Polityka i społeczeństwo

Taśmy Kaczyńskiego tylko wzmogły wzajemną nienawiść PO-PiS. Teraz widzimy smutny krajobraz po bitwie [OPINIA]

Karygodny popis psucia państwa. Tak PiS próbuje kupić władzę w Sejmikach
fot. flickr/Sejm RP

Nagrania z Jarosławem Kaczyńskim mogą paradoksalnie zaszkodzić opozycji. Chodzi o styl, w jakim podeszła ona tej całej sprawy, plotkując przed publikacją, ale nie tylko. Na nagraniach opublikowanych przez Wyborczą nie ma nic, czego jako obywatelki i obywatele nie wiedzielibyśmy na temat funkcjonowania naszego państwa, dlatego możemy usprawiedliwiać je fatalnymi przepisami utrzymywanymi także przez uprzednio rządzących. Opozycja pod sztandarem Platformy Obywatelskiej wraz ze swoim zapleczem medialnym zachowuje się natomiast obsesyjnie. Nie stara się stworzyć programu odpowiadającego na wyzwania przyszłości, zabiegać o poparcie. Jej myśli i działania wydają się krążyć jedynie wokół pragnienia odsunięcia PiS od władzy, bez względu na koszty. A obywateli to bawi.

Niektórzy usprawiedliwiają zachowania Jarosława Kaczyńskiego na nagraniach, twierdząc, że niekrystaliczny sposób robienia interesów jest w pewnym stopniu uzasadniony przez obowiązujące przepisy. Po publikacji rozmów przez Wyborczą na jednej ze stron na Facebooku pojawił się komentarz mówiący o tym, że uczciwą strategię wynagradzania uniemożliwia prawo zamówień publicznych, więc droga sądowa, jaką proponował polityk wierzycielowi, stanowi powszechną praktykę w analogicznych przypadkach. Ponadto, formalnie Jarosław Kaczyński nie zarządza ani spółką Srebrna, ani Fundacją im. Lecha Kaczyńskiego, więc mógłby odpowiedzieć, że prowadzone przez niego rozmowy miały charakter symboliczny, a Geraldo Birgfellner sam jest sobie winien, rozmawiając z osobami bez umocowań.

Obok zarzutów, które odnoszą się do przepisów określających prowadzenie działalności deweloperskiej, pojawia się też krytyka ustaw regulujących działalność polityczną. Finansowanie partii politycznych powinno być lepsze i bardziej sprawiedliwe, by umożliwić wchodzenie w życie publiczne także nowym podmiotom. Polityka to działalność wieloletnia i ryzykowna, a funkcjonariusze publiczni obawiają się, że poświęcając kilka lat na rzecz państwa, nie będą mieli do czego wracać.

Idealiści wierzący w to, że dostatecznie długa transformacja ustrojowa sama rozwiąże wszelkie problemy, tłumaczą układy polityków z przedsiębiorcami brakiem kultury prawnej i biznesowej wynikającym z życia w PRL. Tymczasem, to raczej praktyki, które stanowią integralną część demokracji i są wynikiem wpisanych w nią niedoskonałości. Bez wielkich pieniędzy nie da się wygrać wyborów, bo nie można zwyciężyć bez marketingowej i medialnej otoczki, kosztującej w skali kraju setki milionów. Ktokolwiek planuje wystartować, musi liczyć się z tym, że media w Polsce są rozdzielone pomiędzy barykady, więc trzeba wyłożyć nie tylko na kupowanie w nich czasu antenowego i rozwijanie własnych kanałów (np. Gazety Polskiej Codziennie), ale i billboardy, które zalewając cały kraj, pozwalają na uzyskanie minimalnej rozpoznawalności. W takim sensie, jako wyborcy sami jesteśmy sobie winni, bo większość z nas niewiele czasu poświęca na zgłębianie politycznych niuansów i głosuje na twarze. Płacimy na partie w podatkach, ale są to nadal kwoty niewspółmierne do uzyskania przez nie niezbędnej propagandy.

Sytuacje ujawnioną na nagraniach Wyborczej tłumaczy też to, że tworzenie się elit jest integralną częścią społecznej kultury. Dotychczas nigdzie nie udało się odejść od hierarchii. Wszędzie są równi, którzy na swoje pieniądze muszą pracować ciężko i równiejsi, którzy  dzięki kontaktom mają dostęp do informacji o najbardziej lukratywnych okazjach do zarobku. Demokracja przedstawicielska oraz kapitalizm sprzyjają temu, by elitami było środowisko partyjno-biznesowe. Z tego powodu w wielu krajach sfera lobbingu jest o wiele mocniej regulowana. Na tu i teraz uczynienie w Polsce takiej współpracy bardziej przejrzystą, byłoby zapewne jakimś rozwiązaniem. Docelowo nadziei realnego wyrównania szans, można poszukiwać raczej w stosowaniu nowoczesnych narzędzi demokracji bezpośredniej, co umożliwia powszechna informatyzacja.

Widząc niewielkie oburzenie po opublikowaniu taśm, opozycja zmieniła swoją narrację i obecnie większość komentatorek i komentatorów podkreśla nieuczciwość Kaczyńskiego wynikającą z uchylania się od zapłaty Geraldowi Birgfellnerowi za wykonaną pracę. Trudno, żeby obywatele współczuli w sytuacji wieloletniego ignorowania przez polityków dzikiego rynku pracy, na jakim sami zmuszeni są funkcjonować. Wiele Polek i Polaków ma za sobą pracę na czarno i brak perspektyw na wygranie sporu o wypłacenie zaległych wynagrodzeń, czy nadgodzin. Tylko nie stoją za nimi media i najlepsi adwokaci. Różnica polega też na tym, że dla większości Polek i Polaków roczna praca na rzecz przyszłych zysków jest totalnie poza zasięgiem. By zainwestować rok działań i setki tysięcy złotych ponoszonych kosztów na korzyść przyszłego zarobku, trzeba być bardzo zamożnym człowiekiem. Takich kwot nie da się uzbierać ani z najniższego, ani nawet średniego wynagrodzenia. Pan Kaczyński, ale i Pan Giertych oraz ich znajomi mają problemy charakterystyczne dla sfery najbogatszych. Bardzo odległe od doświadczenia przeciętnego obywatela.

Zacietrzewienie opozycji staje się groteskowe, więc w internecie krążą memy, które w zabawny sposób komentują to czyhanie na potknięcie partii rządzącej. A wiadomo, że dla sukcesu politycznego nie ma nic gorszego niż szyderczy śmiech. Tym bardziej, ten pochodzący od potencjalnego elektoratu, czyli płynnej części wyborców, którzy nie zapisali się ani do jednego, ani do drugiego obozu i którzy ostatecznie dają kilka punktów procentowych decydujących o zwycięstwie. Wyborcy lewicy, Kukiza, czy nawet mniej radykalni i zdecydowani wyborcy Prawa i Sprawiedliwości dostrzegają chodzenie na skróty, zamiast uczciwej pracy.

Wzajemna nienawiść PO-PiS nie służy krajowi, ale coraz trudniej powiedzieć, po której stronie jest ona większa. Analizy Centrum Badań nad Uprzedzeniami pokazały, że postawy zwolenników opozycji (PO, Nowoczesnej, SLD i Razem) wobec zwolenników PiS są bardziej negatywne niż odwrotnie. Zwolennicy partii opozycyjnych w większym stopniu dehumanizują i mają mniejsze zaufanie do swoich oponentów politycznych niż zwolennicy partii rządzącej. To o tyle dziwne, że liberalizm opiera się na dużej wierze w pozytywne cechy człowieka, zaś konserwatyzm dostrzega dla niego szansę głównie w tworzeniu zewnętrznych ograniczeń. Partii rządzącej dyskredytowanie i sianie uprzedzeń może zatem przysparzać głosów, ale opozycji nie pozwoli wyjść ponad najtwardszy elektorat.

fot. flickr/Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Zuzanna Jakowicka

Z wykształcenia psycholożka i dziennikarka. W praktyce freelancerka kilku branż i zawodów. Chłonie zagadnienia niepowiązanych obszarów takich jak kultura fizyczna, zarządzanie, marketing, rynek pracy, psychologia, kultura społeczna i symbolika. Od prawie 25 lat systematycznie uprawia aktywność fizyczną. Mniej więcej od tego czasu zapisuje przemyślenia w zbyt długich tekstach. Gdy uzna, że trzeba, angażuje się w działania społeczne i polityczne. Dba jednak o niezależność myślenia.

Media Tygodnia

Ładowanie