Polityka i Społeczeństwo

Macierewicz przed odejściem zastawił pułapkę na Błaszczaka? Szykuje się burza w MON

O flagowym pomyśle na nową doktrynę obronną polskiej armii, opierającą się na zdolnościach obronnych Wojsk Obrony Terytorialnej napisano już w przeciągu ostatnich dwóch lat wiele. Dziś jednak wiemy, że nowa formacja, będąca oczkiem w głowie byłego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza to gigantyczna klapa. Władza nie tylko zmuszona jest do ładowania olbrzymich pieniędzy w WOT, mimo pełnej już świadomości, że są to pieniądze wyrzucane w błoto, a nie we wzmacnianie polskiego potencjału obronnego, ale na dodatek musi robić dobrą minę do złej gry nie ogłaszając Antoniego Macierewicza największym szkodnikiem, z jakim miała do czynienia polska armia.

Pisaliśmy już na łamach naszego portalu, jakie podejście do generałów miał były szef MON i dlaczego jego upór narażał bezpieczeństwo Polski na szwank. Szef MON był zapatrzony w II RP jak w obrazek do tego stopnia, że zażądał powtórzenia jej śmiertelnego błędu z kampanii wrześniowej. Wojska miały bronić każdego centymetra ziemi za wszelką cenę, armia miała zostać rozmieszcza wzdłuż całej granicy i od tego momentu powstrzymywać przeciwnika. Ministra nie obchodziło, że tak jak wtedy, tak dziś jeszcze większą klęską zakończy się rozproszenie, nie jak wówczas milionowej, ale 100 000 armii w realiach tak długiej granicy i to w zasięgu wszystkich inteligentnych systemów ofensywnych liczniejszego przeciwnika. W takim scenariuszu wojna zakończyłaby się jeszcze szybciej niż we wrześniu 1939 roku. 

Kluczowym elementem tej bardzo niebezpiecznej doktryny wojennej były właśnie Wojska Obrony Terytorialnej, jednak stan tej formacji wojskowej okazuje się być daleki od przesadnie ambitnych planów Macierewicza. Jak donosi “Newsweek”, wojska Obrony Terytorialnej, miały do końca 2017 liczyć 13 tysięcy żołnierzy. Ale dawne kierownictwo MON ewidentnie przeszarżowało szacując liczbę chętnych do wstępowania w kamasze. Do WOT powołano dotąd 5789 ochotników. Wspiera ich kadra 1471 zawodowych żołnierzy przesuniętych do nowej formacji. Łącznie to zaledwie 57 procent zakładanego stanu. Mimo to, coraz większym problemem są rosnące koszty utrzymania tych jednostek, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich bojową użyteczność i przydatność w obliczu ewentualnego zagrożenia. Gdy do tego dodać, że według nieoficjalnych danych, w minionym roku wydano już na WOT około 1 mld złotych a w najbliższym roku sięgnąć mogą nawet 1,3 mld, kosztem m.in. będących polską chlubą wojsk specjalnych, to konflikt w siłach zbrojnych mamy gotowy.

Nowe szefostwo MON, z ministrem Mariuszem Błaszczakiem ma więc spory ból głowy. Muszą jak najszybciej znaleźć sposób, by urealnić koszty funkcjonowania WOT i przenieść większe środki tam, gdzie faktycznie wpływają na zwiększenie możliwości obronnych polskiej armii. Problem jednak w tym, że bez zmiany planów rozwoju tych jednostek, do 2020 roku konieczne jest zrekrutowanie ponad 50 tys. kolejnych ochotników i być może wydać jeszcze więcej pieniędzy na nowe centrum szkoleniowe czy infrastrukturę magazynową. Z kolei zmiana planów będzie otwartym przyznaniem racji opozycji i ekspertom, którzy przez ostatnie dwa lata nie ustawali w krytyce działań Antoniego Macierewicza. Dodatkowo, WOT mogą mieć także wartość wyborczą, bo wśród samorządowców projekt wciąż cieszy się bardzo dużą popularnością. W roku wyborczym aż żal pozbywać się takiej kiełbasy wyborczej.

Źródło: Newsweek

fot. Shutterstock/praszkiewicz

POLUB NAS NA FACEBOOKU

[wpdevart_like_box profile_id=”539688926228188″ connections=”show” width=”600″ height=”200″ header=”big” cover_photo=”show” locale=”pl_PL”]

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie