Polityka i społeczeństwo

Olbrzymia kasa na nagrody w ministerstwach. Kolejne protesty to kwestia czasu?

Wyciekło pismo z KPRM i się zaczęło. Rząd tworzy "czarną listę" polskich mediów?
Fot. Flickr

Nic bardziej nie irytuje pracowników sfery publicznej, często zarabiających grubo poniżej średniej krajowej, jak tłumaczenia rządzących, że choć postulaty podwyżek dla urzędników są słuszne, to nie ma na nie pieniędzy. Słyszeli to młodzi lekarze rezydenci (finalnie oszukani mimo podpisanego z rządem porozumienia), słyszą teraz nauczyciele (którzy na podobne porozumienie zgodzić się nie chcą), a już lada moment usłyszą też pracownicy urzędów wojewódzkich, skarbowych, celnicy itd. Tym bardziej, gdy co roku w okresie raportowania poszczególnych ministerstw o wysokości przyznawanych nagród dla pracowników ministerstw, przeczytają takie informacje jak ta, którą podaje dzisiaj dziennik “Fakt”.

Otóż jak się okazuje, na tych urzędników, którzy zwykle nie zajmują się wykonywaniem najcięższych zadań związanych z bezpośrednią obsługą petentów na najniższym poziomie struktury administracji tylko wymyślaniem kolejnych zarządzeń wewnętrznych, mierników efektywności pracy czy regulaminów kontroli zarządczej własnie znów wydano olbrzymią kasę. I choć nagrody powinny być związane z efektami pracy, to od wielu już lat traktowane są jako ukryta forma zwiększania i tak wysokich wynagrodzeń. 

Rekordzistą w kwestii wydatków na nagrody dla urzędników jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które w 2018 roku wydało na ten cel bagatela 23 mln złotych. Nagrody w MSZ dostało 3142 urzędników, czyli 85 proc. wszystkich zatrudnionych. Średnia nagroda wynosiła 7,3 tys. złotych. Jak wylicza Fakt to więcej, niż wynosi roczne świadczenie 500 plus.

– Nagrody przyznawane były za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej, w szczególności za wybitne rezultaty w wykonywaniu powierzonych zadań, ukończenie trudnych projektów, rzetelne i terminowe wykonywanie zadań w trudnych warunkach lub pod presją czasu, zaangażowanie i kreatywną postawę zawodową – wyjaśnił dziennikowi wiceminister Piotr Wawrzyk. Czyżbyśmy stali się potęgą w dyplomacji, że aż 85% urzędników resortu trzeba było wyróżnić dodatkową gratyfikacją finansową?

Drugim pod względem hojności okazał się resort rolnictwa, gdzie na nagrody wydano 6,27 mln złotych. Minister Ardanowski nie ma sobie nic do zarzucenia w tej kwestii, przekonując w rozmowie z “Super Expressem”, że to wina poprzedników, którzy przez wiele lat mrozili wynagrodzenia i w ogóle to nagrody i “trzynastki” są obligatoryjne, więc nie mógłby ich nie przyznać. Pozostaje jednak pytanie, czy tych pieniędzy trzeba było rozdysponować tak dużo, gdy tyle grup zawodowych szykuje się do kolejnych strajków w kwestii swoich wynagrodzeń.

O tym, że na nagrody wydawać można znacznie mniej pokazują chociażby resorty edukacji czy infrastruktury. Tam też wielkich osiągnięć ze świecą szukać, więc i dodatki do wynagrodzeń były znacznie niższe. Łącznie na ten cel Anna Zalewska wydała 1,5 mln złotych a minister Adamczyk 1,31 mln.

Źródło: Fakt

Fot. Adam Guz / KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie