Polityka i społeczeństwo

Europosłowie z PiS napychają kieszenie unijną kasą? Są wśród nich prawdziwi rekordziści

Część zaangażowanych społecznie obywateli, tych którzy liczą na narodziny polskiego, zdrowego społeczeństwa obywatelskiego musi ogarniać poczucie bezsilności, jeśli widzą, że uwadze przeciętnego polskiego wyborcy uchodzi chociażby afera KNF, czy wielomilionowe przekręty w SKOK-ach. Prawo i Sprawiedliwość doskonale zna mentalność swojego elektoratu – daleką od postaw obywatelskich, wyżej niż, nomen omen, prawo i sprawiedliwość stawiającą własną korzyść i błogie poczucie schadenfreude, gdy temu bardziej zaradnemu bieda zagląda w oczy. 

Ot tyle, po prostu pierwotne odczuwanie sprawiedliwości. Emocje dziecka, które płacze, bo inne nie dało mu swojej zabawki. Na takim poczuciu wykluczenia gra Prawo i Sprawiedliwość – i ma szanse się na nim przejechać. O sprawie, która zbulwersuje bardziej niźli najbardziej podłe machlojki PiS, pisze w dzisiejszym wydaniu hamburski tygodnik „Der Spiegel”. 

Autorzy artykułu już w pierwszym zdaniu rozwiewają wszelkie wątpliwości: „Tyle jest jasne, że obecnie w Polsce nie rządzą przyjaciele Unii Europejskiej”. Na potwierdzenie swojej tezy, w tym samym akapicie przypominają słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który ośmielił się niegdyś nazwać Unię „wyimaginowaną wspólnotą”. Mimo tego że Polska od lat jest największym beneficjentem środków unijnych i to właśnie im, w dużym stopniu, zawdzięcza swój dzisiejszy ekonomiczny stan, politycy Prawa i Sprawiedliwości są w swoich działaniach i retoryce antyunijni. Nie przeszkadza im to jednak w czerpaniu wymiernych korzyści: dla siebie, partii i swoich bliskich. Zdaniem niemieckich dziennikarzy, polscy europarlamentarzyści „hojnie zaopatrują krewnych i znajomych w Parlamencie Europejskim”.

Najbardziej znanym nazwiskiem w zestawieniu europejskich „Misiewiczów” jest nikt inny jak córka ministra spraw zagranicznych, Magdalena Czaputowicz, która pracuje dla jednego z zastępców sekretarza generalnego Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów – europejskiej frakcji, do której należy PiS. Słynny z jednego z wątków afery KNF Kacper – syn Mariusza Kamińskiego, przed uzyskaniem protekcji ze strony szefa NBP i, tym samym, posady w Banku Światowym, do lipca br. pracował w biurze EKR.

Teraz coś o postaciach znanych z „Ucha Prezesa”: Marcin Skrzypek, z zasług – syn Barbary vel. Pani Basi, sekretarki Jarosława Kaczyńskiego, doznał zaszczytu zasiadania w Komisji Prawnej Grupy EKR w Brukseli. Karolina Maria Tomaszewska zaś, córka kuzyna Kaczyńskiego, Jana Marii jest asystentką trzech deputowanych z PiS. Ta jednak wymagane kompetencje posiada. W swojej pracy spełnia się jako dyplomowany zoolog. Nie mogło zabraknąć etatu również dla „dziewczyny kuzyna”. Beata Fido, gwiazda filmu fantasy „Smoleńsk” pracuje jako asystentka u Karola Karskiego, króla szos, miłośnika Melexów i uczestnika słynnej biby na Cyprze. 

Zarówno europoseł Karski, jak i liderzy EKR tłumaczą się, że wszystkie osoby były zatrudnione na podstawie przepisów obowiązujących w PE. Parlament Europejski nie chce zaś komentować wydatków, które ponoszą poszczególni europosłowie. Nie oznacza to jednak, że godzi się na nadużycia. Warto tu wspomnieć głośną sprawę Marie Le Pen. Europarlament nakazał jej zwrot kwoty niespełna 300 tys. euro, jaką otrzymała na opłacenie asystenta parlamentarnego w okresie od grudnia 2010 do lutego 2016 r.

“Der Spiegel” wyliczył, że u 18 deputowanych z list PiS pracuje obecnie 35 osób zatrudnionych w Brukseli oraz 163 zatrudnionych w Polsce. Reprezentacja może się pochwalić rekordzistami. Anna Fotyga i Czesław Hoc zatrudniają po 15 osób w swoich okręgach wyborczych. Najbardziej hojny Kosma Złotowski, to chlebodawca siedemnastu osób. Taką liczbę pracowników tłumaczy ich pracą w niepełnym wymiarze godzin.

Ile osób, oczywiście w imię niechęci do idei zjednoczonej Europy, uszczęśliwi w podobny sposób Beata Szydło i jej przyjaciółki z rządu w nowym rozdaniu mandatów w PE? Oczywiście nie wiadomo, ale kompetencje pani wicepremier korelują z liczbą jej dworskiej świty – po to, by mogła robić to, co robi najlepiej. Co takiego? Dopowiedzcie sobie sami…

Wszystkim zaś z zazdrością spoglądającym na kwotę 24 tys. 526 euro miesięcznie, którą każdy z eurodeputowanych otrzymuje za zatrudnienie swojego personelu, powiem: niech nikt nie ma wątpliwości, że kwota ta w całości zasila ich konto. W ułomnym systemie finansowania asystentów jest duże pole do nadużyć…

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie