Polityka i Społeczeństwo

Eugeniusz Smolar: Ukraina nie zostanie przyjęta do Unii Europejskiej za pomocą specjalnych procedur [WYWIAD]

Należy zdać sobie sprawę, czym jest Unia Europejska. Mianowicie jest to delikatny mechanizm oparty na traktatach, które przyjęły wszystkie państwa członkowskie. Dotychczasowe rozszerzenia były powodowane nie wyjątkową sytuacją międzynarodową, lecz w następstwie konwergencji i harmonizacji standardów – z Eugeniuszem Smolarem z Centrum Stosunków Międzynarodowych o ostatnim szczycie Unii Europejskiej rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Niedawno Rada Europejska zdecydowała o przyznaniu Mołdawii i Ukrainie statusu państw-kandydujących do Unii Europejskiej. Co to oznacza?

Eugeniusz Smolar: Oznacza to, że Ukraina i Mołdawia weszły na drogę, która może prowadzić do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej. Jest to bardzo ważny krok w wymiarze politycznym i symbolicznym, bo pokazuje, że takie państwa, jak Ukraina, Mołdawia czy również Gruzja mogą należeć do cywilizacyjnego wyboru, jakim jest przynależność do zorganizowanej Europy.

Jednak, czy do tego dojdzie, to zależy od przemian w samej Unii Europejskiej, ale przede wszystkim w państwach, które uzyskały status państw-kandydatów lub jeszcze się o to starają.

Jak długo państwa te mogą czekać na pełną akceptację w strukturach Unii Europejskiej, zwłaszcza, że sytuacja tych państw jest trudna? 

I przed wojną oba państwa były biedne i politycznie niestabilne, jak i również odległe od standardów, które panują w strukturach europejskich. Wiele razy Unia Europejska w ramach Partnerstwa Wschodniego i Umowy Stowarzyszeniowej skłaniała do podjęcia bardziej zdecydowanych reform w licznych dziedzinach, które nie zostały w pełni zrealizowane.

Dlaczego?

W tej materii zaważyły relacje między oligarchami a strukturami politycznymi.

Państwa pragnące przystąpić do UE muszą dokonać transformacji polityczno-ustrojowej oraz harmonizacji gospodarki oraz instytucji do standardów i reguł unijnych. Oligarchowie ukraińscy, a i związani z nimi politycy, także pod wpływem Moskwy, zdali sobie szybko sprawę, że w wyniku reform straciliby najwięcej: wpływy gospodarcze i polityczne, a więc starali się opóźniać zmiany tak długo, jak się dało, a kolejne rządy udawały, że coś robią. Komisja Europejska wiedziała o tym, tolerowała takie działania w nadziei, że pod wpływem innych czynników, presji wewnętrznych i zewnętrznych zmiany te zostaną jednak przeprowadzone. Stało się tak pod wpływem kolejnych majdanów, dających wyraz proeuropejskiej orientacji społeczeństwa, a szczególnie po aneksji Krymu i zagarnięciu części terytorium kraju w 2014 r. oraz po inwazji rosyjskiej w lutym tego roku.

Jeśli się weźmie pod uwagę obecną sytuację w Europie i ambicje imperialne Rosji, to czy Unia Europejska, w tak wyjątkowej sytuacji, nie powinna najpierw przyjąć zagrożonych państw, a dopiero później dopilnowywać wdrożenia reform?

Nie, gdyż należy zdać sobie sprawę, czym jest Unia Europejska. Mianowicie jest to delikatny mechanizm oparty na traktatach, które przyjęły wszystkie państwa członkowskie wraz z konkretnymi zobowiązaniami ustrojowymi. Dotychczasowe rozszerzenia były powodowane nie wyjątkową sytuacją międzynarodową, lecz w następstwie konwergencji i harmonizacji standardów w celu zapewnienia więcej niż współpracy, lecz współfunkcjonowania wszystkich państw członkowskich w ramach Unii Europejskiej.

Wojna na Ukrainie sprawiła, że obecne kroki ku rozszerzeniu zostały podjęte ze względu nie na perspektywę pełnej harmonizacji Ukrainy i Mołdowy z resztą Unii, lecz na wyjątkową sytuację geopolityczną, czego wcześniej nie brano pod uwagę.

Obie sytuacje poniekąd odpowiadają na pytanie, czy należałoby najpierw przyjąć Ukrainę, a potem ją reformować? W moim przekonaniu tak nie będzie.

Dlaczego? Mołdawia jest zagrożona inwazją ze strony Rosji, gdy na Ukrainie wojna trwa od ponad 100 dni. Czy nie ma szans na to, że państwa te zostaną przyjęte w drodze specjalnej, przyspieszonej procedury, czy raczej nie ma na to szans?

Nie sądzę, gdyż byłoby to niezgodne z traktatami określającymi fundamenty, zasady funkcjonowania i podstawy spójności Unii Europejskiej, która może sprawnie funkcjonować tylko na podstawie respektowania uzgodnionych reguł. Przeprowadzone reformy i dostosowanie systemów prawnych, gospodarczych i politycznych nowych członków do standardów europejskich umożliwia poprawne działanie całej wspólnoty i jej poszczególnych instytucji. Tak było i z przystąpieniem Polski, co – przypomnę – trwało 10 lat. W moim przekonaniu, mimo obecnej sytuacji, procedura członkostwa Ukrainy nie zostanie okrojona, ale może być przyspieszona wraz w konsekwentnym przeprowadzaniem reform dostosowawczych przez Ukrainę.

Unia Europejska to dość ociężały mechanizm ze względu na to, że na wszystkie działania muszą się zgodzić rządy oraz parlamenty państw członkowskich, które ostatecznie mają głos decydujący. Przyszłość jest nieprzewidywalna, gdyż nie wszyscy są entuzjastami dalszego rozszerzenia. Sprawne funkcjonowanie UE na podstawie uzgodnionych standardów jest dla całej Unii ważniejsze niż perspektywa przyjęcia Ukrainy.

Rada Europejska chłodniej rozpatrywała wniosek Gruzji w sprawie przystąpienia do wspólnoty i nie udzieliła jej statusu kandydackiego. Czy Pana zdaniem decyzja podjęta wobec Gruzji to błąd?

Należy zwrócić uwagę, że Rada Europejska składa się z przywódców państw i rządów, którzy przy wszystkich różnicach, które panują między państwami członkowskimi w tej kwestii, byli jednomyślni. Przed spotkaniem Rady sugerowano, że ze względu na sytuację wewnętrzną i naruszanie standardów demokratycznych, podanie akcesyjne Gruzji zostanie odrzucone. Tak się jednak nie stało i przyjęto rozwiązanie kompromisowe bez nadania temu krajowi statusu kandydata.

Czy zgodzi się Pan z twierdzeniem, że przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej, a nie przyjęcie Gruzji, może spowodować, że Putin uzna, że nie ma szans wygrać z Ukrainą i zaatakuje Gruzję?

Nie, gdyż w starciu z Zachodem Gruzja ma dla Rosji charakter drugorzędny. Owszem, istnieją w Rosji tzw. bóle fantomowe po rozpadzie ZSRR, związane z niepodległością byłych republik sowieckich. Jednak Ukraina ma dla Rosji nieporównanie większe znaczenie strategiczne, kulturowo-religijne oraz gospodarcze.

Dla Moskwy oderwanie się Ukrainy i budowanie przez nią własnej państwowości ma większe znaczenie niż los Gruzji, zwłaszcza, że i bez niej Moskwa ma dostęp do Morza Czarnego i ogromną bazę morską w Sewastopolu.

Jak Pan sądzi, czy nadanie statusu państwa-kandydata Ukrainie i Mołdawii powinno pociągnąć za sobą kolejne decyzje? Mianowicie przyjęcie obu państw do Sojuszu Północnoatlantyckiego? 

Ta sprawa nie stoi na porządku dziennym.

Dlaczego?

Ze względu na to, że Rosja ogłosiła, iż stanowiłoby to zagrożenie dla jej bezpieczeństwa i mogłoby stanowić casus belli. Warto podkreślić, czego często nie docenia się w Polsce, że w przekonaniu zachodnich strategów jest się czego obawiać, gdyż wobec braku rozstrzygających sukcesów militarnych Rosja może odwołać się do swojego potencjału nuklearnego.

Dla młodego pokolenia, które nie pamięta II wojny światowej czy komunizmu, ostrożne, często niejednoznaczne działania państw NATO i Unii Europejskiej, są niezrozumiałe, ale starsi, którzy pamiętają istnienie ZSRR, lepiej rozumieją ten rodzaj polityki, gdyż w swojej młodości obserwowali zmierzanie się z podobnymi wyzwaniami. Zdają sobie sprawę, że przemiany zabierają nie lata, lecz całe dekady. Zachód prowadził wobec Rosji przez cały okres Zimnej Wojny politykę dwutorową – odstraszania połączonego z ofertą porozumienia i współpracy. Obecnie mamy do czynienia z groźną sytuacją odrzucenia przez Kreml współpracy z Zachodem i agresji na suwerenne państwo. Skłania to zachodnich strategów do zadawania pytania: jak daleko można się posunąć w osłabianiu Rosji; potężna, agresywna Rosja jest groźna, a z drugiej strony osłabione, pobite na polu bitwy, a przeto zdesperowane władze na Kremlu mogą posunąć się do użycia broni nuklearnej.

Niektórzy analitycy uważają, że Rosja nie użyje broni nuklearnej ,gdyż byłaby wówczas państwem straconym na arenie międzynarodowej. Jednak w obliczu sankcji i izolowania tego państwa obecnie, to czy Rosja już takim państwem nie jest? Czy w Pana ocenie po ewentualnej przegranej na Ukrainie coś mogłoby powstrzymać Putina przed użyciem broni nuklearnej w celu zrównania Ukrainy z ziemią?

Owszem, Rosja już dzisiaj jest państwem toksycznym dla dużej części świata, choć dalece nie dla wszystkich, choćby dla Chin. Mamy do czynienia z licznymi niewiadomymi: Rosja zapewne nie wygra wojny konwencjonalnej, ale też nie wiemy, jak długo, mimo niezwykłego bohaterstwa, Ukraina może się bronić, mimo dostaw broni z Zachodu.

Należy sobie też zdać sprawę, że, mimo wojny na Ukrainie, nie zniknęło w przestrzeni europejskiej żadne z zasadniczych wyzwań i zagrożeń. Mianowicie ryzyko kolejnych pandemii, przyszłość i charakter globalizacji, globalne ocieplenie, głód czy braki wody, co powoduje masowe migracje do Europy, a to może przyczynić się do destabilizacji społeczeństw państw europejskich. Kolejne kwestie to zrównoważony rozwój w oparciu o odnawialne źródła energii, polityka energetyczna, która ulega zmianie pod wpływem izolowania Rosji na arenie międzynarodowej i używania przez Moskwę dostaw energii jako broni. Także nierównowaga gospodarcza między północą a południem w UE, bezrobocie młodych na południu, depopulacja prowincji na rzecz wielkich miast, itp., itd. Zauważmy, że w tym wszystkim Unia ma się uporać z budżetem o wielkości zaledwie 1% PKB wszystkich państw członkowskich, ponieważ 99% PKB pozostaje w dyspozycji rządów tych krajów. Wyzwaniom tym możemy podołać tylko razem, bo w przeciwnym razie Europa pozostanie na peryferiach polityczno-gospodarczych, w tym technologicznych świata.

Powiedział Pan, że Unia Europejska wyzwaniom współczesnego świata musi podołać mając do dyspozycji 1% PKB. Czy Pana zdaniem wspólnocie grozi rozkład?      

W moim przekonaniu: nie. Natomiast pytanie jest inne: kto w wyniku odmowy pogłębiania niezbędnej integracji i wcielania uzgodnionych przez większość celów wycofa się ze wspólnoty lub zostanie zepchnięty w niej na margines? Najlepszym przykładem jest Brexit. Politycy brytyjscy optując za wyjściem nie zdawali sobie najwyraźniej sprawy ze stopnia głębokiego i wielopłaszczyznowego powiązania państw, gospodarek i społeczeństw w Unii Europejskiej. Według ocen analityków brytyjskich PKB w tym kraju od chwili Brexitu obniżyło się o 6-7 proc.

Oczywiście z Unii Europejskiej można wyjść, tylko nikt po Brexicie się na to nie pisze, ponieważ wszyscy zrozumieli, że lepiej być w Europie niż poza nią. Mam również na myśli polityków, którzy na użytek wewnętrzny prowadzą politykę „godności” i
„suwerenności” wobec instytucji europejskich. Tendencja do opuszczania wspólnoty maleje, ale istnieje możliwość blokowania niektórych decyzji, co może doprowadzić do ucieczki państw strefy euro do przodu. W konsekwencji państwa, które nie będą chciały uczestniczyć w danych inicjatywach czy też programach nie będą brane pod uwagę.

Czy w Pana ocenie powstanie Unia kilku prędkości?   

Tak. I dobrze, ponieważ pragnący pogłębionej integracji nie powinni być powstrzymywani. A ponadto taka unia już istnieje – ani w Unii Walutowej, czy w strefie euro, ani w systemie Schengen nie uczestniczą wszystkie państwa.

Wracając do szczytu NATO w Madrycie. Czy spodziewa się Pan tam jakichś decyzji wobec Ukrainy i Mołdawii?

Mówimy Ukraina i Mołdawia, a myślimy Rosja. Tak naprawdę decyzje wzmacniające siły odstraszania i pomocy wojskowej Ukrainie zostaną podjęte wobec Moskwy, co wpłynie na polepszenie sytuacji państw, które Putin zaatakował lub którym grozi inwazją.

Zastanawiam się, czy zostanie podjęta jedna, istotna decyzja wycofania się NATO z umowy z Rosją, która ograniczała budowę stałych baz natowskich na terenie Polski i innych państw na wschodniej flance. Byłaby to klęska izolowanej Rosji, a oprócz tego byłby to gest, że Zachód nie szuka porozumienia z Putinem za wszelką cenę. W moim przekonaniu do tego może dojść jak i również potwierdzenia dalszych dostaw broni na Ukrainę.

Proszę zwrócić uwagę, że większość państw UE, to jednocześnie członkowie NATO. Oba stowarzyszenia mają inne cele, ale politykę w obu prowadzą te same rządy państw członkowskich. W Sojuszu Pólnocno-Atlantyckim decyzje podejmowane są jednomyślnie i niektóre rządy, które „harcują” na polu unijnym, np. węgierski czy polski, nie ważą się na to w łonie NATO.

Liderzy unijni dyskutowali również o państwach Bałkanów Zachodnich: Macedonii Północnej, Bułgarii, Serbii oraz Bośni i Hercegowinie. Z konkluzji wynika, że państwa te czeka długa droga, zanim oficjalnie otrzymają status państwa-kandydata. Jak Pana zdaniem może wykorzystać to Rosja, która patrzy z apetytem na Bałkany?

Oczywiście, że może to wykorzystać Serbia, która jest obolała po wojnach bałkańskich. W tym kraju są poważne wpływy rosyjskie oraz chińskie. Żadne z państw bałkańskich nie jest gotowe na uzyskanie statusu państwa kandydackiego i rozpoczęcie negocjacji nad członkostwem. Niemniej należy pamiętać, że Bałkany są ważne dla Zachodu z przyczyn strategicznych a również powiązanie z UE zapobiegnie ponownemu wybuchowi wojen terytorialno-etnicznych.

Jak Pan sądzi, czy Rosja mogłaby wykorzystać obecną sytuację na Bałkanach, żeby doprowadzić do kolejnego kotła bałkańskiego? 

Będzie się starała doprowadzić do napięć i ewentualnego wybuchu lokalnych starć. Jest jednak za słaba, by opanować nawet niektóre państwa bałkańskie. Ponadto, nie mam wątpliwości, że w następstwie działań Moskwy i poważnego zwiększenia napięcia, Zachód zareaguje z obawy przed destabilizacją południa Europy, zdając sobie sprawę, że skutki tego mogłyby być bardzo daleko idące.

Jaka mogłaby być reakcja Zachodu na Bałkanach?

Szybka i mocna. Istnieją plany reakcji na wypadek dalej idących działań Rosji w tym rejonie Europy.

Jakie?

Pokojowej interwencji wojskowo-policyjnej.

Jak Pan sądzi, czy dla Rosji mogłoby to być casus belli?

Wątpię, ponieważ Bałkany nie leżą przy granicy z Rosją i mimo gróźb Moskwa nie podejmuje tam dalej idących działań. Owszem, wojna na Ukrainie się toczy, Zachód wspomaga Ukrainę, ale obie strony z obawy deklarują ograniczone w niej cele, gdyż wybuch globalnego konfliktu nie leży ani w interesie Rosji, ani Zachodu.

Powiedział Pan, że wojna na Ukrainie toczy się dla Zachodu i Rosji w sposób bezpieczny. Czy nie obawia się Pan, że może w pewnym momencie wymknąć się spod kontroli?  

Na razie tak jest, co najmniej w pewnym stopniu, a jeśliby do tego doszłoby, to na pewno w wyniku błędów przywódców rosyjskich.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie