Polityka i społeczeństwo

Poseł zapytał, jak udało się aktywistom sforsować zabezpieczenia polskiej elektrowni. Odpowiedź resortu wprawia w osłupienie

Fot. Flickr

Gdy cztery lata temu nad francuskimi elektrowniami atomowymi zauważono niezidentyfikowane drony, wywołało to falę obaw czy elektrownie są wystarczająco zabezpieczone. Wszczęto śledztwo, a w sprawę zaangażowało się ministerstwo spraw wewnętrznych. Dla wszystkich stało się jasne, że w dobie zagrożenia terrorystycznego jest to niewątpliwie luka w systemie zabezpieczeń infrastruktury krytycznej. Nie wiadomo jakie po głośnym incydencie powzięto środki zabezpieczające, bo takie sprawy są z zasady utajniane. Podobne przypadki miały także miejsce w Belgii.

Dzisiejsza “Rzeczpospolita” opisuje odpowiedź na interpelację posła Tomasza Rzymkowskiego z Kukiz’15, który zapytał jak to jest możliwe, że w listopadzie 2018 roku na teren Elektrowni Bełchatów weszli aktywiści z Greenpeace i wspięli się na liczący 180 metrów komin. Odpowiedź z Ministerstwa Energii wprawia w osłupienie – “W dniu (…) na teren Elektrowni Bełchatów za uprawnionym samochodem ciężarowym wjechał nieuprawniony samochód typu BUS, podszywający się pod samochód służbowy spółki należącej do Grupy Kapitałowej PGE, świadczącej usługi na terenie Elektrowni Bełchatów” – odpisał wiceminister. Trwa także audyt oraz podjęto już kilka działań w celu zwiększenia zabezpieczeń.

Krzysztof Liedel z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas jest zaniepokojony łatwością z jaką przeprowadzono akcję – “(…) Jakiś czas temu mogliśmy to traktować w kategorii ciekawych happeningów, jednak takie zdarzenia mają inną wagę, odkąd pojawił się problem z zagrożeniami terrorystycznymi” – mówi. Nadmienia także, że aktywiści podobne “rajdy” w Polsce już urządzali m.in w Turowie, w Kopalni Węgla Brunatnego Konin czy w 2007 roku również na terenie Elektrowni Bełchatów.

​Służby specjalne oraz specjaliści od terroryzmu na całym świecie już od dłuższego czasu zwracają uwagę na zagrożenia, jakie mogą się wiązać z zabezpieczeniem infrastruktury krytycznej. Kiedyś z akcji Greepeace można było się pośmiać w kategoriach utarcia nosa władzy i systemom zabezpieczeń – tak jak mówi Krzysztof Liedel. Gdy jednak czyta się o werbowaniu przez terrorystów zamachowców czy infiltrowaniu różnych środowisk, takie akcje powinny budzić najwyższe zaniepokojenie. Nikt nie mówi, że Greepeace to jakieś zło wcielone, ale w każdym stadzie może się znaleźć czarna owca. Jeżeli na teren elektrowni, która zapewnia 20 proc. polskiej energii, wjeżdża sobie BUS na lewych papierach to znaczy, że coś jest bardzo nie tak w zabezpieczeniach.

Źródło: Rzeczpospolita

Fot. Flickr/Ministerstwo Energii

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie