Nawrocki wparował do szatni Polaków, „Franek łowca bramek” nie miał litości. „Wiemy, z jakiego światka się wywodzi”
Screenshot: Łączy Nas Piłka
Były reprezentant Polski Tomasz Frankowski jest zażenowany kolejną wizytą Karola Nawrockiego w szatni piłkarzy. – To zagranie ewidentnie pod publiczkę – ocenił. I na tym się nie skończyło.
Kibicom już się nie podoba
Karol Nawrocki jest wielkim fanem sportu i trudno z tym w sumie dyskutować. Już nie będziemy się wyzłośliwiać i pisać o zamiłowaniu do ustawek, więc wspomnimy tylko o tym, że w młodości trenował boks, grał w piłkę w niższych ligach i jest zapalonym kibicem Lechii Gdańsk. I bywał na stadionach już jako prezydent, między innymi na meczu właśnie swojego ulubionego zespołu czy Legii Warszawa ze Spartą Praga. Ostatnio podpadł środowiskom kibicowskim, ponieważ zawetował nowelizację Kodeksu postępowania karnego, w której znajdowały się między innymi zapisy ograniczające tymczasowe areszty.
Na stadionach piłkarskich pojawiły się transparenty uderzające w prezydenta, padały takie określenia, jak „Judasz”. Nawrockiemu poszczęściło się, że akurat wypadła przerwa na mecze reprezentacji, a Polska wygrała półfinał barażu o mistrzostwa świata z Albanią. Dzięki temu mógł wparować do szatni i zrobić przy okazji kilka dobrze wyglądających zdjęć i filmów, jak świętuje z zawodnikami.
Wszystko pod publiczkę
Zachowanie prezydenta surowo ocenił były reprezentant Polski Tomasz Frankowski. — Nie ma co ukrywać, że decyzje i posunięcia prezydenta Karola Nawrockiego są kontrowersyjne, by nie powiedzieć niewłaściwe. Przynajmniej w mojej opinii. Ta wizyta w szatni naszych piłkarzy, podobnie jak to było wcześniej w przypadku koszykarzy, to zagranie ewidentnie pod publiczkę — powiedział w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.
„Franek, łowca bramek” dodał, że w innych sferach działalności prezydent popełnia zdecydowanie poważniejsze błędy. — Oczywiście, wiemy, z jakiego światka wywodzi się prezydent, więc przyśpiewki nie są mu obce. Ale na temat Karola Nawrockiego w kontekście sportu wolałbym się nie rozwijać, bo są ważniejsze sprawy dla bezpieczeństwa naszego kraju i jego weta, w tym przede wszystkim to dotyczące programu SAFE czy zupełnie niepotrzebna wizyta na Węgrzech w celu wsparcia prorosyjskiego Premiera Orbana — dodał były piłkarz.
Wcześniej odwiedzanie piłkarzy w szatni przez prezydenta komentował Zbigniew Boniek. – Trochę się dziwię prezydentowi. Ten mecz sam w sobie to jest dopiero początek czegoś. Bo jak my we wtorek nie wygramy i się nie zakwalifikujemy, to opinie na pewno będą negatywne. My też nie graliśmy dobrego meczu, Gdyby nie było Lewandowskiego, który w najważniejszym momencie podał rękę – mówił w rozmowie z Romanem Kołtoniem w kanale „Prawda futbolu”.
Źródło: Przegląd Sportowy Onet