Polityka i społeczeństwo

Gigantycznej afery w Ministerstwie Kultury ciąg dalszy. Na jaw wychodzą nowe fakty ws. Fundacji Książąt Czartoryskich

W sprawie potencjalnego wyprowadzenia 500 mln złotych przez Fundację Książąt Czartoryskich, opisanego tydzień temu w tygodniku “Przegląd”, robi się coraz ciekawiej. Temat jest rozwojowy, bo jak donosi Fakt24, przed Wielkanocą sąd po raz drugi odmówił fundacji otwarcia procedury likwidacyjnej, po tym jak złożyła ona wniosek o upadłość do krakowskiego sądu. Wniosek poprzedzono wyprowadzeniem z kasy fundacji astronomicznej kwoty 500 mln zł, w tym 100 mln zł zainkasowanych za kolekcję dzieł sztuki z słynną “Damą z Łasiczką”. Wniosek o likwidację fundacji w Polsce Fundacja motywowała pustką w kasie.

Wszystko wskazuje na to, Ministerstwo Kultury wyrzuciło pieniądze w błoto. 100 mln złotych publicznych pieniędzy posłużyło zakupowi kolekcji, która i tak była wystawiana publicznie i której, zgodnie z prawem, nie wolno było wywieźć z kraju. Przed transakcją Fundacja XX. Czartoryskich miała statutowy obowiązek jej udostępniania. Resort kultury przemilczał wtedy zastrzeżenia prawników, że podpisana pod naciskami i nietransparentna umowa nie gwarantuje w przyszłości bezpieczeństwa zbiorów. Może ona m. in. nie zabezpieczać przed roszczeniami kolejnych pokoleń potomków fundatora.

Po trzech miesiącach od sprzedaży “Damy z Łasiczką” Fundacja zmieniła statut, określając działalność jako mecenat nad przedsięwzięciami kulturalnymi, naukowymi oraz artystycznymi. Pozyskane z transakcji pieniądze miały więc służyć polskiej kulturze, jednak… ta przekazała fortunę “na rzecz powstałej fundacji Le Jour Viendra z siedzibą w Liechtensteinie“. Wyprowadzenie majątku do raju podatkowego Czartoryscy tłumaczyli “mankamentami [postpeerelowskiego prawa], które skutecznie blokują rozwój fundacji z dużymi zasobami finansowymi

Zgodnie z Ustawą o fundacjach przyczyną likwidacji Fundacji Książąt Czartoryskich może być osiągnięcie celu bądź wyczerpanie środków finansowych. W tym wypadku arystokracja cwanie zaśmiała się państwu w twarz, gromadząc majątek korzystając z preferencyjnych ulg podatkowych, później transferując za granicę, gdzie ręce skarbówki nie sięgają. Wiemy, że we wniosku o likwidację fundacja nie przedstawiła sprawozdania finansowego. Z tego powodu nie wiadomo, jak możliwe było wyprowadzenie tak ogromnej kwoty bez kontroli. To wg komentującego sprawę Adriana Zandberga z partii Razem zasługuje na kontrolę CBA i Krajowej Administracji Skarbowej. Partia złożyła już stosowne wnioski.

“Wytransferowano je [pieniądze] do raju podatkowego. Już w momencie odsprzedawania dzieł Skarbowi Państwa było wiadomo, że panu Czartoryskiemu chodziło o pieniądze na prywatne wydatki. Możliwość skontrolowania tego w momencie, gdy pieniądze są w Liechtensteinie, jest praktycznie zerowa.” – mówi w wywiadzie dla Faktu Adrian Zandberg. Tłumaczenie, że zza granicy łatwiej sprawować mecenat nad kulturą jest kpiną z polskiego porządku prawnego.

Zandberg zwraca także uwagę na zagadkowe fakty, które łączą się ze sprawą zakupu kolekcji dzieł sztuk przez Ministerstwo Kultury. Domaga się wyjaśnienia, jaką rolę w sprawie odegrał Maciej Radziwiłł – brat byłego ministra zdrowia w rządzie PiS. “Tuż przed podpisaniem umowy pomiędzy Fundacją Czartoryskich a ministrem Glińskim do zarządu fundacji wchodzi brat innego ministra z rządu. Następnie umowa zostaje podpisana i część środków trafia do fundacji za granicą, w której władzach jest tenże brat oraz do innej fundacji w Polsce, w której władzach również zasiada. […] Teraz Maciej Radziwiłł ma zasiadać w radzie nowej fundacji poza granicami Polski”.

Ponadto warty zbadania jest wątek: “dlaczego [minister Gliński] prowadził prywatne negocjacje z panem Czartoryskim, z pominięciem ówczesnego zarządu fundacji. Czy prawdą jest, że na prośbę Czartoryskiego popędzał sąd rejestrowy po to, żeby przyspieszyć zawieranie transakcji? […] Piotr Gliński zapewniał, że pieniądze nadal będą pod kontrolą państwa i trafią na cele społeczne w Polsce. Tymczasem pieniędzy nie ma. Pan minister otrzymał ostatnio sporą premię. Za co? Za marnowanie publicznych pieniędzy?”. Zapewnienia ministra kultury, jak widać, również okazały się bujdą.

Zapytana przez dziennikarzy Faktu blogerka Kataryna stwierdziła, że: “Sama „ucieczka” z pieniędzmi fundacji spod kontroli polskiego prawa jest jednak wątpliwa etycznie i prawnie. Fundacja nie zapłaciła zapewne podatku dochodowego od sprzedaży kolekcji, korzystając z ulgi dla przychodów wydawanych na cele kulturalne. Oddając te pieniądze innemu podmiotowi, którego wydatków nie kontroluje, moim zdaniem tę ulgę mogła stracić i temat podatku dochodowego powinien wrócić. Ale pewnie nie wróci, bo nadzór nad nią sprawuje minister, który od fundacji kolekcję kupił, trudno oczekiwać teraz wnikliwej kontroli legalności jej działań”.

Minister Gliński złapał się na “okazję” – wyrzucił w błoto 100 mln euro publicznych pieniędzy. W grudniu 2016 r. w świetle kamer odtrąbiono sukces, bo państwo za 5 proc. wartości odkupiło kolekcję, której i tak z kraju wywieźć się nie dało. Nie od dzisiaj wiadomo, że cena dzieł sztuki podyktowana jest spekulacjami, a transakcje na nich wykonywane wykorzystywano do prania brudnych pieniędzy. Sprawa nabiera rumieńców i powraca w momencie bardzo nieprzychylnym dla Prawa i Sprawiedliwości. Czy Ministerstwo Kultury popisało się jedynie rażącą głupotą, czy ktoś na transakcji nielegalnie zarobił – tego mamy nadzieję się dowiedzieć. Tymczasem ciężko przełknąć fakt, że z budżetu, ot po prostu wyparowało 100 mln złotych i premia dla ministra Glińskiego… w nagrodę, “bo mu się należało”.

Źródło: Fakt24

Fot. W. Kompała / KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie