Kultura

Oni nie dostaną Oscara. Kogo niespodziewanie pominięto w nominacjach?

92. rozdanie nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, czyli po prostu Oscarów, zbliża się wielkimi krokami. Można mówić, że nagrody te nie są już wyznacznikiem prawdziwej sztuki, ale ten złoty rycerz to wciąż najbardziej pożądane trofeum w filmowym świecie.

Dlatego każdy twórca marzy, by znaleźć się choćby na liście nominowanych i mieć choćby cień szansy na to, by słynna formułka „And the Oscar goes to…” zakończyła się wyczytaniem  jego właśnie nazwiska. Liczba miejsc na liście nominowanych nie jest jednak nieograniczona, dlatego wybory Akademii zawsze wywołują dyskusje o tym kto został pominięty i dlaczego to fatalna decyzja.

Zazwyczaj najwięcej kontrowersji wywołują nominacje aktorskie. W tym roku też doszło do kilku niespodzianek. Już abstrahując od sloganu „Oscars so white”, pojawiającego się zawsze, gdy w najważniejszych kategoriach docenia się w większości białych artystów, wielu krytyków stawiało na nominacje dla Eddiego Murphy’ego („Nazywam się Dolomite”) i Lupity Nyong’o („To my”).

Wśród pań największym jednak zaskoczeniem jest pominięcie Awkwafiny. Rola w „Kłamstewku” przyniosła jej Złotego Globa, wydawało się, że ma niezagrożone miejsce na liście pięciu uhonorowanych aktorek. A jednak – Akademia pominęła nie tylko ją, lecz także zbierający dobre recenzje film.

Spekulowano też, że swoją szansę na Oscara otrzymają Jennifer Lopez i Adam Sandler. To dobra hollywoodzka historia – aktorzy kojarzeni raczej z mniej ambitnym kinem rozrywkowym zagrali bardzo dobre role w poważniejszych filmach (odpowiednio: “Ślicznotki” i “Nieoszlifowane diamenty”), zasługują więc na docenienie. Nie tym razem.

Wśród aktorów w tym roku panuje ogromna konkurencja, a lista nazwisk, szczególnie na drugim planie, to prawdziwy dream team. Nie znaleźli się jednak na niej ani wspomniany Murphy, ani Taron Egerton, laureat Złotego Globa za rolę w „Rocektmenie”. To ciekawy przypadek – rok temu jednym ze zwycięzców oscarowej gali był „Bohemian Rhapsody” (4 statuetki), a najlepszym aktorem – wcielający się we Freddiego Mercury’ego Rami Malek. I tak jak Akademia nadmiernie doceniła niezbyt udany film o Queens, tak teraz zignorowała produkcję o Eltonie Johnie (zaledwie jedna nominacja za piosenkę).

W kontekście aktorskich nominacji mówiono też – choć chyba bardziej życzeniowo – o filmie „Lighthouse”. Czarno-biały horror Roberta Eggersa zyskał spore grono zwolenników, zachwyconych klimatem i kreacjami Willema Dafoe i Roberta Pattinsona. Obraz musi zadowolić się nominacją za zdjęcia.

Dyskusje wywołały też wybory Akademii w kategorii reżyserskiej. Zauważa się brak kobiet, głównie Grety Gerwig, której „Małe kobietki” znalazły się w gronie najlepszych tegorocznych filmów. Z jednej strony zarzuca się Oscarom, że są „zbyt białe” (tylko jedna czarnoskóra osoba – Cynthia Erico – wśród 20 nominowanych aktorów) i męskie (sami panowie reżyserzy), z drugiej – czy w nagrodach powinno stosować się parytety? Czy nominowanie kogoś, bo tak trzeba, jest satysfakcjonujące? To już temat na osobne rozważania. 

Teraz, na niewiele ponad tydzień do rozdania Oscarów, rozmawia się o niedocenionych przez Akademię aktorach. Ale już po 9. lutego przyjdzie czas na kolejne dyskusje. Tym razem będzie jeszcze goręcej – analizowane będą wyniki samej gali.

Zdjęcie: Featuraflash Photo Agency / Shutterstock.com

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie