Polityka i Społeczeństwo

Obalamy PiSowski mit niemieckiego dyktatu w Europie

PiSowski mit niemieckiego dyktatu w Europie

Od czasu wyboru Donalda Tuska na Przewodniczącego Rady Europejskiej nasiliła się rządowa nagonka na Unię Europejską. Najpoważniejszym narzędziem w propagandowym przekazie rządzących stało się podważanie suwerenności państw członkowskich i kolegialności podejmowania decyzji, które zdaniem prawicy są od początku do końca planowane w Berlinie.

To od lat obecne w narracji PiS przeświadczenie o absolutystycznym prymacie Niemiec nie ma dużo wspólnego z rzeczywistością, ale jest niestety wyrazem pewnego narodowego kompleksu niższości, tak bardzo obecnego zarówno w części polskiego społeczeństwa jak i elit politycznych. Gdyby była to tylko populistyczna gra na potrzeby sondażowych notowań, można by było to jeszcze zrozumieć, ale wiele wskazuje, że czołowi liderzy polskiego rządu także w to wierzą. Cała polityka zagraniczna obecnej władzy sprowadza się bowiem do przeświadczenia, że nasi europejscy partnerzy nas nie szanują i zamiast gotowości do dialogu tylko nas zawodzą obietnicami. Nie ma się co dziwić zatem, że rząd, który czuje się jak odrzucone dziecko, zaczyna się​ jak takie zachowywać. Polityka krzyku i uderzania pięścią stół stała się, nie jak mówią media publiczne oznaką siły, ale ostatecznym wyrazem bezradności i desperackiego szukania uwagi.

Europejska rzeczywistość jest jednak odmienna. Zdanie Polski jest trudne do przeforsowania na forum Unii z zupełnie innych powodów niż twierdzi obóz rządzący. PiS pragnie, aby wszyscy niczym za dotknięciem różdżki uznawali polskie rację, podczas gdy nie rozumieją, że podstawą decyzji w Europie jest konsensus. Umiejętność powiązania swojego interesu z oczekiwaniami innych krajów jest sprawą kluczową. Angela Merkel zna siłę Niemiec, ale rozumie też znaczenie dyplomacji, dlatego zajmuje centralną pozycję w Europie nie jako krwawy oprawca, ale elastyczny lider. Nie jest bowiem tak, że Berlin zmusił np. Francję i Włochy do wspierania swojego stanowiska w sprawie np. uchodźców, ale zaproponował rozwiązanie, które w kręgach władzy tych krajów nie budziło kontrowersji. Tu leży bowiem sedno problemu. PiS nie potrafi przyznać, że większość Europy dobrowolnie widzi swój interes we współpracy z Niemcami, a nie walce z nimi, co czyni cała podstawę polskiej dyplomacji bezprzedmiotową i oderwaną od rzeczywistości.

Wbrew oczekiwaniom prawicy nawet Niemcom nie udaje się osiągnąć wszystkich celów we wspólnocie, nawet im nie jest łatwo wypracować konsensus dla większości spraw, przy aż 27 partnerach do rozmów. Nasi zachodni sąsiedzi dysponują 96 przedstawicielami w 751 osobowym Europarlamencie, co czyni iluzją jakiekolwiek dywagacje o dyktacie. Jeśli wspomnimy jeszcze prawo veta, które przysługuje krajom w wielu kwestiach, to okaże się, że Unia Europejska jest strukturą, której trudno narzucić cokolwiek bez zdecydowanej większości. Dla porównania Polska dysponuje 51 reprezentantami, jednak nie potrafi niczego wynegocjować. Obecna propozycja Europy dwóch prędkość jest tak naprawdę uznaniem oficjalnie faktu, że w Europie jest kilka grup państw o odmiennych potrzebach polityki  gospodarczej. Ekskluzywny klub krajów Europy zachodniej odzwierciedla wspólne problemy społeczne i ekonomiczne tych państw, spraw wobec których nowe kraje członkowskie nie mają dużego zrozumienia. Trzeba przyznać, że często z wzajemnością. W tym całym chaosie Niemcy jako jedyne mocno stawiają na przetrwanie Unii, co naturalnie buduje ich wiodącą pozycję w grupie euroentuzjastów. Angela Merkel, w tym okresie burzliwych zmian w układzie sił na kontynencie, stała się bowiem gwarantem stabilności kursu wspólnoty, niezależnie czy ten kierunek jest słuszny, a brak alternatywy dla niemieckiego przywództwa wynika już tylko ze słabości politycznej i braku konkurencyjnej wizji oponentów Berlina.

fot. flickr/ P. Tracz

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie