Polityka i Społeczeństwo

Marek Sowa: Kaczyński chce mieć w rządzie osoby, na które ma haki [WYWIAD]

To jest pytanie do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, dlaczego postawił na taką osobę, która w każdym innym cywilizowanym państwie nie powinna pełnić żadnych stanowisk publicznych. Służby potrafią zebrać informacje o ludziach, którzy mają pełnić stanowiska ministerialne. Jednak – jak widać – w tym przypadku nie zostały podjęte właściwe działania, gdyż Kaczyński chce mieć w swoim rządzie osoby, które są od niego zależne i na które ma polityczne haki. – Z Markiem Sową, posłem Koalicji Obywatelskiej o sprawie Łukasza Mejzy oraz Kamila Bortniczuka i działkach Morawieckich rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Niedawno dowiedzieliśmy się, że Łukasz Mejza prowadził firmę, która za duże pieniądze oferowała eksperymentalne terapie nieuleczalnie chorym. W pandemii zaś handlował maseczkami bez atestów.

Dlaczego człowiek z taką przeszłością został wiceministrem sportu?

Marek Sowa: To jest pytanie do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, dlaczego postawił na taką osobę, która w każdym innym cywilizowanym państwie nie powinna pełnić żadnych stanowisk publicznych. Służby potrafią zebrać informacje o ludziach, którzy mają pełnić stanowiska ministerialne. Jednak – jak widać – w tym przypadku nie zostały podjęte właściwe działania, gdyż Kaczyński chce mieć w swoim rządzie osoby, które są od niego zależne i na które ma polityczne haki. Tacy ludzie są łatwiej sterowalni i podatni na manipulacje, a więc łatwiej ich zastraszyć i zmusić do wykonywania poleceń.

Odpowiadając na Pana pytanie: historia z Łukaszem Mejzą nie jest dla mnie zaskoczeniem, gdyż w okręgu, z którego startował do Parlamentu w ostatnich wyborach, takie historie o nim krążyły. Natomiast artykuły, które teraz pojawiają się w prasie, tylko potwierdzają, że nie powinien on uczestniczyć w życiu publicznym.

Lewica złożyła też do prokuratury zawiadomienie w sprawie Mejzy w związku z podejrzeniem o nadużycia przy przebiegu wyborów. Konkretnie chodzi o fałszowanie podpisów na listach poparcia oraz nielegalne rozwieszanie plakatów i bilbordów. Jak Pan to skomentuje?

Jest to informacja na bazie wypowiedzi, udzielonej w wywiadzie przez pana Gwiazdowskiego, gdyż to dla niego były zbierane te podpisy. Dziwię się, że mimo posiadanej wiedzy o tym, to sam Gwiazdowski nie złożył zawiadomienia do prokuratury na wiceministra Mejzę. To pokazuje, że dla pana Mejzy, jak również dla Zjednoczonej Prawicy, prawo i normy etyczne nie istnieją, a liczy się tylko cel. I nie jest ważne, w jaki sposób się go osiągnie. Natomiast jak dalej potoczy się los pana Mejzy, to szczerze mówiąc nie mam zbyt dużych nadziei, bo wiemy jak funkcjonuje prokuratura Zbigniewa Ziobry. Chyba, że sytuacja polityczna i sondaże będą wymagały realnych działań wobec wiceministra, a nie przeczekania sytuacji.

Ostatnio Łukasz Mejza przeprowadził briefing prasowy, podczas którego niczego nie wyjaśnił, a tylko przedstawił swojego byłego współpracownika jako cudownie uleczonego dzięki oferowanym przez siebie metodom. Ponadto atakował dziennikarzy, którzy pisali o jego sprawie oraz opozycję. W jakim celu został zorganizowany ten medialny show?

Tego nikt do końca nie wie. To, czego się spodziewano, to podanie się do dymisji przez wiceministra, a nie pójście w zaparte. Konferencji nie warto komentować, gdyż – jak Pan to określił – było to medialne show dla elektoratu partii rządzącej, a dymisja musi być natychmiast. Jeśli do tego nie dojdzie, to klub parlamentarny Koalicji Obywatelskiej pomoże premierowi Kaczyńskiemu w podjęciu decyzji co do dalszej przyszłości Mejzy.

Łukasz Mejza od początku nie wykazywał większych obaw o swoją pozycję, bo jak powtarzał: „wisi na mnie rządowa większość”. Czy faktycznie może czuć się bezkarny?

Myślę, że trwa testowanie opinii publicznej (zwłaszcza wyborców Zjednoczonej Prawicy) na to, jak zareagują na te doniesienia. Jeżeli nie będzie to wpływało na wyborców PiS-u, to pewnie prezes Kaczyński postanowi, żeby Mejza został na stanowisku. Jeśli tak się nie stanie, to najpewniej dojdzie do jakieś reakcji i być może dymisji.

Kłopoty ma także minister sportu, Kamil Bortniczuk. CBA i Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi śledztwo w sprawie zakupu propylenu przez Zakłady Azotowe Kędzierzyn, do którego miało dojść, kiedy był wiceprezesem firmy. Czy sądzi Pan, że rzeczywiście coś mu grozi?

Nie znam sprawy, a więc nie chcę jej komentować. Słyszymy o wszczęciu śledztwa w sprawie, kiedy pan Bortniczuk pełnił stanowisko wiceprezesa firmy. Przyznam, że sprawa mnie ta specjalnie nie dziwi, gdyż w zeszłym roku, kiedy w Parlamencie była kwestia organizowania wyborów kopertowych, mówiło się w kuluarach, że na kilka osób z Porozumienia Jarosława Gowina PiS ma haki. Później widzieliśmy, że posłowie z partii koalicyjnej przechodzili do PiS-u, a więc niewykluczone, że sprawa ta była wcześniej znana prezesowi Kaczyńskiemu. Zobaczymy, jak ta sprawa się rozwinie, gdyż wątków wokół resortu sportu jest sporo i powinny one zostać przedstawione opinii publicznej.

Wątpliwości budzi też szef gabinetu politycznego ministra sportu, Michał Sroka. Ma on zatarty wyrok sprzed lat za rozpowszechnianie pornografii. Jak Pan to skomentuje?

To nie jest pierwsza tego rodzaju historia z jego udziałem i fakt, że PiS piętnuje pedofilię, a trzyma takiego człowieka w swoich szeregach, pokazuje hipokryzję Zjednoczonej Prawicy. Ten człowiek nie powinien funkcjonować w żadnej administracji publicznej.

Czy sądzi Pan, że prezes Kaczyński w przypadku Bortniczuka i Mejzy mógł ulec podobnej fascynacji ich „talentami” jak w przypadku Obajtka? A może jednak o wszystkim wie i prowadzi cyniczną grę polityczną?

Nie stawiałbym znaku równości z Obajtkiem, gdyż są to zupełnie inne przypadki. Bortniczuk dostał stanowisko ministra sportu w wyniku porozumienia z obozem Adama Bielana. Zabrali Gowinowi posłów, którzy byli niezbędni do utrzymania większości przez Kaczyńskiego i dostali nagrodę w postaci stanowisk ministerialnych. To jest cena, na którą obie strony się zgodziły i czerpią z tego korzyści. Obajtek – tak samo jak była premier Szydło – miał być znakiem dla elektoratu, że każdy może razem z PiS-em zrobić karierę pełniąc najważniejsze urzędy w państwie, a nie – jak Kaczyński mówił w czasie kampanii w 2015 – że tego rodzaju stanowiska są zarezerwowane dla elity. W przypadku Bortniczuka i Mejzy ten sposób rozumowania nie miał miejsca, gdyż –  tak jak powiedziałem – było to zapłacenia za poparcie.

Niedawno w mediach pojawiły się nowe informacje o słynnych działkach małżonki premiera, Iwony Morawieckiej. Otóż działki te Morawieccy nabyli w 2002 roku od Kościoła za 700 000 złotych, choć były warte wówczas 4 miliony. Pani Morawiecka sprzedała je z ponad dwudziestokrotnym przebiciem za około 15 milionów. Portal tvn24.pl dotarł do aktu notarialnego, który potwierdza tę transakcję. Jak Pan to ocenia?

Należy przypomnieć, że cała rekompensata czy też zwrot działek dla Kościoła, odbywał się w trybie procedury jednoinstancyjnej bez możliwości odwołania. Komisja majątkowa została zlikwidowana przez ówczesnego premiera Donalda Tuska, ale zanim to się stało, doszło do olbrzymich nadużyć. W tym przypadku można mieć uzasadnione wątpliwości, czy wszystko odbyło się zgodnie z prawem, bo w wielu przypadkach rekompensaty płacono, ale kwoty były bardzo zaniżone. Wycena, o której Pan wspomniał, nie pochodzi z 2002, a z 1999 roku, kiedy Kościół tę ziemię przejmował. Później ta ziemia we Wrocławiu była sprzedawana przez pośredników i nie tylko premier Morawiecki kupił działki w tym regionie.

Natomiast to, co jest dyskwalifikujące, to nietransparentny zakup. Znajomość z kardynałem Gulbinowiczem poskutkowała tym, że Morawieccy kupili bardzo atrakcyjne działki, które w perspektywie 20 lat zapewniły im dwudziestokrotny zysk na sprzedaży. Nie ma takiego wzrostu na nieruchomościach w Polsce i dzisiaj wiemy, dlaczego Trybunał Julii Przyłębskiej orzekł, że majątki osób publicznych nie muszą być ujawniane, gdyż jest to niezgodne z Konstytucją. Jeżeli premier Morawiecki nie ma nic do ukrycia, tak jak mówi, to powinien zadbać o transparentność. Natomiast to, dlaczego chce ukrywać majątek przed opinią publiczną, jest dla mnie niezrozumiałe, a należy dodać, że negatywnie odbije się na państwie, gdyż daje przyzwolenie innym politykom partii rządzącej, którzy mogą powiększać swoje majątki niezgodnie z prawem.

Działki kupiła spółka, która powstała 10 miesięcy przed transakcją. O czym to może świadczyć?

Pytanie, co zostało zakupione razem z ziemią? Czas pewnie pokaże, co na tych działkach powstanie i wówczas dowiemy się. Dzisiaj są stawiane pytania, a premier Morawiecki powinien na nie odpowiedzieć.

Lewica żąda, by żona premiera upubliczniła swój majątek. Czy poparłby Pan taki wniosek?

Nie tylko Lewica. Chce powiedzieć, że Koalicja Obywatelska złożyła stosowny projekt ustawy, który zobowiązuje do ujawnienia majątków małżonków najważniejszych osób w państwie. Projekt ustawy znalazł się w sejmowej „zamrażarce”.

Dwa lata temu Andrzej Duda skierował do Trybunału Julii Przyłębskiej ustawę w sprawie jawności majątku rodzin najważniejszych urzędników państwowych, a kilka tygodni temu zapadł „wyrok”, że jej zapisy są niekonstytucyjne. A zatem nikt nie musi ujawniać tego typu informacji. Jak to wpłynie na życie polityczne w Polsce?

Dopóki będzie rządził obóz Zjednoczonej Prawicy, to jego politycy mają sygnał, że mogą pomnażać swoje majątki łamiąc prawo, a opinia publiczna się o tym nie dowie, bo będzie panowała zmowa milczenia. Rządy PiS-u się skończą i do tych tematów będzie można wrócić i przyjąć ustawę o jawności życia publicznego, która rozwiąże te kwestie w sposób jednoznaczny. To zaś pozwoli opinii publicznej zapoznać się z faktem, jak olbrzymie są te majątki.

Bardzo dziękuje za rozmowę.

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie