowy inwestorzy zaczęli sprzedawać akcje firm, które posiadali nad Wisłą. Co ciekawe ucieczka kapitału zagranicznego nie szokuje, jeśli spojrzymy na bliskie nam Węgry, w których wg. OECD w latach 2015-16 inwestycje bezpośrednie miały wartość nawet ujemną.

Jest to sytuacja dla gospodarki takiej jak nasza niebezpieczna. Polska cierpi bowiem na ubóstwo oszczędności, których stopę mamy poza Bułgarią najniższą w Unii Europejskiej. Połączenie tego z jednym z najniższych wskaźników zgromadzonego majątku na mieszkańca tworzy obraz gospodarki, która do rozwoju potrzebuje dopływu kapitału z zewnątrz. Potwierdzenie i utrzymanie się trendu ucieczki inwestorów może mieć zatem jeszcze poważne dla gospodarki konsekwencje. Sytuacja tak rozbieżnych informacji o poziomie inwestycji jest jednak dobrą lekcją, że w interpretacji danych gospodarczych trzeba zachować zdrowy rozsadek, ponieważ gospodarki nie da się opisać za pomocą jednej liczy. Każdy wskaźnik należy rozważać w odniesieniu do zastosowanej metody pomiaru i innych powiązanych danych. Jest to konieczne, aby nie wpaść łatwo w pułapkę oderwanych od faktów medialnych i politycznych narracji.

Źródło: rp.pl.; bankier.pl

Fot. P. Tracz / KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie