Polityka i społeczeństwo

Narodowcy wyśmiali Kaczyńskiego. Naczelnik z Żoliborza stracił wszystko i nie dostał niczego – Cezary Michalski

Największe polskie święto, stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości upłynęło w atmosferze kompletnego chaosu. PiS miało trzy lata, aby się do tej się do tej uroczystości przygotować. Choćby w taki sposób, jak to robi z innymi datami czy instytucjami – przejąć wyłącznie dla siebie, usunąć wszystkich konkurentów, zakłamać historię.

Te trzy lata zostały przez PiS zmarnowane. Nawet z punktu widzenia ich własnych interesów. Do 10 listopada nie było wiadomo, czy i gdzie liderzy Partii i przywódcy państwa pojawią się na uroczystościach. Dzień wolny 12 listopada uchwalono z wyprzedzeniem 48 godzin. Ten pomysł nie miał bowiem nic wspólnego z obchodami 11 listopada, został wymyślony w ostatniej chwili jako kolejny PR-owy chwyt, „dar od PiS-u dla ludzi”, kiedy zaczęła szwankować PiS-owska kampania samorządowa. Setki milionów z budżetu państwa, z budżetów poszczególnych resortów, wreszcie z budżetów spółek Skarbu Państwa – trafiło do pisowskich synekur i do pisowskich kieszeni, ale dofinansowało też i wzmocniło różne odłamy ruchu narodowego.

Na ten Marsz Niepodległości, podobnie jak na marsze poprzednie, narodowcy przyjeżdżali w wielu przypadkach za państwowe pieniądze, czasem razem z działaczami PiS. Wszystko to było konsekwencją politycznej strategii Jarosława Kaczyński, który z narodowcami chciał zrobić to, co najpierw zrobił z Samoobroną, Ligą Polskich Rodzin, a później z ugrupowaniami Ziobry i Gowina. Zrobić z nich polityczną „przystawkę” Prawa i Sprawiedliwości. Złamać, upokorzyć, skorumpować liderów, rozbić struktury, wchłonąć elektorat.

W tym celu od trzech lat działacze Młodzieży Wszechpolskiej i ONR byli przez liderów i ministrów PiS, Solidarnej Polski i partii Gowina zatrudniani w Narodowym Banku Polskim, w mediach państwowych, w spółkach Skarbu Państwa, w tym w spółkach zbrojeniowych.

Przez minione trzy lata PiS zainwestowało w rozwój ruchu narodowego setki milionów publicznych środków – pieniądze szły nie tylko przez państwowe etaty dla narodowców, ale także przez dotacje ze spółek Skarbu Państwa obsadzonych przez PiS, przez dotacje dla urządzanych przez narodowców imprez. Po zdobyciu władzy przez PiS i obsadzeniu przez tę partię stanowisk kuratorów oświaty, działacze ONR i Młodzieży Wszechpolskiej uzyskali dostęp do polskich szkół i możliwość w pełni legalnego indoktrynowania polskich dzieci. Przez trzy lata wspólnie z ONR-em i Młodzieżą Wszechpolską lokalni działacze, samorządowcy, a nawet wojewodowie z PiS urządzali uroczystości na cześć „żołnierzy wyklętych”, obchodzili rocznice, organizowali nawet wspólnie wiece przeciwko Unii Europejskiej i „zalewowi imigrantów”, gdzie działacze i politycy rządzącej prawicy przemawiali razem z narodowcami.

To dla narodowców PiS kompletnie zmieniło swoją politykę historyczną. Na rzecz „żołnierzy wyklętych” zdradziło AK i „Solidarność” (choćby „stworzoną i kierowaną przez Lecha Kaczyńskiego”, jak głosi nowa propaganda władzy). NSZ, żołnierze wyklęci, narodowe podziemie po roku 1945 – byli na początku wyłącznie bohaterami środowisk narodowych i skrajnej prawicy. Jednak po trzech latach rządów PiS to premier Mateusz Morawiecki wychwalał w Monachium Brygadę Świętokrzyską NSZ, która spełniła wszystkie kryteria kolaboracji z nazistami – począwszy od zaprzestania walki z okupantami, poprzez przyjmowanie od nich broni, zaopatrzenia i pieniędzy, skończywszy na zabijaniu Żydów.

Kiedy jednak przyszło do skonsumowania przystawki, narodowcy nie pozwolili się wchłonąć. Byli już zbyt silni. Kiedy 11 listopada 2018 roku przyszedł moment próby, to oni rozdali karty.

To nie narodowcy uznali zwierzchnictwo PiS-owskich notabli w czasie Marszu Niepodległości, ale to Morawiecki Duda i Kaczyński wkręcili się do marszu od samego początku do samego końca przygotowanego przez narodowców.

Cała Polska i cały świat zobaczyły, że polski prezydent, polski premier, a także nieformalny „naczelnik” pisowskiego państwa, Jarosław Kaczyński idą na czele marszu, w którym za ich plecami powiewa już nie tylko las zielonych szturmowych sztandarów ONR-u, ale także flagi włoskich, węgierskich, słowackich, skandynawskich neofaszystów i skrajnej prawicy. Stało się to szokiem dla światowej opinii publicznej, która przecież do wielu rzeczy jest już przyzwyczajona w epoce Putina, Brexitu i Trumpa.

Marsz, za który pełną polityczną odpowiedzialność wzięli Kaczyński, Morawiecki i Duda, rozbrzmiewał skandowaniem „Konstytucja-prostytucja!”, co poniekąd oddaje stosunek PiS-u do polskiej Ustawy Zasadniczej, choć liderzy partii woleliby tego nie wyrażać aż tak otwarcie. Wreszcie na końcu marszu odbyło się, jak co roku, publiczne palenie flagi Unii Europejskiej.

Dokładnie w tym samym czasie przez Wrocław przemaszerowali narodowcy pod wodzą Międlara i Rybaka, którym Ziobro i Jaki od lat zapewniają faktyczną bezkarność. Oni z kolei kończyli swoją manifestację bezkarnym skandowaniem „patriotycznego” hasła „Dutkiewicz, zdejmij jarmułkę!”.

11 listopada 2018 roku Jarosław Kaczyński udławił się nacjonalistyczną przystawką. To ona go zjadła. Zmieniła język i tożsamość PiS-u, jego partii. Większość posłów tej formacji ma dziś poglądy narodowców, głosuje jak narodowcy, podobnie jak narodowcy chwali się tym, że walczy z „żydowskimi roszczeniami”, podobnie jak narodowcy żąda „reparacji wojennych” zamiast walczyć o środki unijne, podobnie jak narodowcy popisuje się tym, że homoseksualistów nazywa publicznie „zboczeńcami” i „dewiantami”.

Krystyna Pawłowicz, Jan Żaryn, Stanisław Piotrowicz, dziesiątki innych posłów oraz senatorów PiS na wszystkie kwestie – od Unii Europejskiej po nacjonalizm, od praw kobiet po prawa mniejszości – mają poglądy ONR i Młodzieży Wszechpolskiej, a nie poglądy wczesnego Porozumienia Centrum, kiedy to Kaczyński usiłował wszystkich przekonać, że jest „żoliborskim inteligentem”, tyle że nieco bardziej konserwatywnym.

Jakie poglądy ma dziś sam Kaczyński, już nie sposób powiedzieć. Zadryblował się bowiem kompletnie w swoich umizgach do prawicowych radykałów, w naśladowaniu ich języka, kopiowaniu ich metod – żeby pod prawą ścianą nie narodziło się nic oprócz PiS. Czasem Kaczyński potrafi jeszcze swoich ludzi przestraszyć, kiedy im odbija kompletnie – tak jak w sprawie szczepionek. Ale już nie ma wpływu na ich autentyczną tożsamość i ideowe wybory. Oni już są narodowcami, a nie żadnymi PiS-owcami. Jeśli Kaczyński jeszcze ich trzyma przy sobie, to wyłącznie szantażem, że jak mu się postawią, zostaną pozbawieni udziału w łupach. Dla nich i dla ich rodzin nie będzie państwowych posad i publicznych pieniędzy. Jednak kiedy Kaczyński odejdzie lub osłabnie, jego ludzie popłyną w kierunku „młodych patriotów” z ONR, bo już dzisiaj tak ich nazywają, już dzisiaj zazdroszczą im „ideowej wyrazistości”.

W ten sposób Kaczyński stracił wszystko i nie dostał niczego. Ufundował siłę ruchu narodowego w Polsce, ale sam został przez ten ruch wystawiony do wiatru. Jeszcze w zeszłym roku lider narodowców Witold Tumanowicz dziękował za pomoc, jaką Ruch Narodowy otrzymuje od PiS-owskiej władzy. Na wiecu kończącym Marsz Niepodległości mówił: „to Prawo i Sprawiedliwość przeciera szlaki do rządów narodowców, do rządów Ruchu Narodowego”. Kiedy jednak w tym roku Brudziński z kolegami próbowali okłamać Polaków i świat, że Marsz Niepodległości był marszem PiS-owskim, a nie narodowym, narodowcy ich po prostu wyśmiali.

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Cezary Michalski

Eseista, prozaik i publicysta. W swojej twórczości związany m.in. z Newsweekiem i Krytyką Polityczną.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu.

Był redaktorem pism "brulion" i "Debata", jego teksty ukazywały się w "Arcanach", "Frondzie" i "Tygodniku Literackim" (również pod pseudonimem "Marek Tabor").

Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, "Życiem" i "Tygodnikiem Solidarność". W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury.

Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 2006–2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety Dziennik Polska-Europa-Świat, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma.

Media Tygodnia

Ładowanie