Polityka i Społeczeństwo

Morawiecki przyznaje, że jest rozczarowany efektami “reformy” sądownictwa. “Izba nie spełniła oczekiwań naszej formacji”

– Dziś jesteśmy w takiej sytuacji, kiedy może i należałoby dokonać przeglądu działania Izby Dyscyplinarnej. A to dlatego, że ta Izba na pewno nie spełniła wszystkich oczekiwań, również moich, również naszej formacji – powiedział premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej w Białymstoku.

Słowa premiera pokazują, że Izba dyscyplinarna nie wywarła efektu mrożącego na sędziów, którzy pamiętają czasy przed jesienią 2015 r. i nie uważają, że wasalizm wobec ministra Ziobry jest dobrym pomysłem na karierę w zawodzie. Ekipa rządząca ma poważny problem, ponieważ I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, która miała pomóc władzy w pacyfikacji środowiska sędziowskiego, wywiesiła białą flagę, abdykowała z urzędu i poprosiła partię rządzącą o znalezienie rozwiązania trwającego kryzysu. Przedstawiciele obozu władzy obawiają się, że o ile na opinii publicznej nie robią wrażenia narzekania sędziowskich elit, o tyle nie zaakceptują działań władzy, które krajowi i obywatelom odbierze należne im środki na dalszy rozwój, a wtedy mogą wyjść na ulice i zmieść każdych rządzących.

– Już kilka miesięcy temu i kilka kwartałów temu przyglądaliśmy się potencjalnym dalszym reformom, widząc, że to, co dzisiaj dzieje się w obszarze wymiaru sprawiedliwości, właściwie nie satysfakcjonuje chyba nikogo. Mnie na pewno nie satysfakcjonuje, bo widzę, jakie są przewlekłe procedury sądowe. Jak były, tak są, a nawet jest jeszcze gorzej – powiedział dalej szef rządu.

Oznacza to, że od dawna wiedzą o zbliżającej się całkowitej katastrofie stworzonego przez siebie systemu w ramach wymiaru sprawiedliwości i chcieliby to jakoś opóźnić, udaremnić i zasypać poprzez uchwalenie nowego prawa, ale nie mają do tego stabilnej większości w Sejmie. Problem jest dla rządzących tym bardziej poważny, iż klęskę „reformy sądownictwa” dostrzegają już zwykli ludzie, wśród których są również wyborcy PiS. Sytuację dodatkowo komplikuje powrót Donalda Tuska do kierowania największą partią opozycyjną, ponieważ nie dość, że Tusk potrafi nazywać rzeczy po imieniu, ale także – a może przede wszystkim – jest słuchany.

Źródło: Onet

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie