Polityka i Społeczeństwo

Krystian Markiewicz: Ta władza już przegrała, tylko jeszcze o tym nie wie [WYWIAD]

Z sędzią Krystianem Markiewiczem, prezesem Stowarzyszenia Sędziów Polskich IUSTITIA o zapowiedziach rządu na temat dokończenia reformy wymiaru sprawiedliwości, sędziach, prokuratorach, praworządności i społeczeństwie obywatelskim rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Rząd, po wygranych wyborach prezydenckich, zapowiada kolejne reformy, wśród których mieści się również dokończenie reformy wymiaru sądownictwa. Co rządzący mogą jeszcze „zreformować” w wymiarze sprawiedliwości, żeby jeszcze bardziej uzależnić sądy od władzy politycznej?

Krystian Markiewicz: Przede wszystkim rządzący jeszcze niczego nie zreformowali. Należy odróżnić to, czym jest reforma, a czym jest zmiana. Słowa „reforma” zakłada zmiany na coś lepszego, a w chwili obecnej takich zmian nie ma. Jeżeli chodzi o to, co najbardziej interesuje ludzi, czyli czas trwania postępowania i koszty z nim związane, to można to ująć w prostych słowach: jest dłużej i drożej. Od czasów dojścia PiS do władzy procesy są dłuższe średnio o 50%, czyli – minister Zbigniew Ziobro doprowadził do przewlekłości postępowań w sądownictwie. Do tego podrożały opłaty sądowe. Więc można powiedzieć, że zmiany dla osób, które idą do sądu, to zmiany na gorsze. Natomiast, jeżeli chodzi o tę sferę niezawisłości sądownictwa – to tutaj nastąpiło nie tyle pogorszenie, co całkowity upadek.

Jeżeli pytanie brzmiałoby, czego się obawiam w związku z dokończeniem reformy wymiaru sprawiedliwości przez obecną ekipę rządzącą? To oczywiście obawiam się dalszego upolityczniania sądów i tego, że sędziowie mogą być zawieszani za „złe” wyroki (tak jak sędzia Paweł Juszczyszyn) oraz tego, że mogą być kolejne postępowania dyscyplinarne, których przybywa każdego tygodnia. Sam mam kilkadziesiąt zarzutów. Obawiam się również tego, że w wyniku dalszych tzw. reform, niektórzy sędziowie mogą zostać wyrzuceni z zawodu. Zwłaszcza ci, którzy są niepokorni – tylko po to, żeby złamać nasz opór. Taki scenariusz będzie de facto oznaczał koniec niezawisłego sądownictwa w Polsce i koniec realnej ochrony praw i wolności obywateli. Proszę jednak pamiętać, że nie oznacza to końca walki o praworządność. Sędziowie pozbawieni zawodu nie pozostaną bierni, i na pewno nie zostawią Polaków na pastwę Ziobry i jego systemu, który tworzy. W dłuższej perspektywie praworządność zawsze zwycięża bezprawie.

Czy Pana zdaniem kolejne „reformy”, które będą miały na celu podporządkowanie sądów powszechnych i prokuratury mogą spowodować podziały na „starych” i „nowych” sędziów, „zależnych” i „niezależnych” prokuratorów tak jak to się stało w Trybunale Konstytucyjnym czy Sądzie Najwyższym? Czy istnieje takie prawdopodobieństwo?

Niewątpliwie tak. Zresztą powtarzam, że w prokuraturze jest zapewne dużo gorzej, niż w sądzie, gdzie nie ma tego hierarchicznego obowiązku wykonywania poleceń. W sądownictwie jednak są te konstytucyjne gwarancje, które chronią sędziów, przynajmniej w jakieś mierze. Natomiast w prokuraturze tego nie ma. Ich sytuacja jest bardzo trudna. Doprowadzono m.in. do tego, że doświadczeni prokuratorzy, którzy zajmowali się bardzo trudnymi sprawami, zostali zdegradowani do roli tzw. krawężników – dzisiaj zajmują się kradzieżami rowerów. To jest marnotrawienie  zasobów i kompetencji personalnych. Niedawno Izba Dyscyplinarna uchyliła immunitet prokuratorowi Józefowi Gackowi, co stanowi polityczną próbę zastraszania prokuratorów. Najwyraźniej dla pana Ziobry i jego popleczników nie jest ważna wiedza i doświadczenie, a wierność i ślepe wykonywanie poleceń ministra. Ministerstwo Sprawiedliwości decyduje o awansach prokuratorów i ich degradacji. Mamy twarde dane pokazujące, jak wielu prokuratorów zostało zdegradowanych, a ilu uzyskało „awans życia”. To wszystko pokazuje w swoich raportach niezależne stowarzyszenie prokuratorów Lex Super Omnia.

Tyle, że przez taką karuzelę personalną, którą steruje polityk, cierpi całe społeczeństwo. Śledztwa w prokuraturze się ciągną latami, albo są umarzane, bo niedoświadczeni prokuratorzy nie mają wiedzy, jak efektywnie zebrać dowody, a cześć jest zapewne sparaliżowana strachem za każdym razem, gdy w aktach przewinie się jakiś polityk partii rządzącej.  

Najgorsze jest to, że bardzo podobna sytuacja powoli zaczyna być widoczna w sądownictwie. Można mówić o wielu przykładach, gdzie z najniższych stanowisk sędziowie, wierni ministrowi, stawali się prezesami sądów wyższego rzędu, byli do nich delegowani, a nawet kandydowali na sędziów Sądu Najwyższego. Natomiast, czy to prowadzi do podziału wśród sędziów i prokuratorów? Oczywiście. Nigdy w zasadzie w sądownictwie czy prokuraturze nie było takich podziałów, że urzędnicy dzielą się na propolitycznych i apolitycznych. Mamy określenie, które funkcjonuje, czyli neo-KRS czy neo-sędzia. Oczywiście, że jest to bardzo przykre i tak nie powinno być, ale jako prawnicy nie możemy tolerować bezprawia. Nie możemy przecież nazywać sędzią kogoś, kto został tak nazwany w wadliwej procedurze. Co więcej – znaczna część owych neo, ma tego świadomość, co oznacza, że dała się zwieść politycznym awansom. Jeśli ktoś nie dostrzega nieprawidłowości owych procedur, to tym bardziej nie zasługuje na miano bycia sędzią. Dobrze jest, gdy prawnicza drużyna gra razem w interesie społecznym i wszyscy przestrzegają ustalonych zasad. Jeśli w drużynie ktoś gra nie fair, wchodzi na boisko bez spełnienia określonych wymogów, to reszta zawodników musi alarmować. Wyrok wydany przez neo-sedziego jest tak samo możliwy do zakwestionowania, jak gol strzelony przez piłkarza na dopingu. A przecież każdy, kto idzie do sądu, powinien nie mieć wątpliwości, że to prawdziwy sędzia wydał wyrok w jego sprawie i że ten wyrok jest ważny. Jedną z najważniejszych cech wymiaru sprawiedliwości jest kwestia jego stabilności. Oczywiście, zawsze jedna ze stron, która usłyszy wyrok, będzie niezadowolona, ale mimo wszystko stabilność jest dla obywateli najważniejsza, gdyż w obecnej sytuacji niektóre sprawy mogą być powtarzane właśnie ze względu na to, co zrobiła obecna władza. Trybunały Europejskie mogą niebawem potwierdzić moje obawy i staniemy przed problemem, co zrobić z setkami czy tysiącami, jeśli nie milionami, takich spraw. Mam, niestety, wrażenie, że obecna władza celowo tworzy system, który wciąga jak polityczna sekta (żeby nie użyć ogranego już określenia „kasta”). Kusi różnymi benefitami sędziów czy prokuratorów, wiedząc o tym, że tracą oni szacunek w środowisku, i że to wywołuje różne w nim podziały. Ale wtedy tacy, którzy zgodzili się przyjąć różne awanse uzależniają się od Ministra Sprawiedliwości i jego ludzi, muszą wykonywać ich polecenia, są też skazani na towarzystwo osób, które zachowały się w podobny sposób. Należą do grupy tych, którzy wobec siebie grają w grę, w której się wspierają, wzajemnie podpisują na różnych listach, integrują na komunikatorach, a po plecach poklepują ich politycy. I wszyscy w tym gronie udają, że są normalnymi sędziami. Po pewnym czasie jednak stają się twardym jądrem bezprawnego systemu, można powiedzieć – politykami w togach. Znamy takie mechanizmy z historii różnych systemów totalitarnych. Dlatego, jako IUSTITIA, stale powtarzamy sędziom, aby nie przekraczali czerwonej, politycznej linii.

Wspomniał Pan o obecnej sytuacji w systemie sprawiedliwości. Jak bardzo ten chaos się pogłębi, jeżeli rząd domknie system? Jakie pojawią się kolejne zagrożenia dla obywateli i sędziach?

Monitorujemy sytuację, prowadzimy badania i analizy (bo ministerstwo tego nie zrobi – wie jak to wygląda). Spodziewamy się katastrofy. Powiedziałem, że dynamicznie postępuje głęboka zapaść w sądownictwie. Mija pięć lat rządów i ta sprawność sądów jest coraz gorsza. I z roku na rok, moim zdaniem, będzie tylko gorzej. Nie mam żadnych dobrych informacji dla obywateli, obojętnie czy to będzie sprawa spadkowa, sprawa o wynagrodzenie pracownika, czy spór miedzy przedsiębiorcami. Na dodatek ministerstwo Ziobry stara się ukryć różne informacje. Przez długie lata resort publikował statystyki na temat pracy sądów, ale jak dane w wyniku reformy zaczęły się pogarszać, zaprzestano publikacji. Co więcej, w ustawach, które miały wspomóc w walce z koronowirusem, słynnych tarczach, wprowadzono przepis, który zakazuje prezesom sądów publikacji tych danych za ubiegły rok! To pokazuje, jak minister i jego współpracownicy chcą ukryć swoją porażkę. Czas, aby to dotarło do obywateli naszego kraju, bo sądy są przecież ich – bo rozstrzygają ich sprawy.

Natomiast, jeżeli chodzi o domknięcie systemu, to ma Pan rację, że system już jest domykany. Pytanie – co by musiało się jeszcze stać, żeby stwierdzić, że nie mamy już niezależnego sądownictwa? W obecnej chwili trudno mi powiedzieć. Idziemy w bardzo złym kierunku, tylko niestety – nie  jesteśmy na początku drogi, ale już na jej końcu. Sędziowie i prokuratorzy są tym już bardzo zmęczeni i obawiam się, że te negatywne skutki dla społeczeństwa będą coraz mocniej odczuwalne. Niezależność sądów nie opiera się obecnie na gwarancjach instytucjonalnych, a na sile i odwadze sędziów wspieranych przez wolnych ludzi. Dlatego apeluję – nie zostawiajcie niezależnych sędziów i prokuratorów, wspierajcie ich jak tylko możecie. Nawet poprzez śledzenie i udostępniania naszych wydarzeń w mediach społecznościowych.

Biorąc pod uwagę sytuację związaną z praworządnością, czy zgodziłby się Pan z stwierdzeniem, że PiS może zmienić Konstytucję bez większości konstytucyjnej?    

Tak, gdyż to dzieje się to od kilku lat. Najlepszym przykładem jest ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Nie tylko w moim przekonaniu te przepisy są niezgodne z Konstytucją, a tym samym zmieniono regulacje konstytucyjne dotyczące wyboru członków do KRS. Tylko, że jeżeli wcześniej przez polityków został przejęty i ubezwłasnowolniony  Trybunał Konstytucyjny, to niestety – nie ma kto tego badać. Prawo nie jest potrzebne, wtedy, kiedy jest „dobrze” – tylko ma działać wtedy, kiedy następują trudne czasy. Rządzący, mając obecnie dwie władze, czyli ustawodawczą i wykonawczą i przenikając między jedną a drugą, dobrze wiedzą, że w normalnym systemie prawnym są instytucje, gdzie sąd wymierza sprawiedliwość. W moim odczuciu dlatego im tak bardzo zależy na sądach, żeby nikt z obozu władzy nie poniósł odpowiedzialności karnej i cywilnej za obecne działania, które, jak podnosi wielu komentatorów i ekspertów, są nielegalne. Natomiast naszą rolą – sędziów, prokuratorów i obywateli – jest to, żeby tak się nie stało, by to co zostało wywalczone w 1989 roku zostało zachowane, tzn. odrębność władzy sądowniczej.

Ostatnie negocjacje na szczycie Unii Europejskiej pokazały, gdzie, jako państwo, jesteśmy. Naszym sojusznikiem są Węgry, gdzie nie ma wolnych mediów i niezależnych sądów, gdzie sędziowie boja się wypowiadać. Tymczasem polski premier razem z premierem Węgier walczy, by wypłata środków unijnych nie była uzależniona od praworządności, czyli od tego, by Polacy mieli ochronę swoich praw i wolności przez bezwzględną władza polityków. Premier, walcząc o brak takich powiązań, przyznaje przecież, że coś jest nie tak z naszą praworządnością i są pewnie plany na jeszcze większe jej zniszczenie. A czy Premier się zastanowił, co by było, gdyby np. w Niemczech do władzy doszli neofaszyści, zaczęli wprowadzać dyktaturę i dokonali aneksji polskich ziem zachodnich? Czy dla nas praworządność w innych krajach UE naprawdę nie ma znaczenia?

Strasznie przykry ten polityczny egoizm motywowany utrzymaniem władzy. Obawiam się że idziemy w kierunku Turcji, gdzie zamyka się sędziów w więzieniach. Pytanie – czy chcemy odpuścić, czy będziemy dalej protestować przy wsparciu społeczeństwa? Zapewniam, że Stowarzyszenie Sędziów Polskich IUSTITIA zrobi co się da by politycy PIS nie wprowadzili w Polsce scenariusza węgiersko-tureckiego.

W wyniku wprowadzenia zasady praworządności otrzymamy dożo mniej pieniędzy z Unii Europejskiej. Czy nie sądzi Pan, że PiS może wstrzymać się z reformą sądownictwa, żeby w następnym budżecie europejskim Polska nie była również objęta zasadą praworządności?

Trudno mi powiedzieć, gdyż następne negocjacje budżetowe będą za kilka lat. Wydaje mi się, że istotne będzie to, jak teraz będą się zachowali. Wiadomo, że nowy system, który został teraz wprowadzony w ramach negocjacji budżetowych, był skonstruowany w taki sposób, że uzależnia wypłacanie środków od przestrzegania praworządności. Pytanie jest takie – czy Unia będzie chciała skorzystać z tych narzędzi? Owszem są mniejsze kwoty, tak jak Pan zauważył, ale mogą być jeszcze mniejsze, jeżeli Komisja Europejska stwierdzi, że nie przestrzegamy praworządności i zaleceń instytucji europejskich. Myślę, że wtedy złagodzenie kursu nastąpiłoby błyskawicznie, a nie w perspektywie sześciu lat do następnych negocjacji budżetowych. To też jest pytanie nie tylko o kondycję Polski, ale też Unii Europejskiej. Pamiętamy, że różne były wypowiedzi na temat, że Europa nic nam nie może zrobić, a jak się okazuje – ma narzędzia. I na pewno będzie ich intensywnie poszukiwać i konstruować. 

Ta moja wypowiedź nie oznacza, że straciłem w wiarę w instytucje europejskie, co nie oznacza, że nie oczekiwałbym szybszego, precyzyjnego i bardziej zdecydowanego działania. Najlepszym przykładem na słabość Europy jest przykład sędziego Juszczyszyna, którego Izba Dyscyplinarna Sadu Najwyższego zawiesiła w czynnościach sędziego i zabrała niemal połowę uposażenia, a instytucje unijne nie zareagowały. Podobnie – ta sama Izba proceduje w celu odebrania immunitetu Igorowi Tuleyi za to, że miał odwagę nakazać prokuraturze dalsze prowadzenie postępowania niewygodnego dla PiS. Unia Europejska, która szczyci się swoimi wartościami, powinna umieć przeciwdziałać takim wydarzeniom i to szybko, żeby zastraszenia sędziów nie postępowało. Wspólnota europejska powinna zrozumieć, że ci, którzy niszczą demokrację i rządy prawa, działają szybko i spodziewają się tego, że zanim UE zacznie działać, zbudują podporządkowany sobie system.

Wspomniał Pan o sędziach Pawle Juszczyszynie i Igorze Tuleyi, prokuratorze Józefie Gacku, którzy stali się pewnego rodzaju symbolami. Natomiast, biorąc pod uwagę, że wchodzimy w czasy dyktatury i zachodzi dylemat pomiędzy niezawisłością a karierą, to po której stronie opowiedzą się sędziowie i prawnicy innych zawodów?  

To jest bardzo dobre pytanie. Mogę powiedzieć, że jestem zbudowany postawą sędziów. Jeżeli patrzę na zachowanie sędziów i nie tylko sędziów z IUSTITII. Jeśli spojrzeć na podejmowane uchwały samorządu sędziów w każdym zakątku Polski, to nie znajdziemy ani jednej, która by popierała „reformy” ministerstwa. Widziałem sędziów w Warszawie na Marszu Tysiąca Tóg, gdzie mimo trudności ze strony prezesów sądów, mimo prób zastraszania, przyjeżdżali do stolicy. Szliśmy ręka w rękę z innymi sędziami z całej Europy, z 30 000 manifestujących obywatelek i obywateli. To są rzeczy ważne. To nas umacnia.

Jako stowarzyszenie, które reprezentuję, pokazujemy to, że każdy sędzia, który będzie prześladowany przez obecną władzę, może liczyć na naszą pomoc. To wszystko jest odpowiedź na Pana pytanie, ponieważ, gdyby sędzia był zostawiony sam sobie, to wtedy w perspektywie kolejnych trzech lat łatwiej można byłoby go złamać. Natomiast, jeżeli jest ta solidarność, to zasadą jest przyzwoite zachowanie, a wyjątkiem karierowiczostwo w złym znaczeniu. Uważam, że przy pomocy innych ludzi jesteśmy w stanie utrzymać tę niezależność, choć, jak wspomniałem – będzie coraz trudniej.

Natomiast wiele też będzie zależało od współpracy z innymi zawodami prawniczymi. Niezwykle ważne jest też wsparcie społeczne, instytucji pozarządowych i europejskich. Jestem przekonany, że gdyby tego nie było to na pewno nie byłoby takiego oporu. Było przecież kilka kongresów sędziów, potem prawników, następnie  Łańcuchy Światła i wiele innych inicjatyw. Przez te kilka lat to jest stały i mocny sprzeciw przeciwko temu, co się dzieje. Szczerze mówiąc, oczekuję tego samego od jak największej grupy obywateli, bo owszem, wygodnie jest siedzieć w fotelu i mówić, że się na to nie godzimy, ale niektóre rzeczy należy po prostu wykrzyczeć głośno. Nie da się bronić wolności milcząc. Sędziowie powinni słyszeć społeczny głos, to naprawdę daję im siłę i wiarę w to, że wrócimy do czasów, gdy mogliśmy skupić się na naszej pracy.

Czy Pana zdaniem, po pięciu latach poczucia klęski, polskie społeczeństwo jest jeszcze w stanie się zmobilizować, jak na początku dewastowania instytucji i całego państwa?

Wie Pan, gdybym chciał być brutalny, to powiedziałbym, że to politycy przegrywają wybory przez ostatnie pięć lat. To jednak temat na odrębną dyskusję. Nie chcę generalizować. Odnosząc się do środowiska prawniczego – powiem przewrotnie – ostatnie pięć lat jest jednym z najlepszych okresów dla sądownictwa.

To znaczy?

Mimo, że politycy chcą nas złamać i dokończyć swoją reformę, to też trzeba powiedzieć, że nigdy nie widziałem tak ogromnego ruchu sędziowskiego w obronie praworządności. W czasie Marszu Tysiąca Tóg, kiedy przybyli do Warszawy sędziowie z Europy i innych państw – sami mówili, że przez całe życie czegoś takiego nie widzieli. Sędziowie z całej Europy ramię w ramię z sędziami polskimi, w togach, na ulicy, w obronie praworządności!

Natomiast, wracając do Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich z 2016 roku. Był na nim obecny węgierski sędzia Baka. To były prezes Sądu Najwyższego, sędzia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, symbol walko o niezależność węgierskiego sądownictwa. Dzień przed Kongresem powiedział mi jedną rzecz: „Zazdroszczę Wam odwagi. Bo my przespaliśmy ten moment, milczeliśmy, a potem  było już po nas”. Gdybyśmy tutaj w Polsce nie stanęli twardo w obronie praworządności, to wymiar sprawiedliwości byłby już w rękach polityków. Podobnie, jak stało się to z prokuraturą w Polsce, gdzie jedyną wyspą niezależności jest stowarzyszenie prokuratorów Lex Super Omnia.

Sędziowie wyszli z sądów, spotykają się z ludźmi w różnych miastach, na festiwalach, w kafejkach prawnych. Dla mnie to jest droga i pewnego rodzaju zwycięstwo, że wyszliśmy do ludzi. Może tego kontaktu z społeczeństwem wcześniej było mniej, ale teraz, w wyniku działań rządu, to nadrabiamy. W ogromnej większości nie daliśmy się złamać ani kupić władzy, a współpracujemy ze społeczeństwem obywatelskim. To jest znakomita okazja do tego, żeby zrobić dużo dobrych rzeczy, mamy w planach dużo różnych projektów społecznych

Natomiast, patrząc na możliwości, jakie dają media społecznościowe i społeczeństwo obywatelskie, można powiedzieć szczerze, że są narzędzia, żeby temu złemu państwu powiedzieć: nie. Owszem, obecna władza proceduje swoje haniebne  ustawy, ale to nie oznacza, że złamała społeczeństwo obywatelskie. Przeciwnie, obserwuję jego rozkwit, podobnie jak widzę dynamiczną współpracę prawników z organizacjami pozarządowymi. To upoważnia mnie do stwierdzenia, że ta władza już przegrała tylko jeszcze o tym nie wie, bo nie przejęła dusz sędziów, a nieświadomie zbudowała solidarność międzyludzką i zaaktywizowała społeczeństwo obywatelskie. To jest chyba jedyne „osiągnięcie” Ministerstwa Sprawiedliwości.

Do Sądu Najwyższego wpłynęło już prawie 6 tysięcy protestów wyborczych i to jeszcze nie koniec. Czy, Pana zdaniem, Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych podczas rozpatrywania tych protestów pozostanie niezawisła?

Ona w ogóle nie jest sądem, a jeżeli nim nie jest, to nie może być niezawisła. To jest po prostu izba polityczna. Jeżeli ktoś powołuje dwie nowe izby i obsadza je w 100 procentach „swoimi” ludźmi z politycznego nadania, to pytanie – po co to robi? Po to, żeby mieć nad tym pełną kontrolę. Nie mam najmniejszych wątpliwości, jakie będzie rozstrzygnięcie. Alarmowaliśmy na samym początku, że może nadejść taka chwila, ale niestety, dopiero teraz następuje pobudka. Oby tylko nie było jak u Kochanowskiego, „nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed, i po szkodzie głupi”.

Obecnie procedura powoływania sędziów wygląda następująco: najpierw mamy prezydenta lub ministra Zbigniewa Ziobrę, którzy ogłaszają konkurs. Drugim etapem jest KRS, gdzie jest 25 członków, a 23 wybierają politycy, oni przedstawiają wniosek o powołanie sędziego. Samorząd sędziowski został w praktyce wyeliminowany. Na samym końcu mamy prezydenta, czyli znowu polityka. Jeżeli się godzimy na to, że prezydent lub minister będzie wskazywał palcem, kto sądzi jakąś sprawę, to trzeba być niespełna rozumu, żeby mówić, że taki organ jest niezależnym sądem.

Opisał Pan, jak wygląda procedura powoływania sędziów. Czy nie sądzi Pan, że przez kolejną ekipę rządzącą, może zostać ona jednak zachowana, gdyż z punktu widzenia władzy jest to bardzo wygodne?    

Owszem, tak – obawa jest zawsze. Zapewniam jednak, że będę przeciwko temu protestował, tak samo, jak robię to teraz. Bo to nie jest tak, że zacząłem protestować, bo PiS doszedł do władzy, a PO straciło władzę. Protestowałem przeciwko likwidacji małych sądów, którą wprowadzał minister Gowin w rządzie PO. Wysyłaliśmy również żółte kartki do premiera Tuska. Nasza rola polega na tym, żeby bronić niezawisłości sądów. Zawsze. Niezależnie od tego, kto rządzi.

Chcemy stworzyć regulacje prawne, które będą Polkom i Polakom służyły na lata, które zabezpieczą sądy przed wpływami polityków, a z drugiej strony zapewnią im sprawne działanie. Dlatego powołaliśmy Społeczną Komisję Kodyfikacyjną, gdzie zasiadają przedstawiciele wszystkich zawodów prawniczych i pracujemy tam nad docelowymi regulacjami. Zrobiliśmy tak dlatego, że minister Ziobro na początku swoich rządów rozwiązał działającą od 30 lat Komisję Kodyfikacyjna.

Dziwię się, że politycy opozycji mając cztery lata, nie stworzyli żadnego sensownego aktu prawnego. Nie potrafię tego zrozumieć. Dobra ustawa, która będzie miała na celu zabezpieczenie obywateli przed takim scenariuszem, o którym Pan wspomniał, musi być dobrze przygotowana. Nad tym należy pracować. Jako IUSTITIA składaliśmy kilka już projektów, które miały na celu odseparowanie sądów od polityki, a przede wszystkim od nadzoru Ministra Sprawiedliwości. Widzimy wszyscy doskonale, że ten ostatni jest tak samo nieudolny, jak szkodliwy. To są rzeczy, które można robić tu i teraz.

Jeżeli ktoś nie ma odwagi lub potrzeby, żeby chodzić pod sądy i protestować, to uważam, że jego obywatelskim obowiązkiem jako prawnika jest praca nad takimi projektami lub pomoc osobom, które potrzebują porad prawnych. Każdy z nas coś może dać i każdy powinien sobie zadawać pytanie – co dzisiaj zrobiłem dla tego kraju, dla wolności? Nie oczekujmy, że nam wszystko z nieba spadnie, tylko wymagajmy od siebie. Najpierw od siebie. Jeśli nie zrobimy nic, to o takich zagrożeniach będziemy mówili cały czas. Tego musimy być świadomi. Obudźmy się, walczmy wszyscy o naszą praworządność. Nie liczmy tylko na sędziów.

Bardzo dziękuję za rozmowę.    

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie