Gospodarka

Gospodarcze katastrofy rządu Morawieckiego. Obnażamy niewygodną prawdę o obietnicach władzy

Niedawno minął rok od medialnego show z udziałem Mateusza Morawieckiego, który przed telewizyjnymi kamerami stukał w Szczecinie małym młoteczkiem w pozłacaną pamiątkową tabliczkę. W ten sposób „kładł stępkę” pod nowy, oczywiście największy, prom dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Eksperci zwracali uwagę, że stępkę kładzie się pod statki już budowane w oparciu o jakiś konkretny projekt. W tym wypadku nie było ani projektu, ani finansowania, ani nawet stoczni. Tzw. reaktywacja stoczni szczecińskiej przez rząd polegała na przemianowaniu przez Morawieckiego na „stocznię” utworzonego jeszcze za rządów koalicji PO-PSL Szczecińskiego Parku Przemysłowego. Pomiędzy 2010 i 2015 rokiem na terenach dawnej Stoczni Szczecińskiej zbudowano m.in. szatniowiec (budynek, z którego mogą korzystać pracujący stoczniowcy), doprowadzono bocznicę kolejową i zakupiono nowoczesne plazmowe maszyny do cięcia metalu. Wszystkie te inwestycje miały wspierać małe, prywatne firmy, które działają na terenie dawnej stoczni i – w przeciwieństwie do projektów Morawieckiego – faktycznie remontują, a nawet wodują niewielkie jednostki dla zagranicznych i polskich odbiorców. Te firmy przed rokiem 2015 zatrudniały kilka tysięcy ludzi, z tego ponad 2 000 pracowało na terenie dawnej stoczni.

Przez cały miniony rok wokół „stępki” nic się nie działo, poza kradzieżą pozłacanej tabliczki. Istniejące prywatne firmy odcięto od publicznych zamówień. Teraz jednak wysłannicy rządu chodzą w panice do prezesów tych firm proponując, aby w zamian za finansowe wsparcie budowanej przez siebie jednostki, wodowali pod szyldem państwowej stoczni szczecińskiej. W ten sposób realna katastrofa inwestycyjna mogłaby zostać przez Morawieckiego przykryta propagandowym „sukcesem”.

Podobnie jest z programem Mieszkanie Plus, w ramach którego w ciągu 10 lat PiS obiecało oddanie 3 milionów mieszkań. Tę liczbę wciąż można znaleźć na portalu promującym państwowy program Mieszkanie Plus. Dalej jednak wszystkich próbujących znaleźć szczegóły na temat zaawansowania czy konkretnych rozwiązań programu wita na rządowym portalu zdanie nieodparcie nawiązujące swoją stylistyką do „Misia” Barei: „Obecnie program Mieszkanie Plus przechodzi gruntowną reorganizację, stąd część informacji może być już nieaktualna”.

Mateusz Morawiecki uroczyście i przed kamerami oddał klucze do kilkudziesięciu mieszkań w Jarocinie i Białej Podlaskiej. Były to jednak mieszkania, których budowę rozpoczęto wcześniej, w ramach działającego od połowy lat 90. programu TBS (Towarzystwo Budownictwa Społecznego). Morawiecki dokonał tylko propagandowego zabiegu zmiany loga. Terminy oddania do użytku jakichkolwiek lokali pochodzących naprawdę z programu Mieszkanie Plus ciągle się odsuwają. „Mamy jasny cel” – powiedział właśnie w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej najbliższy współpracownik premiera Morawieckiego minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński – uruchomić budowę 100 tys. mieszkań do końca 2019 roku. Na różnym etapie realizacji: w budowie i w przygotowaniu”. Zatem pierwsze poważniejsze inwestycje (lub ich „przygotowanie”, czyli kolejna propagandowa zapowiedź) mają zatem ruszyć dopiero po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. W ten sposób w do końca całej kadencji rządów PiS nie będzie można zweryfikować jednej z najważniejszych wyborczych obietnic tej partii.

Na razie w deklaracjach władzy cały program zmienia swoją formułę i ma teraz polegać głównie na rozbudowanym systemie dopłat dla lokatorów czynszówek. Czyli zamiast inwestycji znowu lądujemy na poziomie transferów socjalnych finansowanych przez PiS z kieszeni polskich podatników. Morawiecki i Szydło mówili też, że samo ogłoszenie programu wpłynie na obniżenie ceny mieszkań i wynajmu w Polsce, co również nie nastąpiło. Ceny mieszkań i wynajmu rosną dziś w tempie dwucyfrowym, najszybciej od dekady. Pusta etatystyczna propaganda przegrała z rynkiem.

Jednak propagandy nic nie może powstrzymać, trwa bowiem wyścig Morawieckiego, Ziobry, Brudzińskiego do ucha odchodzącego Prezesa, by zostać namaszczonym na pierwszego delfina (co oczywiście niczego nie rozstrzygnie, ale pozwoli zająć lepszą pozycję startową do wojny o sukcesję po Kaczyńskim). Dlatego u progu kampanii samorządowej premier Mateusz Morawiecki złożył kolejną deklarację: „w ciągu kilku lat zaproponujemy program budowy 22 mostów”. Skoro w ciągu kilku lat „zaproponujemy”, to w ciągu ilu lat „zaczniemy budować”? Ale najważniejsze, że jest czym wypełniać programy telewizji Jacka Kurskiego. Tam dziennikarze nie pytają o konkrety, bo tam już od dawna nie ma dziennikarzy.

Podobnie jest w zbrojeniówce. W marcu 2015 roku rząd PO-PSL zakończył proces konsolidacji polskich firm zbrojeniowych. Ówczesny szef MON Tomasz Siemoniak zdecydował o włączeniu 11 dużych przedsiębiorstw do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, po czym przekazał to wszystko pod zarząd Ministerstwa Skarbu. Jak tłumaczy dzisiaj: „firmy zbrojeniowe nie powinny być własnością MON, bo klient nie może być jednocześnie swoim własnym dostawcą, ma to fatalne konsekwencje dla jakości, ceny i terminu otrzymania produktu”. Po zwycięstwie PiS Antoni Macierewicz przejął jednak PGZ ponownie pod kontrolę MON-u ogłaszając jako swój sukces przeprowadzoną wcześniej konsolidację. Jednocześnie zniszczono dwa projekty, które dziś dałyby polskiej zbrojeniówce dostęp do pieniędzy na wojskową współpracę w ramach UE. Przepędzono z Polski Airbusa i zerwano projekt współpracy ze Słowakami przy produkcji nowoczesnego transportera opancerzonego na bazie polskiego Rosomaka, ze słowacką wieżyczką. Zamiast inwestycji, w PGZ ruszyła karuzela kadrowa. Ostatni prezes holdingu pod władzą koalicji PO-PSL pełnił swoją funkcję przez ponad dwa lata i odszedł po przeprowadzeniu konsolidacji sektora. Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch lat PGZ miało trzech nowych prezesów, nieskończoną liczbę nowych członków zarządu, dyrektorów i członków rad nadzorczych (wśród nich Misiewicza). Do perełek rewolucji personalnej PiS w sektorze zbrojeniowym należy akwarysta, który stanął na czele największego polskiego producenta materiałów wybuchowych oraz były kierownik domu kultury w Oławie na stanowisku prezesa Jelcza (produkcja ciężarówek dla wojska).

Przekop Mierzei Wiślanej przedstawiony jako absolutny priorytet polskiego państwa przez Jarosława Kaczyńskiego jeszcze w 2006 roku (Kaczyński był wtedy premierem, więc mógł przynajmniej zacząć jakieś przygotowania, jeśli naprawdę uważał tę inwestycję za coś więcej, niż propagandowe hasło), został wyposażony w specustawę dopiero w 2017 roku, ale od tego czasu nie przerzucono ani jednej łopaty piasku. Dziś mówi się, że jakiekolwiek prace ziemne rozpoczną z końcem 2018 roku (w środku zimy?!), ale nikt w ten termin nie wierzy. Ministerstwo Gospodarki Morskiej wysłało pomorskim samorządowcom bardzo wstępny projekt z prośbą o zaopiniowanie. Kiedy Zarząd Województwa Pomorskiego poprosił o uzupełnienie kompletnie nieprzygotowanych dokumentów, wiceminister Grzegorz Witkowski oskarżył samorządowców o „działanie na rzecz interesów Kremla”.

Centralny Port Komunikacyjny ciągle jest wydmuszką. Pomysł został nagłośniony w kampanii wyborczej PiS z 2015 roku, jednak specustawę uchwalono dopiero dwa i pół roku później, bez dopiętego finansowania czy konkretnego projektu, który wykraczałby poza slajdy Morawieckiego. Pierwszą ustawę niszczącą Trybunał Konstytucyjny PiS przeprowadziło przez Sejm już podczas pierwszego posiedzenia nowej kadencji. Jak widać realnym priorytetem tej partii na pewno nie jest gospodarka.

Kiedy przed blisko trzema laty, jeszcze pod koniec 2015 roku, świeżo powołany minister rozwoju ogłosił, że za 10 lat po polskich drogach będzie jeździło milion elektrycznych samochodów, wielu ekspertów miało wątpliwości. Zbyt okrągłe liczby rzucane z sejmowej trybuny nigdy nie budzą zaufania. Liczono jednak na to, że zrealizowanie choćby części tego programu stanie się realnym impulsem wspomagającym polską naukę i gospodarkę. Nikt nie liczył się z katastrofą, jaką mamy dzisiaj. Przed kilkoma tygodniami minister energetyki Krzysztof Tchórzewski stwierdził, że program PiS już przyniósł efekty i „Polska staje się liderem elektromobilności w Europie”. Specjaliści z portalu „wysokienapięcie.pl” sprawdzili ministra i okazało się, że po blisko trzech latach realizowania programu Morawieckiego jesteśmy w Europie na szarym końcu. W pierwszym kwartale 2018 roku, kiedy będąca faktycznym europejskim liderem Holandia rejestrowała 231 nowych elektrycznych samochodów na milion mieszkańców, Niemcy, Austria i Francja powyżej setki, my osiągnęliśmy wynik… 4 nowych samochodów elektrycznych na milion mieszkańców. Wyprzedzamy tylko pogrążoną w politycznym i gospodarczym rozkładzie Grecję, która w pierwszym kwartale tego roku zarejestrowała… 2 samochody na milion mieszkańców.

Jak mówi jeden z prywatnych przedsiębiorców działający na terenie dawnej stoczni szczecińskiej, zresztą były stoczniowiec: „nie porównywałbym Kaczyńskiego czy Morawieckiego do Gierka. Za Gierka też była propaganda, ale jednak zbudowano jakieś huty, stocznie, fabryki. Teraz jest tylko propaganda, a jeśli chodzi o inwestycje – nie powstaje nic”.

Kazimierz Wielki „zostawił Polskę murowaną”. Józef Piłsudski zostawił Polskę niepodległą (fakt, że niestety nie na długo). Lech Wałęsa wynegocjował i podpisał porozumienia sierpniowe, dzięki którym powstała pierwsza „Solidarność”. Tadeusz Mazowiecki i Leszek Balcerowicz zaczęli odbudowywać Polskę z ekonomicznych i społecznych ruin PRL-u. Nawet „postkomuniści” Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller przyłożyli się ostatecznie do tego, żeby pozostawić po swoich rządach Polskę jako członka NATO i UE. A co pozostawią po sobie Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki? Uwłaszczonych na państwowym majątku działaczy i koalicjantów PiS. To za mało, żeby przejść do historii.

Fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Cezary Michalski

Eseista, prozaik i publicysta. W swojej twórczości związany m.in. z Newsweekiem i Krytyką Polityczną.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu.

Był redaktorem pism "brulion" i "Debata", jego teksty ukazywały się w "Arcanach", "Frondzie" i "Tygodniku Literackim" (również pod pseudonimem "Marek Tabor").

Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, "Życiem" i "Tygodnikiem Solidarność". W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury.

Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 2006–2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety Dziennik Polska-Europa-Świat, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma.

Media Tygodnia

Ładowanie