Polityka i Społeczeństwo

Karolina Zbytniewska: Unia Europejska musi przypominać swoim obywatelom, jaki był cel jej powstania [WYWIAD]

– Unia Europejska musi przypominać swoim obywatelom to, jaki był cel jej powstania. I jak przyjęto środek dojścia do tego celu. Celem był, i jest, pokój. Zaś środkiem była współpraca, która z czasem obejmowała coraz więcej dziedzin. Nie dlatego, by zrobić komuś na złość, ale dlatego, bo tak się opłaca wszystkim.
Nie bez powodu kolejne państwa chciały i chcą dołączać do wspólnoty, gdy widzą, jakie płyną z tego korzyści. Kiedyś Polska marzyła o Europie. Dziś nasi politycy zdają się o tym zapominać i wracać do idei Europy, którą znamy z historii przedwojennej. –
Z Karoliną Zbytniewską, redaktorką naczelną portalu Euractiv o Unii Europejskiej rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: James Cameron zupełnie niechcący wyprowadził Wielką Brytanię z Unii Europejskiej. Rządząca Polską od sześciu lat Zjednoczona Prawica coraz bardziej otwarcie idzie na wojnę z Unią i mimochodem inicjuje prawny Polexit. Czy rzeczywiście Europa skręca na prawo i dąży do przekształcenia się w luźny związek gospodarczy?

Karolina Zbytniewska: Moim zdaniem – nie. W tym kierunku dążą niezmiennie niektóre siły polityczne. Pamiętajmy, że populiści, którzy zostali zaproszeni niedawno do Warszawy, rządzą tylko w dwóch państwach członkowskich Unii Europejskiej: w Polsce i na Węgrzech, o których trudno powiedzieć, że wyznaczają kierunek, którym podąża cała Unia Europejska. Jednak na pewno polscy i węgierscy politycy u władzy narzucają jeden z kierunków patrzenia na integrację europejską.

Czy, Pani zdaniem, populistom udaje się narzucić Unii Europejskiej swoją narrację?

Nie. Jedyne, co się udaje, to przymuszanie Europy do koncentracji na tematach zastępczych. Mamy kryzys zdrowia publicznego, który doskwiera głównie państwom Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ to w krajach nowej Unii jest szczególnie wysoki odsetek zgonów per capita. Wzrastają ceny energii, a inflacja szaleje. Putin i Łukaszenka prężą muskuły, Chiny walczą o dominację z Zachodem, którego jesteśmy częścią – choć zachowujemy się tak, jakby nieszczególnie to nam pasowało. Zamiast stawiać czoło tym wyzwaniom wspólnie, rządzący nakręcają nieistniejące konflikty i falę niechęci w stosunku do Unii Europejskiej i Niemiec.

Niedawno w Warszawie odbyło się spotkanie przedstawicieli europejskiej skrajnej prawicy The Warsaw Summit. Podczas wydarzenia mieli spotkać się liderzy 13 europejskich partii politycznych. Co Pani o tym sądzi?

Jest to kolejne podejście do tematu utworzenia wspólnej partii prawicowych populistów, które zakończyło się fiaskiem. Ale też sukcesem PR. Dowodem na ten sukces jest to, że o tym rozmawiamy, że napisali o tym wszyscy najważniejsi, my w EURACTIV.pl, ale też Politico i EUobserver. Mało to konstruktywny sukces pijarowy, bo spotkanie eurokrytyków podważa zaufanie do Unii, ale też bo nic nie udało się populistom wskórać. Umówmy się – międzynarodówka nacjonalistów to oksymoron. Przyrównałabym znaczeniem to spotkanie populistów do odbywającej się niemal jednocześnie wizyty w Polsce lidera węgierskiej opozycji Petera Marki-Zaya, który spotkał się z przedstawicielami polskiej opozycji. On prezentuje dokładnie odwrotną od prawicowych populistów wizję – mimo że jest politykiem konserwatywnym – to jednak zdecydowanie proeuropejskim i prodemokratycznym.

Czy stosunkowo niska frekwencja podczas The Warsaw Summit świadczy o tym, że reszta europejskich nacjonalistów nie jest zainteresowana budowaniem nowej frakcji? A może w tym chórze eurosceptyków jest zbyt wielu solistów, by potrafili się dogadać?

Jeden powód jest taki, że – jak wspomniałam – trudno budować ponadnarodową frakcję polityków nacjonalistycznych. Drugi powód to walka o władzę i o to, kto będzie rozdawał karty w przyszłej frakcji. A każdy chciałby rządzić. To, że nacjonaliści są teraz podzieleni na dwie grupy w Parlamencie Europejskim, pozwala większej ich liczbie posiadać lukratywne stanowiska liderów i wiceliderów frakcji. No i na przykład włoska Liga i Bracia Włosi: mimo że obie partie łączy postawa eurokrytyczna, antyuchodźcza, szczepionkosceptyczna i nacjonalistyczna, to jednak dzieli ich walka polityczna o ten sam elektorat. Opłacają się im więc dwie różne frakcje i tak Liga jest w Tożsamości i Demokracji wraz z francuskim Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen, a Bracia z PiSem w EKR.

Jakie są szanse na to, żeby na bazie niechęci do instytucji europejskich rzeczywiście powstała nowa frakcja w Europarlmanecie?

Już teraz prawicowi populiści są podzieleni na dwie frakcje i jest to – jak opisuję – układ dla nich wygodny. Myślę, że powstanie nowej frakcji, o ile nastąpi, to nie szybko. Na pewno nie przed wyborami na Węgrzech. Orban walczy bowiem o tytuł lidera skrajnej europejskiej prawicy z Polakami. Jeśli przegra wybory, jego pozycja negocjacyjna spadnie. Tak czy siak, jeśli powstanie jedna frakcja, lider będzie tylko jeden – a jego pozycję chciałby każdy z liderów populistycznych partii.

Jeżeli doszłoby do powołania do życia nowej frakcji, to jak zmieniłby się układ sił w Parlamencie Europejskim? Jak zjednoczenie nacjonalistycznych populistów i eurosceptyków wpłynęłoby na całą wspólnotę? 

Jedyną możliwością walki z prawicowym populizmem i chęcią powrócenia do Europy narodów jest przekonanie obywateli państw członkowskich do potrzeby ściślejszej integracji europejskiej opartej na zasadach porozumienia i współpracy. Jak wiemy, w nowej umowie koalicyjnej Niemiec, które są najsilniejszym graczem w wspólnocie, jest idea tworzenia federacji europejskiej. To idea towarzysząca integracji europejskiej od początku, wciąż jednak nie weszła w życie. Jednak pamiętajmy też, że sama integracja europejska – i wynikająca z niej Europa pokoju i dobrobytu – była kiedyś utopią, która jednak stała się rzeczywistością.

Unia Europejska musi przypominać swoim obywatelom to, jaki był cel jej powstania. I jak przyjęto środek dojścia do tego celu. Celem był, i jest, pokój. Zaś środkiem była współpraca, która z czasem obejmowała coraz więcej dziedzin. Nie dlatego by zrobić komuś na złość, ale dlatego, bo tak się opłaca wszystkim. Nie bez powodu kolejne państwa chciały i chcą dołączać do wspólnoty, gdy widzą, jakie płyną z tego korzyści. Kiedyś Polska marzyła o Europie. Dziś nasi politycy zdają się o tym zapominać i wracać do idei Europy, którą znamy z historii przedwojennej.

Czy następna konferencja ideowa, która została zaplanowana za kilka miesięcy w Hiszpanii ma szansę zakończyć się bardziej konkretnymi rezultatami?  

To zależy od wyniku wyborów na Węgrzech i nastawienia liderów pozostałych partii. Problemy, przed jakimi stoi europejska prawica nie znikną i wciąż trzeba będzie uzgodnić, kto powinien stanąć na czele takiej frakcji.

Bardzo dziękuję za rozmowę.   

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie