Polityka i społeczeństwo

PiS wyreżyserował jedną z najgłośniejszych afer III RP? Sensacyjne doniesienia pokazują prawdziwy cel rządu

PiS ustawił jedną z najgłośniejszych afer III RP? Sensacyjne doniesienia pokazują prawdziwy cel rządu
fot. Shutterstock/Fotokon

Kiedy wybuchła afera podsłuchowa, cały kraj żył nagraniami, a na partię rządzącą spadła fala krytyki, że zamiast tłumaczyć się z treści taśm, ta starała się ustalić sprawców podsłuchów, które ośmieszyły nieporadność aparatu państwa wobec nawet najbardziej prymitywnej akcji wywiadowczej. Okazuje się jednak, że histeria przeciwko rządowemu śledztwu miała swoje drugie dno, ponieważ gdyby Platforma doprowadziła sprawę do końca, to ujrzelibyśmy, że za aferą podsłuchową stało Prawo i Sprawiedliwość oraz CBA. Sensacyjne doniesienia “Gazety Wyborczej” w tej sprawie potwierdziły krążące od dawna teorie w tym obszarze i rzucają nowe światło na mechanizmy działania partii, która uznała, że prawo jej nie obowiązuje na długo zanim przejęła władzę w Polsce w 2015 roku.

Informatorzy “Gazety Wyborczej” opisali iście mafijny proces polityczny, który zaowocował powstaniem afery. Wszystko zaczęło się jesienią 2013 r. podczas jednego z przyjęć opłatkowych, kiedy stojący za organizacją podsłuchów biznesmen Marek Falenta spotkał się ze Stanisławem Kostrzewskim, ówczesny skarbnikiem PiS i bliskim współpracownikiem prezesa Kaczyńskiego. Spotkanie miało wysłać sygnał do kierownictwa PiS, że biznesmen ma do zaoferowania nagrania, które skompromitują najważniejszych polityków rządu Donalda Tuska tuż przed wyborami.

Wiadomość przekazano, a w kierownictwie PiS postanowiono, że Falentę trzeba sprawdzić. Zadanie to powierzono ludziom Mariusza Kamińskiego, wtedy byłego szefa CBA, dzisiaj koordynatora ds. służb specjalnych. Ten misję powierzył zaś swoim zaufanym z czasów kierowania CBA współpracownikom: Ernestowi Bejdzie i Martinowi Bożkowi. Obaj nie pracowali już w biurze, z którego odeszli z ministrem, jednak posiadali oni doskonałe kontakty z siatką agentów w czynnej służbie, którzy jednak pozostawali wierni Kamińskiemu. Wykorzystując infiltrację aparatu państwa, w szczególności wrocławskiej delegatury CBA, udało się sprawdzić Falentę, który okazał się współpracownikiem służb.

Następnie ludzie Kamińskiego z Falentą i wrocławską delegaturą CBA opracowali plan, by pierwsze podsłuchy opublikować na łamach tygodnika „Wprost”, ponieważ ten nie był kojarzony bezpośrednio z PiS, stąd siła powstałej afery byłaby znacznie większa. Redakcja nie była świadoma źródła nagrań ani ich mocodawców. Materiały zaniósł ostatecznie Piotr Nisztor, dziennikarz znający Falentę od wielu lat. Kiedy “Wprost” wykonuje swoje “zadanie”, to kolejne taśmy są wysyłane już do bliższego PiS “Do Rzeczy”.

Warto zaznaczyć, że w aferze podsłuchowej nie upubliczniono niczego, co świadczyłoby o przestępczej działalności biznesmenów, ministrów i urzędników rządu Donalda Tuska, co dobitnie pokazuje jak daleko od prawdy pada cała propaganda PiS. Nagrania pokazały tylko arogancki stosunek polityków do wyborców, rozrzutność oraz pewność siebie, co nie przynosi poklasku i jak najbardziej może budzić oburzenie, ale nie jest karalne i występuje obficie po obu stronach politycznego sporu kiedy nie patrzą kamery.

Afera podsłuchowa była zatem najbliższą próbą wcielenia w życie pojęć “puczu” czy “wojny hybrydowej” w ostatnich latach w Polsce. Zgodnie z opisanymi doniesieniami PiS użył bowiem państwowej służby w celu destabilizacji polskiego rządu. Były to metody jakich nie powstydziłaby się rosyjska agentura na świecie. PiS tak dużo mówi o puczu i majdanie docierając do paranoicznej strony części swojej elektoratu, pomimo że to właśnie ta partia byłaby do tego typu zagrań jako jedyna w kraju zdolna.

Kiedy odrzemy aferę podsłuchową z emocji, to okaże się, że prawdziwa wina leży po stronie PiS. Arogancja nie jest naruszeniem porządku ustrojowego, działanie w poczuciu bycia poza prawem już tak.
Widzimy zatem jak na dłoni, że obecny skok na sądy nie jest przypadkowy. PiS ma bowiem na sumieniu rzeczy, za które niezależne sądownictwo mogłoby pociągnąć go do odpowiedzialności. Jeśli rządzący już zostali złapani na działalności niemal wywrotowej, to otwarte jest pytanie, co jeszcze mają do ukrycia?

Źródło: wyborcza.pl

 fot. Shutterstock/Fotokon

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie