Polityka i Społeczeństwo

Ludzie władzy znaleźli dziesiątki ciepłych posad w NBP. Te fakty przyprawiają o zawrót głowy

Żony ludzi związanych z władzą, narodowcy i ciepłe posady dla tych, którzy nie sprawdzili się gdzie indziej, to polityka kadrowa NBP.

Nie ma szans, by drogą oficjalną dowiedzieć się, ilu doradców ma prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. Bank konsekwentnie odmawia ujawnienia tej listy.

Opinia publiczna wie zatem prawie wyłącznie tyle, ile ujawnią sami szczęśliwcy zatrudnieni w banku centralnym – jak ostatnio Paweł Mucha, którego Andrzej Duda od dawna chciał się pozbyć. Ponoć Mucha zarabia na nowej posadzie 25 tys. zł miesięcznie – to więcej niż głowa państwa.

Prezes NBP Adam Glapiński długo bronił tajności wynagrodzeń, ale został zmuszony do ich ujawnienia dwa lata temu, kiedy wybuchła afera z jego najbliższymi współpracowniczkami. Okazało się, że szefowa jego gabinetu Kamila Sukiennik i dyrektorka departamentu promocji i komunikacji Martyna Wojciechowska były jednymi z najlepiej opłacanych pracowników w całym banku, średnio z premiami zarabiały po niemal 50 tys. zł miesięcznie.

Według informacji ujawnionych przez dziennikarzy „Polityki”, gabinet prezesa NBP tworzy aż siedemnaście osób, dzielących się na doradców prezesa oraz tylko doradców. Do tego grona należy wspomniany już Paweł Mucha, który fuchę w NBP łączy z mandatem radnego Prawa i Sprawiedliwości w sejmiku województwa zachodniopomorskiego – jest także społecznym doradcą Andrzeja Dudy. O tym, ile zarabia w NBP dowiemy się w przyszłym roku, gdy złoży oświadczenie majątkowe – chyba, że nie złoży, bo wzorem Martyny Wojciechowskiej zrezygnuje z mandatu, aby nie musieć tłumaczyć się z zarobków.

Spokój u boku Adama Glapińskiego znalazł też Piotr Woyciechowski, który w 2017 r. stracił posadę prezesa Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. To Woyciechowski stworzył słynną listę Macierewicza, a potem razem z nim likwidował WSI. Jak mówią w partii, takich ludzi, którzy niebezpiecznie dużo wiedzą, nie można zostawić na lodzie.

Pod koniec 2019 r. w NBP odnalazł się także Filip Czuchwicki. To wychowanek senatora Grzegorza Biereckiego, który wiele lat przepracował w SKOK-ach – stracił posadę w KNF po czystce, jakiej w Komisji dokonał jej nowy szef. Stało się to po aresztowaniu Marka Chrzanowskiego, który oferował Leszkowi Czarneckiemu święty spokój w biznesie, oczekując zatrudnienia za grube miliony wskazanego prawnika. Dziś grozi mu do 10 lat więzienia. Zatrudniono tam również Andrzeja Diakonowa – zastępcę Chrzanowskiego, który przed posadą w NBP robił karierę w Ruchu Narodowym – był nawet w jego radzie programowej. Informatorzy „Polityki” potwierdzają, że Diakonow załatwił w NBP lukratywną posadę niejednemu narodowcowi – m.in. dyrektorowi departamentu audytu wewnętrznego Konradowi Bonisławskiemu, który przez trzy lata był prezesem Młodzieży Wszechpolskiej.


Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie