Gospodarka

Morawiecki jednak się przeliczył. Na “piątkę PiS” będzie mniej pieniędzy

O Digital tax, czyli podatku cyfrowym dużo się o nim mówi, ale horyzont czasowy jego wprowadzenia jest dość mglisty. Na stole unijnym leży projekt opodatkowania cyfrowych gigantów (Google, Facebook, Apple, Amazon), jednak dojście do jednomyślnego konsensusu jest blokowane przez Danię, Szwecję i Irlandię, tak więc nowa danina nie powstanie na poziomie całej wspólnoty europejskiej. W związku z impasem Francja samodzielnie zabrała się do tworzenia prawa, a minister finansów przedstawił projekt zakładający odprowadzanie 3 proc. podatku. Widełki podatkowe przygotowane przez Komisję Europejską to przedział od 1 do 5 proc. dotyczące przychodów powyżej 750 mln euro w skali globalnej oraz powyżej 50 mln euro w całej Unii.

Mateusz Morawiecki opowiadając o źródłach finansowania “piątki Kaczyńskiego” wspomniał o miliardzie złotych, który ma przynieść do budżetu podatek cyfrowy. Wszystko wskazuje na to, że miliard wziął sobie z sufitu, bo w ministerstwie finansów nikt nie wie skąd się wzięła taka kwota – “Oczywiście zajmujemy się digital tax zarówno na forum UE, jak i OECD. Szacowana kwota nie pochodzi jednak z naszych wyliczeń” – mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej anonimowo osoba z resortu finansów. Z szacunków Warsaw Enterprise Institute wynika, że wpływy z podatku będą oscylowały w granicach 370-470 mln zł rocznie – pisze DGP.

Odstawmy jednak na bok premiera Morawieckiego i jego wyliczenia, a pochylmy się nad dużo bardziej złożoną kwestią. Gros firm, które mają być opodatkowane jest amerykańskimi gigantami i jakby ktoś zapomniał, to należy przypomnieć, że w Polsce ambasadorką jest Georgette Mosbacher, która w obronie amerykańskich interesów stawiała do pionu m.in. ministerstwo zdrowia w sprawie konkretnych leków, które nie zostały umieszczone na liście refundacyjnej. Obozowi Zjednoczonej Prawicy pewnie do dzisiaj dzwoni w uszach list ambasador, w którym staje w obronie dziennikarzy TVN24. Tak więc sprawa nowego podatku może się rozegrać nie na niwie marzeń Morawieckiego i jego obliczeń tylko w amerykańskiej ambasadzie.

Nikt nie ma wątpliwości, że z każdym dniem coraz bardziej uzależniamy się od strony amerykańskiej, szczególnie w sektorze obronności. Podpisywane umowy nie są wymarzonymi kontraktami, ale rząd Prawa i Sprawiedliwości z premedytacją prze do uszczęśliwiania przemysłu zbrojeniowego zza oceanu, nie licząc nawet na gram offsetu. Pomimo tak wielkiego zaangażowania i przeznaczania coraz większych środków nie widać promocyjnych cen za broń, a w niektórych przypadkach płacimy nawet więcej niż np. Rumunia.

Ostatnim pomysłem Białego Domu jest ponoszenie całkowitych kosztów pobytu amerykańskich żołnierzy przez państwa w których stacjonują, plus 50 proc. tych kosztów za sam przywilej rozlokowania ich na własnym terenie. W przypadku Niemiec koszty utrzymania armii USA wzrastają sześciokrotnie do 6 miliardów dolarów. Na prostym przykładzie widać z jakimi kosztami może się wiązać inicjatywa Donalda Trumpa. Koncepcja Białego Domu odnośnie dodatkowych opłat ma furtkę, którą są przewidziane rabaty dla państw realizujących politykę zgodną z interesami USA. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że Polska już podąża tropem zgodnym z doktryną amerykańską, czego namacalnym dowodem jest organizacja szczytu bliskowschodniego w Warszawie dotyczącego Iranu. Polska położyła na szali dziesiątki lat dobrych stosunków z Persami – które sięgają czasów drugiej wojny światowej – w imię budowy strategicznego sojuszu z USA. Cała konferencja zakończyła się międzynarodową awanturą, a prasa w Iranie nie szczędziła krytycznych słów pod adresem Warszawy. Prawdopodobnie premier Morawiecki nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że dodatkowe opodatkowanie amerykańskich firm, może się skończyć np. nadprogramowymi opłatami za obecność armii USA w Polsce lub zaporowymi cenami na kolejne partie sprzętu, który i tak musimy kupić. Rachunek zysków i strat będzie wyraźnie na minus.

Wszystko wskazuje na to, że miliard na dofinansowanie obietnic wyborczych, ministerstwo finansów może zacząć sobie szukać już w innym sektorze. Prezydent USA nie po to szedł do wyborów z hasłem “America first”, żeby teraz pozwolić Morawieckiemu na ograbienie potężnych amerykańskich gigantów. Zresztą rok temu amerykańska administracja wysłała już pewne sygnały dezaprobaty w stronę Unii Europejskiej, gdy opracowywano wprowadzenie “digital tax” i zapewne nic się w tej materii nie zmieniło. Jeżeli Georgette Mosbacher rozpętała aferę w ministerstwie o lekarstwa, to w sprawie podatku może się to skończyć armagedonem. Premier może się zacząć powoli budzić za snu o nowej daninie.

 Fot. Krystian Maj / KPRM

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie