Polityka i społeczeństwo

Długo wyczekiwana rewolucja? Opozycja ma plan, jak naprawdę pomóc Polakom

Przez ostatnie 4 lata jednym z dominujących haseł w debacie publicznej było stwierdzenie, że “opozycja nie ma programu”. Bez wątpienia oponenci PiS dawali się bardzo często ponosić polityce reagowania na działania rządzących zamiast budowaniu własnej wizji Polski. Jednak wczoraj na stole pojawiła się oferta PO, która powinna zamknąć usta krytykom. Choć w zależności od preferencji politycznych mamy tendencję do używania w stosunku do polityki wielkich słów, to jednak analizując przedstawione założenia chłodnym okiem, można dojść do wniosku, że pierwszy raz od lat pojawiła się w Polsce wizja, która daje nie iluzję, ale realną szansę dogonienia gospodarczego Zachodu.

PO szuka najlepszego programu

W piątek w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie rozpoczęło się bowiem dwudniowe Forum Programowe Koalicji Obywatelskiej (PO, Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej), na którym zaplanowano 53 panele dyskusyjne. Wydarzenie to jednak nie opierało się na rzucaniu ogólników i tak np. podczas jednego z paneli prof. Andrzej Rzońca przedstawił założenia programu „Wyższe zarobki, niższe podatki”. Warta 30 mld zł wizja programowa okazała się jednak czymś zupełnie odwrotnym do tego, co przez ostatnie lata robiło Prawo i Sprawiedliwość. Opozycja zamiast stawiać na wyższe podatki i rosnące wydatki polegające na wręczeniu obywatelom gotówki do ręki, zaproponowała ambitną redukcję obciążeń podatkowych wynagrodzeń w Polsce.

Plan na wyższe pensje Polaków

Po pierwsze, opozycja zajęła się problemem degresywnego opodatkowania wynagrodzeń, ponieważ w praktyce to najbiedniejsi największą część dochodu muszą oddać w ręce fiskusa, co napędza spiralę potrzeby pomocy społecznej państwa. Przykładowo najniższe wynagrodzenie jest de facto opodatkowane na poziomie ponad 40%. Stąd pierwszym postulatem jest przyjęcie górnego limitu wszystkich podatków i składek od wynagrodzenia, który nie może przekraczać 35%. Dla większości podatników oznaczałoby to więcej pieniędzy w kieszeni. Drugim filarem ma być premia za aktywność, która będzie trafiać do tych wszystkich osób, których zarobki nie przekraczają dwu-krotności płacy minimalnej, czyli w 2019 roku jest to 4,5 tysiąca złotych. Premia za aktywność przyjęłaby najprawdopodobniej formę kwoty wolnej od PIT i składek po stronie pracownika, malejącej wraz ze wzrostem dochodu.

Opozycję martwi również fakt szybkiego podnoszenia płacy minimalnej, co wiąże się z rosnącymi kosztami pracy. Jednak KO nie atakuje najmniej zarabiających, ponieważ oferuje im atrakcyjną alternatywę. Zarabiający płacę minimalną mają otrzymać dopłatę wysokości 500 zł miesięcznie do dochodu netto, jednak odbędzie się to kosztem obciążeń podatkowych, a nie arbitralnych transferów w rodzaju 500+.

Profesor Andrzej Rzońca podsumował, że dzięki programowi KO dochody najbiedniejszych wzrosną netto o 614 złotych, czyli o aż 38%.

Opisane postulaty mają także zachęcić do przechodzenia na etaty, ponieważ opozycja nie chce prowadzić dłużej krucjaty wobec tzw. “umów śmieciowych”, które w niektórych sytuacjach mają zastosowanie gospodarcze.

Opozycja proponuje również, że osoby w wieku do 25 lat, które zdecydują się na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej, będą zwolnione z płacenia składek ZUS i NFZ.

Krytyczne błędy polityki PiS

Propozycje rozwiązań w sferze gospodarczej są długo wyczekiwaną rewolucją. Cały system opieki społecznej i wsparcia socjalnego opiera się bowiem na paradoksie, że najpierw państwo poprzez podatki pośrednie w rodzaju VAT i akcyzy zabiera ubogim ponad połowę dochodów,  wpędzając ich tym samym w ekonomiczny niedostatek. Następnie zaś z drugiej ręki politycy rzucają 500+, wyprawki szkolne i inne, które są tak naprawdę leczeniem wywołanej przez samych siebie choroby. Przypomnijmy bowiem, że płaca minimalna dziś to 1 633,78 zł netto, 2 250 zł brutto, a w tym samym czasie dla pracodawcy to aż 2710 zł. O ile za 1600 zł nie da się utrzymać rodziny na przyzwoitym poziomie, to jednak 2700 zł, to już olbrzymia różnica jakościowa.

Gdyby praca była mniej opodatkowana, to potrzeba socjalu byłaby marginalna, a każda kolejna godzina pracy byłaby dla obywateli opłacalna. Na tym polega paradoks rządu PiS, który podcina korzenie wzrostu gospodarczego, redukując aktywność zawodową w Polsce niższym wiekiem emerytalnym, wysokimi podatkami i świadczeniami, które zniechęcają choćby kobiety do pracy. W efekcie wskaźnik aktywności zawodowej w Polsce oscyluje wokół 56%, podczas gdy w najbardziej rozwiniętych krajach kontynentu potrafi sięgać nawet 80%.

Rządzący bowiem postawili na 500+, wyprawkę szkolną 300+, obniżenie wieku emerytalnego, 13-stą emeryturę. Zrównoważono to podwyższeniem podatków w postaci likwidacji limitu wysokości składek na ZUS, opłatę solidarnościową, opłatę paliwową, podatek bankowy, podatek “od galerii”. Dodatkowo zamrożono wartości kwotową progów podatkowych PIT, co z roku na rok wrzuca coraz więcej podatników w objęcia 32% podatku. Jakby tego było mało, rząd podwyższy od przyszłego roku akcyzę, walczy z Brukselą o wprowadzenie podatku handlowego, planuje nową opłatę cyfrową, wprowadził również cichą podwyżkę podatków poprzez składki na Pracownicze Plany Kapitałowe. Równocześnie w tym samym czasie miga się od obiecanego obniżenia stawek podatku VAT.

Polska potrzebuje dla utrzymania rozwoju gospodarczego uwolnienia potencjału obywateli i likwidacji barier dla przedsiębiorczości. Niższe podatki, mniej regulacji może pozwolić nam dogonić Zachód przy przeciwdziałaniu rosnącemu rozwarstwieniu. Alternatywą jest zaś przejadanie owoców wzrostu, co da się robić przez parę lat, ale długoterminowe konsekwencje będą katastrofalne.

Fot. Flickr/PO

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie