Polityka i Społeczeństwo

O protestach przedsiębiorców. Wszystko, co budzi mój sprzeciw [Opinia]

Wczorajsze popołudnie upłynęło pod znakiem obiegających internet filmików i zdjęć z interwencji policji podczas protestu przedsiębiorców. Osobiście mam dość duży problem z tymi protestami, ponieważ kilkanaście dni temu można było przeczytać, że demonstracje cieszą się w internecie popularnością na grupach antyszczepionkowców. Naturalnie nie neguję tego, że przedsiębiorcy czują się rozgniewani, bo pomoc niesiona przez rząd jest opóźniona oraz obarczona problemami systemowo-urzędniczymi i w tej materii mają moje całkowite poparcie.

Odnotowuję, że protesty mają miejsce, ale żadnej ze stron tego ulicznego konfliktu nie biję brawa. W tej sprawie zachowuję symetryzm, bo mam po prostu wątpliwości odnośnie grup, jakie pod takie demonstracje mogą się podczepiać. Nie mam pewności, czy wszystkie osoby są nastawione prodemokratycznie. Mój głęboki sprzeciw budzi rzucanie demonstrujących przez policję na ziemię, ale na naruszanie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy także nie ma mojej zgody.

Na filmach z poprzedniej demonstracji, można było zobaczyć biało-czerwone flagi i osoby ubrane w odzież patriotyczną. To są atrybuty kojarzące się raczej z Marszem Niepodległości niż przedsiębiorcami. Oczywiście nikomu nie odbieram prawa do manifestowania swojego przywiązania do barw narodowych, podczas domagania się rządowej pomocy dla swojej firmy. Jest to jednak dla mnie pewnego rodzaju nowość, która do tej pory była zarezerwowana dla obozu rządzącego.

Jeżeli spojrzy się wstecz i zajrzy do Francji, która była wstrząsana protestami “żółtych kamizelek”, to łatwo można znaleźć informacje o tym, kto w jakimś stopniu mieszał w tym ulicznym kotle nad Sekwaną. Na ulicach Paryża odnotowano obecność prorosyjskich separatystów z Donieckiej Republiki Ludowej. To region na wschodzie Ukrainy, zajęty podczas rosyjskiej inwazji na naszego sąsiada. Ktoś może powiedzieć – o Boże, oszalałeś dając takie porównania. Być może oszalałem, nie wykluczam tego, ale ja mam więcej pytań niż prostych odpowiedzi w sprawie warszawskich protestów.

Dwa dni temu ukazał się sondaż w którym Konfederacja zdobyła 11 proc. Ten wynik przeszedł w mediach bez echa, a powinna się włączyć czerwona lampka, bo to prawie dwa razy tyle, ile Konfederacja dostała pół roku temu w wyborach. Pół roku temu. To jest środowisko, które właśnie na Marszach Niepodległości wygląda tak, jak część protestujących w obronie przedsiębiorców.

Gdybyśmy żyli w praworządnym państwie i przy wprowadzonym zakazie zgromadzeń, normalną rzeczą powinno być oburzenie na organizację takich wydarzeń. Sęk w tym, że przez ostatnie dwa miesiące obóz rządzący złamał wszystkie obostrzenia, które wprowadził. Połamano konstytucję, bez podstawy prawnej drukowano karty do głosowania, które później fruwały w internecie i na ulicach.

Krótko mówiąc – wielokrotnie złamano prawo. Jeżeli rząd połamał prawny kręgosłup państwa, to dlaczego demonstrujący mają słuchać wezwań policji do rozejścia się ponieważ demonstracja w świetle przepisów jest nielegalna? Patrząc od tej strony, to policja po prostu nie ma moralnego prawa do takiego traktowania protestujących, bo obóz rządzący sam dał przykład, jak prawa nie szanować. To jest mój kolejny problem związany z demonstracjami.

Moja propozycja brzmi – na razie trzeba dać sobie na wstrzymanie z popieraniem, relacjonowaniem i rozprowadzaniem po internecie zdjęć oraz filmów z wydarzeń w stolicy. Szczególnie powinni uważać parlamentarzyści z opozycji, którzy wchodzą w tłum. To jest chwila, gdy kamery prorządowych mediów uchwycą kogoś z podejrzanym osobnikiem, który zaciągnie wschodnim akcentem, a na jego profilu w mediach społecznościowych odnajdą się dziwne treści.

Zdjęcie: Ink Drop/Shutterstock

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Bartosz Wiciński

Najstarsi górale nie pamiętają od kiedy zaprząta sobie głowę polityką. Kronikarze podają datę pokrywającą się z aferą Rywina, ale wciąż trwa o to spór. Od dziecka lubił zapach porannych gazet w domu i tak mu zostało do dzisiaj. Interesuje się geografią i nie smakują mu karpie.

Media Tygodnia
Ładowanie