Polityka i społeczeństwo

Dojną zmianę owiał strach przed wyborczą przegraną. Już nie ukrywają, że trzeba nakraść, ile się da

Przed wyborami samorządowymi, w czasach gdy okręt Prawa i Sprawiedliwości wydawał się niezatapialny, opozycji tylko kilkakrotnie udało przebić się przez dominujący mur propagandy. Jednym z takich tematów okazała się grabież publicznego majątku przez tzw. Misiewiczów. PiS wyciągnął z tego wnioski i ostrożniej podchodził do polityki kadrowej w państwowych spółkach, a sam Bartłomiej Misiewicz zniknął z polityki wraz ze swoim protektorem Antonim Macierewiczem.

Jednak czasy się zmieniły. Prawo i Sprawiedliwość powoli przestaje być postrzegane jak normalna partia mainstreamu i przewiduje możliwy kres swoich tłustych lat.

Co myśli w takim razie polityk PiS? Widzę – „jest koniunktura”, myślę – „jak to wykorzystam?”. Odpowiedź jest prosta – „nakradnę, ile się tylko da”.

Z tego też zdążył skorzystać prezes NBP Adam Glapiński. Efektem doniesień medialnych, NIK rozpoczął wczoraj kontrolę w celu zbadania prawidłowości wydatkowania środków publicznych. Sprawa tyczy się horrendalnych pensji dla dwóch bliskich współpracownic prezesa Glapińskiego, jak donosiła „Gazeta Wyborcza”, Martyna Wojciechowska, szefowa departamentu komunikacji i promocji, ma zarabiać miesięcznie ok. 65 tys. zł brutto. Jej wykształcenie i kompetencje, tak jak oficjalna pensja, owiane są jednak tajemnicą.

Jak się okazało sprawa Glapińskiego to nie jedyny problem PiS. Otóż prezes Grupy Azoty, Wojciech Wardacki stworzył stanowisko dla swojej asystentki. Z początkiem stycznia Agnieszka Sorbnicka-Krasinkiewicz została szefową Departamentu Korporacyjnego Zarządzania i Komunikacji w chemicznym gigancie. Za pensję wynoszącą ok. 30 tys. zł miesięcznie będzie podlegało jej wiele kluczowych biur. Co do kompetencji – te nie są nikomu znane. Na początku była laborantką, jej kariera rozwijała się w szybkim tempie od 2016 roku, kiedy to Wardacki został prezesem ZCh Police. Jak podaje „Fakt”, od tamtej pory asystentkę i prezesa państwowej spółki łączą więcej niż służbowe relacje.  

Déjà vu? Czy to nie kolejny superetat, wzorem wicepremierostwa Beaty Szydło? Nietransparentne praktyki zatrudniania w państwowych firmach budzą znów słuszne oburzenie. Na pewno nie wpłynie to korzystnie na słupki sondażowe partii Prawa i Sprawiedliwości.

Dlaczego więc to czynią? Strach zagląda w oczy. Wydaje się, że w takich warunkach stracili instynkt stadny, który dał im władzę. Kto dziś uwierzy, że ludzie PiS zdobyli władzę, by zmieniać Polskę, skoro jak na dłoni widać, że chodzi o partykularny interes?

 

 

https://twitter.com/KrzysztofBrejza/status/1081504369852510209

Jak słusznie zaznaczył Krzysztof Brejza, PiS rzeczywiście osiąga światowy poziom… w zarobkach swoich Misiewiczów.

fot. flickr/Sejm RP

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie