Polityka i Społeczeństwo

Posłanka PiS ostro zaatakowała ministra. Niefortunna wpadka przedstawicielki władzy

Taką ocenę Polacy wystawili Kaczyńskiemu za cztery lata rządów. Tygodniowy przegląd sondaży
Flickr.com

W czerwcu wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego nałożył na Kancelarię Sejmu obowiązek upublicznienia listy podpisów poparcia pod kandydaturami sędziów startujących do nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Domagała się tego opozycja, chcąc jawności i pokazania na piśmie nie tylko ilości, ale przede wszystkim “jakości” poparcia. Czym innym jest bowiem poparcie autorytetów prawa, profesorów i innych osób z dorobkiem, a czym innym na szybko skompilowana lista podpisów podwładnych ministra sprawiedliwości. Pojawiły się głosy, że “To będą listy wstydu wymiaru sprawiedliwości”. Odwoływano się do poczucia wstydu i utraty zawodowego autorytetu, który będzie znaczył resztę kariery osób, które przyłożyły rękę do rozmontowywania wymiaru sprawiedliwości.

Potrzeby odwagi cywilnej i odpowiedzialności za swoje czyny nie widzi jednak wielu polityków PiS. W takim właśnie nurcie opozycję postanowiła zaatakować posłanka PiS Joanna Lichocka. Polityk oceniła, że jawność jest postulatem “czerni postkomuny”, która chce szczuć na ludzi, a cały wpis zakończyła hasztagami #barbaria, #przemoc i #faszyzm.

Szybko jednak okazało się, że próba oskarżenia opozycji o autorytarne zapędy zakończyła się niefortunną wpadką. Posłanka nie miała bowiem świadomości, że swoimi słowami zaatakowała wprost Zbigniewa Ziobrę. Minister Sprawiedliwości przypomniano, że sam jeszcze w kwietniu mówił:

“Jestem za jawnością nazwisk osób, które podpisały się pod kandydaturami do KRS”
“Z całą pewnością, jeśli wyjdzie z Ministerstwa Sprawiedliwości ustawa dotycząca tej materii, czyli KRSu to zapewniam pana i państwa, że będzie punkt przewidujący jawność i wtedy rozumiem, będzie można ujawnić wszystkie nazwiska sędziów, którzy podpisali się pod tym”.

W odniesieniu do powyższego to, że dopiero wyrok sądu zmusza obóz władzy do dotrzymania obietnicy jest tutaj osobną kwestią. Faktem jest natomiast to, że Prawo i Sprawiedliwość w czasach bycia w opozycji z lubością zarzucało koalicji PO-PSL bezprawne blokowanie dostępu do informacji publicznej. Tymczasem to dziś w sposób bezprecedensowy instytucje publiczne ignorują swoje obowiązki informacyjne, a przejrzystość zarządzania państwem została cofnięta o wiele lat wstecz.

Jednak w propagandzie najwyraźniej to nie przeszkadza. Problem jednak w tym, że ta nieuchronnie będzie wewnętrznie sprzeczna. Kłamca w pewnym momencie przestaje bowiem pamiętać, za czym zdążył już się opowiedzieć. Tak stało się w tym przypadku, kiedy posłanka bardziej niż w opozycję uderzyła w kolegę z rządowej ławy. Takie sytuacje będą uchodziły jednak władzy bezkarnie, tak długo jak obywatele nie będą uważnie patrzeć jej na ręce.

Fot. Flickr/KPRM

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie