Polityka i społeczeństwo

Klęska PiS. Będą zmiany w unijnych traktatach marginalizujące Polskę

Klęska PiS. Będą zmiany w unijnych traktatach marginalizujące Polskę
Fot. Flickr

Coraz więcej wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość swoją polityką może doprowadzić do całkowitego rozłamu wewnętrznego w Unii Europejskiej. Okazuje się bowiem, że cierpliwość tracą już kolejni przywódcy kontynentu. Szczególnie niepokojące jest natomiast to, że o poddaniu się w walce o spójność wspólnoty mówią otwarcie nawet Niemcy. Wprawdzie Berlin wspierał już poprzednio koncepcje Europy dwóch prędkości, koncentrujące się na integracji wokół Strefy Euro, jednak do tej pory były to tematy tabu, których przywódcy woleli unikać. Sama Angela Merkel przerwała milczenie w kluczowej sprawie jaką są traktaty unijne, opowiadając się za ich zmianą, która umożliwiłaby większą integrację strefy euro, co byłoby przejściem koncepcji Europy dwóch prędkości ze sfery słów, do stania się twardą rzeczywistością.

“Większa integracja w strefie euro możliwa będzie w niektórych punktach tylko po zmianie traktatów”

Jest o wypowiedź istotna, ponieważ pada już w czasie kampanii wyborczej, w czasie której kanclerz stara się być dyplomatyczna, co pokazuje zaostrzanie się także nastrój społecznych na zachodzie Europy w kierunku bardziej zdecydowanych działań.

Oczywistym jest, że Polska powinna dążyć do zatrzymania powstania takiego decyzyjnego rozwarstwienia. Ze słów prezydenta Francji możemy dojść do wniosku, że docelowo miałoby dojść do powołania ministra finansów strefy euro i stworzenia odrębnego budżetu dla eurozony. Emmanuel Macron już nie raz w polityce europejskiej wypowiadał słowa, które Niemcy popierają, ale same nie chcą mówić o tym głośno. Taki scenariusz oznaczałby koniec spójności ekonomicznej wspólnoty i rozbicie jej na dwa obszary gospodarcze, z których logicznym jest, że centrum integracji i strefą budowania konsensusu w Europie stała by się Strefa euro, a nie Unia Europejska.

Jaka odpowiedzialność leży po stronie rządu PiS?

Wbrew pozorom winą PiS nie jest sam sprzeciw wobec wielu postulatów dalszej integracji wspólnoty. Niestety wiele pomysłów jakie krążą po kontynencie jako propozycje recepty na kryzys gospodarczy Europy, są niczym więcej jak szkodliwą iluzją równą tezom w stylu “jak to 500+ napędza gospodarkę”. Europa znalazła się na zakręcie nie tylko z powodu kryzysu gospodarczego czy strukturalnego Unii, ale przede wszystkim z powodu braku logicznej wizji polityki gospodarczej. Plany Paryża i Berlina na dalsze biurokratyzowanie strefy euro tej sytuacji nie naprawią, dlatego nie powinniśmy sprzeciwiać się Europie dwóch prędkości z powodu zazdrości, że nie zasiadamy przy stole decyzyjnym eurozony. Przyczyna jest zupełnie inna.

Polska racja stanu wymaga innej polityki gospodarczej niż wielu zachodnich liderów lobbuje, stąd ważny jest głos i wpływ naszego regionu na rozwiązania obowiązujące w całej wspólnocie. Rolą rządu miało być szukanie formy konsensusu, który polskie obawy zawiera. W amerykańskiej polityce istnieje powiedzenie “words are cheap”, którego nasi włodarze o tyle nie zrozumieli, co użyli w złej wierze. Rząd w Warszawie, jeśli chciał kierować się polskim interesem, to powinien działać według zasady handlu wymiennego.

Publiczne popieranie integracji, uśmiechy do kamer, łagodny, dyplomatyczny ton, czy budowanie jak największego pola do rozmów i budowania zrozumienia polskiego stanowiska nic tak naprawdę nie kosztuje, ale tworzy nastrój przychylności, aby nasze racje zostały wysłuchane. Za zamkniętymi drzwiami gabinetów Brukseli rząd ma przestrzeń do negocjacji, nawet w twardym stylu, ale opartych na argumentach, liczbach i propozycjach wzajemnych korzyści dla naszych partnerów, które będą wynikać z proponowanych zmian.

Tymczasem rząd zamiast budować atmosferę zgody, atakuje partnerów we wszystkich możliwych mediach. Zamiast uśmiechu jest wrogość i 27:1, zamiast dyplomacji jest stawianie sprawy na ostrzu noża. Zamiast twardego negocjowania za zamkniętymi drzwiami mamy groźby w telewizji i nie wysyłanie delegatów na spotkania, gdzie właśnie negocjuje się europejskie polityki. Zamiast budowania płaszczyzn do rozmów i budowania zrozumienia polskiej racji mamy festiwal obrażenia się i wypominania wszystkim naokoło braku “doświadczenia”.

To dzięki działaniom PiS Europa dwóch prędkości może dziś stać się faktem. Bez arogancji naszej władzy, tendencjeado integracji strefy euro zamiast całej Unii i tak mogłaby wśród elit dominować, ale nie miałby tak dużych szans na realizację, ponieważ nie zyskałyby społecznego poklasku i zrozumienia. Nawet brak zgody na przyjęcie uchodźców nie rozstrzygało sprawy. Rząd mógł szukać kompromisu i choćby realnej formuły uszczelniania granic, jednak PiS-owi tak naprawdę nie zależało na rozwiązaniu kryzysu migracyjnego, ale na jego politycznym skapitalizowaniu. Dlatego zamiast negocjacji rozwiązań mieliśmy medialną nagonkę.

Dziś, gdy w UE dojdzie do kluczowych decyzji dotyczących jej przyszłości stoimy wyizolowani. Jednym naszym narzędziem pozostaje ciągły opór i medialny krzyk, ponieważ zaufanie i płaszczyzny komunikacji miedzy Warszawą i innymi stolicami zostały zniszczone. Jest to nic innego jak doskonały pretekst, czy wręcz zaproszenie do integracji Zachodniej Europy bez udziału swoich problematycznych środkowoeuropejskich sąsiadów.

Źródło: interia.pl

Fot. Flickr/European Council

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie