Polityka i społeczeństwo

Marszałek Kuchciński realizuje plan wygaszania Sejmu. Tego wymaga interes PiS?

Marszałek Kuchciński realizuje plan wygaszania Sejmu. Tego wymaga interes PiS?
Fot. Flickr

Marszałek Marek Kuchciński jest barwną, aczkolwiek niezbyt gruntownie wykształconą postacią (skończył pomaturalne studium ogrodnictwa). W latach ’70 był hipisem o dumnej nazwie Członek. Ksywka pochodzi stąd, że kiedy znalazł się w grupie hipisów stwierdził, że “chciałby się zapisać na członka”. I trzeba mu przyznać, że członkiem pozostał – wiernym członkiem PiS.

Marek Kuchciński od początku, kiedy związał się z laską (spokojnie, tą marszałkowską) systematycznie ogranicza dostęp do Sejmu nie tylko postronnym osobom, ale również dziennikarzom, którzy z definicji powinni mieć pełny do niego dostęp, bo sednem ich pracy jest patrzenie władzy na ręce. W pierwszej kolejności marszałek ograniczył dostęp do kuluarów sejmowych oraz kilku przejść i korytarzy. Na tym jednak nie poprzestał.

W Sejmie toczą się prace w komisjach sejmowych nad różnego rodzaju zmianami prawa, które dotyczą wszystkich aspektów naszego życia, stąd obecność dziennikarzy – aby ta cześć prac Sejmu była jawna i transparentna – jest absolutnie niezębna. W ostatnich tygodniach na teren Sejmu nie mogą nawet wejść dziennikarze z legitymacjami bez stałych przepustek (ich zwykle kręciło się tam najwięcej właśnie ze względu na prace komisji sejmowych). Z kolei po opublikowaniu terminów posiedzeń Sejmu (tylko jedno w maju i “aż” dwa w czerwcu) wszyscy zaczęli odnosić wrażenie, że Sejm się powoli będzie zwijał. W sumie nie ma sensu utrzymywać dwóch stanowisk kierowania krajem skoro to na Nowogrodzkiej zupełnie wystarczy.

Są to wszystko oczywiście ewidentne szykany w stosunku do protestujących rodziców dzieci niepełnosprawnych. Brak przepustek i dostępu do Sejmu dla dziennikarzy i zwykłych osób odcina protestujących od najbliższych oraz potencjalnych nowych osób, które chciałyby się dołączyć do protestu. Zmniejsza się w ten sposób również liczba dziennikarzy, którzy “na złość PiS” mogliby relacjonować protest. Ograniczenie liczby posiedzeń Sejmu ma z kolei za zadanie wziąć ich na przeczekanie. Im mniej posiedzeń tym mniej spotkań (nawet tych przypadkowych) z politykami PiS i mniej szans na kompromitację w stylu Żalka, Pięty, czy pani Krynickiej.

Ten sam patent PiS zastosował w przypadku lekarzy-rezydentów, kiedy podjęli oni głodówkę (którą przerwali), tylko że oni wyciągnęli asa z rękawa w postaci wypowiedzenia nadgodzin w szpitalach. Łysa głowa Radziwiłła spadła, a lekarze w tym roku dostali podwyżki. Obawiam się, że niestety rodzice dzieci niepełnosprawnych nie mają asa w rękawie i z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że mają szansę na wakacje na wsi. Wróć! Przepraszam – na Wiejskiej. Bo PiS chce ich wziąć “głodem”.

Ograniczenie przepustek i niewpuszczanie Polaków do Sejmu godzi w konstytucyjne prawo do obserwowania jego obrad. Powoli Sejm staje się świątynią bezprawia i rządów autorytarnych, ale oczywiście nie wszystkich to dotyczy. Co prawda zakaz nadal obowiązuje, ale Janusze żeglarstwa z Polskiej Fundacji Narodowej (Świrski i spółka) spokojnie weszli sobie wczoraj do Sejmu nieniepokojeni przez nikogo. Takie to dziś prawo i sprawiedliwość. Dla wybranych.

fot. Kancelaria Sejmu/Rafał Zambrzycki

POLUB NAS NA FACEBOOKU

 

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie