Sport

Polskie bogactwo w bluzie z numerem “1”. Bramkarzy mamy na kolejną dekadę

Wojciech Szczęsny czy Łukasz Fabiański? Łukasz Fabiański czy Wojciech Szczęsny? To jedno z najczęściej zadawanych pytań w kontekście polskiej reprezentacji. Pojedynek tej dwójki nieco przyćmił sukcesy i pozycję innych polskich golkiperów w solidnych, zachodnich klubach. Niesłusznie, bo nasz futbol nie ma drugiej, tak mocno obsadzonej pozycji, jak bramka.

Skąd w polskich chłopcach, którzy zaczynają się bawić piłką mając kilka lat chęć bronienia?

Przecież każdy początkujący piłkarz teoretycznie powinien marzyć o strzelaniu goli. Dziś – by być jak swój idol Lewandowski, kiedyś – jak Lato, Lubański (No, a teraz jak Lubański! – pada nawet takie zdanie w kultowym “Brunecie wieczorową porą”, gdy ojciec gra w piłkę z kilkuletnim synem), później Dziekanowski, Frankowski, Olisadebe czy Smolarek.

Tańczyć jak Dudek

Historia polskiej bramki jest bogata i okazała. I chyba tu trzeba upatrywać dzisiejszych owoców tych tradycji. Józef Młynarczyk i Jan Tomaszewski to dwa nazwiska, które znać powinien każdy piłkarski kibic w kraju. Choć i z tym różnie może być, jeśli zapytamy młodsze pokolenie fanów. No, ale Jerzy Dudek? Jego zna już każdy. Kto nie wyszedł na szkolne boisko po pamiętnym finale Liverpool-Milan w Stambule i choć raz nie bronił karnego robiąc “Dudek dance” niech podniesie rękę. Dziękuję, nikt się nie zgłosił.

Po erze Dudka nastała era “pajacyków” Artura Boruca. Charyzmatyczny wychowanek Pogoni Siedlce najpierw zdobył serca kibiców Legii Warszawa, później Celtiku Glasgow, by w pamięci wszystkich kibiców w Polsce zapisać się jako bramkarski heros, który ratował honor polskiej reprezentacji na Mundialu 2006 w Niemczech i Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. Oczywiście bez powodzenia, ale łzy kibiców po nieudanych turniejach, były też łzami Boruca. Był najbardziej nasz, bo grał z takim poświęceniem, jakiego wymagaliśmy od całej reszty graczy tamtych reprezentacji.

Narty, wąsy i rękawice

Dziś ten miks interwencji Dudka i Boruca w połączeniu z polską szkołą bramkarzy, którą swoim nazwiskiem może firmować trener Krzysztof Dowhań, pozwala zbierać obfite plony. Analogiczną sytuację widzieliśmy przecież w skokach narciarskich, gdy na wzór Adama Małysza kilkuletni chłopcy skakali z przyklejonymi wąsami na prowizorycznych “skoczniach” zbudowanych po szkole. I tak też było z bramkarzami, którzy bronią dziś z powodzeniem w poważnych ligach. Byli idole, więc są ich następcy.

Dziś do bramki polskiej reprezentacji ustawia się dosłownie kolejka chętnych. Zmartwienie to żadne, tym bardziej, że na horyzoncie Euro 2020. Tu faworytów do wyjazdu wskazać łatwo, ale gdyby pojawił się jakiś – odpukać – problem zdrowotny, nikt nie wpadnie w panikę, jak miało to miejsce w przypadku kontuzji Kamila Glika przed Mistrzostwami Świata w Rosji.

Niekończąca się opowieść – Fabiański i Szczęsny

Mamy Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego. Jak podają włoskie media, na Szczęsnego już czeka nowa umowa, dzięki której będzie jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy włoskiej Serie A. Nic dziwnego, mówimy przecież o jednym z najlepszych golkiperów świata, następcy Gianluigiego Buffona. Można odnieść wrażenie, że Szczęsny jest nawet bardziej doceniany w Juventusie niż w Polsce. Albo inaczej – w Polsce jest doceniany niewystarczająco, jak na swoją klasę i pozycję w Starej Damie. To, że Szczęsny gra regularnie w tak wielkim klubie trochę nam spowszedniało. A może to mylne wrażenie?

Fabiański to spokój, pewność i solidność. Najlepszy zawodnik ubiegłego sezonu grającego angielskiej Premier League, West Ham United. 34-latek od lat utrzymuje wysoki poziom, zarówno w klubach, jak i reprezentacji. West Ham to nie Juventus, jednak były bramkarz Arsenalu nigdy w kadrze nie zawiódł. Po prostu. Czy to eliminacje do wielkiej imprezy, czy sam turniej – Fabiański obroni, co ma obronić i potrafi dać drużynie coś ekstra. Pamiętamy mecz ze Szwajcarią na Euro 2016? Niestety były gracz Arsenalu i Swansea ma problemy zdrowotne. W spotkaniu z Sheffield United Polakowi odnowiła się kontuzja operowanego w październiku biodra. Oby ten uraz nie przeszkodził mu w wyjeździe na mistrzostwa.

Każdy chce być trzeci

I nie jest tak, że jest tylko Szczęsny, Fabiański, a potem długo nic. W bramce mamy solidne i utalentowane zaplecze, które daje ogromne poczucie komfortu. Teraz i w kolejnych latach. Jeśli Adaś Miałczyński w “Nic Śmiesznego” Marka Koterskiego żalił się, że “całe życie jest drugi”, to gdyby był polskim bramkarzem – cieszyłby się nawet, gdyby był trzeci.

Być może 32 lata na karku nie pozwolą Rafałowi Gikiewiczowi odegrać większej roli w reprezentacji, ale jeśli pojechałby na Euro, nie byłoby to szeroko komentowaną niespodzianką. Gikiewicz odchodził z polskiej Ekstraklasy w 2016 roku jako solidny bramarz – jak na polską Ekstraklasę, w dodatku nie miał najlepszej opinii po kilku okołosportowcyh aferkach. Dziś jest jednym z najlepszych bramkarzy Bundesligi, idolem kibiców Unionu Berlin, tytanem pracy i wzorem profesjonalizmu. Przed nim jeszcze kilka lat gry na wysokim poziomie, więc i kolejne powołania do kadry (raz zastąpił kontuzjowanego Szczęsnego) nie są wykluczone.

Z kolei w Serie A nie błyszczy tylko Szczęsny. Mamy tam przecież Łukasza Skorupskiego w Bolonii i Bartłomieja Drągowskiego we Fiorentinie. 28-letni Skorupski jest na dziś najbliżej wyjazdu na Euro 2020 jako trzeci bramkarz. Były gracz Romy (w której przegrywał rywalizację z najlepszym dziś bramkarzem świata – Alissonem) w tym sezonie zagrał we wszystkich meczach sezonu i nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się zmienić, bo to dzięki dobrej grze Polaka, jego zespół spokojnie utrzymuje się w środku tabeli. Drągowski? Wydaje się, że jego nieobecność w kadrze wyniki tylko z faktu, że 22-latek odmówił w maju wyjazdu na młodzieżowe Euro, gdzie miał być drugim bramkarzem. Ma to być rodzajem kary dla młodego bramkarza, ale…nie on pierwszy i nie ostatni. Drągowski to przyszłość kadry, a jego rozwój na włoskich boiskach robi ogromne wrażenie.

Dwudziestolatki – rywalizacja na lata?

Szczęsny, Fabiański, Gikiewicz, Skorupski, Drągowski…mało? Są przecież Radosław Majecki i Kamil Grabara. Ten drugi co prawda dobre występy na murawie przeplatał z nieudanymi zagraniami na boisku (ostatnio) i w mediach społecznościowych (kilka miesięcy wcześniej, kiedy lepiej “szło” na boisku). 20-letni Grabara – nawet jeśli obecnie wypożyczony do Huddersfield – to piłkarz Liverpoolu, a tam nie trafiają piłkarze wynajdowani w Football Menegerze.

Być może już za kilka lat będziemy zastanawiać się: Kamil Grabara czy Radosław Majecki ma bronić polskiej bramki? Bo to właśnie w młodym zawodniku Legii dostrzega się talent na miarę Boruca czy Fabiańskiego. Już teraz Majecki jest podstawowym bramkarzem Legii, gdzie codziennie spotyka się presją wyniku, ale też z Krzysztofem Dowhaniem, co jest najlepszym prognostykiem dla rozwoju golkipera. Jeśli 20-latek ma iść śladami Boruca, Fabiańskiego lub Szczęsnego może warto pomyśleć o nim w kontekście Euro? Może być i tak. Wybór bramkarzy na Euro 2020 to komfort selekcjonera. Tu każda decyzja będzie dobra.

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie