Polityka i Społeczeństwo

Danuta Kozakiewicz: To był stan chaosu zagospodarowanego [Wywiad]

Boli mnie podejście niektórych rodziców, którzy oczekują od szkoły, że jest ona miejscem po pierwsze opieki, dopiero potem wychowania, a gdzieś na końcu nauczania. Jak słyszę, że szkoły powinny się już otwierać, bo rodzice nie wytrzymują ze swoimi dziećmi to mam ciarki na plecach. To nie powinno być tak. Szkoła powinna być przede wszystkim miejscem nauczania, pomocy w wychowaniu, a dopiero potem opieki – z Danutą Kozakiewicz dyrektorką Szkoły Podstawowej numer 103 w Warszawie o zbliżającym się roku szkolnym i edukacji zdalnej, rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Za niecały miesiąc rozpoczyna się rok szkolny, a Ministerstwo Edukacji Narodowej do tej pory nie podało jednoznacznych wytycznych w kwestii zorganizowania pracy szkół podczas pandemii. Kiedy najpóźniej powinny dotrzeć te wytyczne, żeby Pani zdążyła przygotować szkołę do nowego roku szkolnego?

Danuta Kozakiewicz: Takie wytyczne, które pozwolą na pełne przygotowanie powinny najpóźniej ukazać się 15 sierpnia. Dyrektorzy najchętniej te „instrukcje” w sprawie nowego roku szkolnego widzieliby w pierwszej połowie miesiąca, ponieważ działań, które trzeba będzie podjąć jest bardzo dużo. Zdajemy sobie też sprawę z tego, że epidemia zmienia swoje oblicze. Jeszcze niedawno zachorowań było o połowę mniej, niż dzisiaj. W związku z tym rozumiemy, że decyzja, która musi zapaść na najwyższym szczeblu jest bardzo szczegółowo analizowana. Oczekujemy też, że resort jest przygotowany na każdą sytuację i ma rozwiązania dla obszarów, gdzie są ogniska epidemii oraz dla tych, gdzie koronowirus już został opanowany.

Dotychczas nie ma informacji ze strony resortu w sprawie nowego roku szkolnego, a więc jako dyrektorzy sami przygotowujemy sobie pewne rozwiązania. Do tej pory przygotowałam trzy możliwe scenariusze na wrzesień. Jeden wydaje mi się być już niemożliwy ze względu na liczbę zakażeń, czyli powrót do nauczania stacjonarnego i przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, czyli mycie rąk przez uczniów i dezynfekowanie sal.

Druga wersja to bardzo dużo zachorowań z czym wydaję mi się, że mamy do czynienia i nauczanie zdalne. No i w końcu trzeci wariant, który przyjmuje, że uczniowie wracają do szkoły, ale trzeba wcielić w życie bardzo dużo rozwiązań, które zapewnią uczniom oraz nauczycielom bezpieczeństwo w szkole. Jeżeli wytyczne MEN będą zbieżne z tym, co opracowaliśmy to wówczas pracowalibyśmy w kilku systemach, a mianowicie inny system pracy dla klas I-III, IV i jeszcze inny dla klas V-VIII. Będzie to bardzo skomplikowane i dwa tygodnie to minimum, żeby szkołę przygotować.

Co w Pani szkole trzeba zmienić, żeby mogła Pani powiedzieć, że szkoła jest przygotowana i w stu procentach bezpieczna na nauczanie zdalne, hybrydowe lub stacjonarne?

Trudno dać takie zapewnienie w czasach pandemii, kiedy są sytuacje, które nie sposób przewidzieć. Mimo wszystko staramy się zwiększyć poczucie bezpieczeństwa do maksimum. W tym celu musimy zapanować nad niektórymi strategicznymi sytuacjami. Pierwsza rzecz to rozdzielenie klas I-III od klas IV-VIII. W tym celu chcemy wykorzystać budynki szkolne. Młodsze klasy będą pracowały metodą „baniek” to znaczy będą przebywały w swojej grupie, a nacisk będzie położony na to, żeby najmłodsze klasy się nie przemieszczały, nie spotykały, tylko spędzały czas w swojej grupie, również przerwy. Tak samo z stołówką, gdzie klasy będą chodzić rotacyjnie, a po każdym posiłku dezynfekcja naczyń.

W klasach starszych będzie to wyglądało trochę inaczej. Po pierwsze przenieśliśmy szafki na korytarz klas czwartych, gdzie zostały ustawione w taki sposób, żeby był odstęp między dziećmi. Uczniowie będą spędzać przerwy w swoich klasach, gdzie jedzą. Natomiast jeżeli będzie zgoda MEN-u niektóre zajęcia będziemy chcieli blokować – WF (po dwa WF).

Klasy V-VIII jeżeli nie będzie zgody na nauczanie zdalne, wyobraziliśmy sobie, że mogą pracować na dwie zmiany, czyli na przykład przez dwa tygodnie klasy V i VI przychodzą do szkoły, gdzie funkcjonują podobnie jak klasa IV. Są odizolowani od najmłodszych i spędzają przerwy w swoich bańkach, a za następne dwa tygodnie przychodzą klasy VII i VIII i pracują stacjonarnie, a V i VI zdalnie.

Nauczanie zdalne dla nauczycieli wyglądałoby w ten sposób, że przez ten czas, kiedy dzieci chodzą do szkoły, wyjaśniane są te zagadnienia i wątpliwości, których nie da się wyjaśnić w czasie nauki zdalnej. Byłaby to pewna forma konsultacji dla tych uczniów, którzy potrzebują pomocy. Czyli co dwa tygodnie byłby kontakt z nauczycielem, a potem pracujemy sami. Dotyczyłoby to tylko tych dzieci od piątej klasy w górę ze względu na potrzeby gospodarki, żeby rodzic mógł normalnie pracować. Uważamy, że uczeń od piątej klasy może być w domu i pracować samodzielnie przez dwa tygodnie przy niewielkim nadzorze rodzica. Natomiast młodsze dzieci to nauka stacjonarna. Tak to sobie wyobraziliśmy. Teraz czekamy na wytyczne i będziemy wcielać to w życie.

Słyszymy codziennie o liczbie zakażeń, która utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie. Gdyby wyłącznie od Pani zależała decyzja, to w jakim trybie poprowadziłaby Pani  nauczanie w nowym roku szkolnym?

Całe szczęście, że nie jestem ministrem i w ludzki sposób współczuje ministrowi, że trafił na to stanowisko w tak trudnym momencie, gdyż jest to moment trudny i każdy kto zarządza czymś teraz w czasie pandemii ma ogromny orzech do zgryzienia.

Moim zdaniem decyzja powinna zostać podjęta, co do konkretnych regionów i to niewielkich na przykład Warszawa lub jakaś gmina, tam, gdzie zachorowań jest dużo. Jest wskaźnik, który wskazuje liczbę zachorowań na 100 000 mieszkańców w danym miejscu. Jeżeli ten wskaźnik jest wysoki, wówczas nauka zdalna. Natomiast tam, gdzie jest średni zastosowałabym pomysł, który opracowałam do swojej szkoły – metoda bańki, odizolowanie grup i tam, gdzie się da praca na dwie zmiany oraz nauczanie hybrydowe. Tam, gdzie liczba zachorowań jest niewielka, chociaż chyba takiego miejsca w Polsce nie ma, można by pomyśleć o rozpoczęciu roku szkolnego, ale po tym jak wypowiedzą się eksperci, którzy badają epidemię plus stosowanie podstawowych zaleceń – noszenie maseczek, dezynfekcja pomieszczeń i rąk, dystans społeczny, edukacja hybrydowa i zdalna oraz metoda bańki.

Pewna część uczniów ma problem ze sprzętem komputerowym i oprogramowaniem do niego oraz z dostępem do Internetu. Jak pomóc uczniom, którzy zniknęli z systemu?

Dzieci zniknęły z bardzo różnych powodów. Część uczniów zniknęła, gdyż uznała, że nauka zdalna to wakacje i taka sytuacja była, gdy nawiązaliśmy kontakt z rodzicami i wyjaśniliśmy, że nie ma to z wakacjami nic wspólnego. Uczniowie ci wrócili do pracy. To jest jedna grupa.

Druga grupa to są dzieci obcokrajowców, których w mojej szkole też się uczą. Uczniowie ci wyjechali do swoich krajów i nie miałam z nimi kontaktu, a więc nie wiedziałam czy nie uczą się, bo nie mają możliwości technicznych czy też ze względu na jakąś sytuację życiową. Natomiast po nawiązaniu kontaktu okazało się że niektórzy uczniowie zrezygnowali, a reszta zaczęła pracować zdalnie.

Ostatnia grupa to dzieci, które miały problemy z zdalną nauką ze względu na brak sprzętu i pomoc rodziców. Rodzice są różni i jak wiadomo też musieli pracować zdalnie, a nie każda rodzina posiada kilka laptopów i nie wszyscy potrafią wytłumaczyć dziecku każdy przedmiot. Pierwsze dni to była nauka obsługi platform z których korzystaliśmy. Trzeba było przeszkolić nauczycieli i pomóc też uczniom w obsługiwaniu tych platform, no i były też braki w wyposażeniu. Po mniej więcej trzech tygodniach problemy organizacyjne zniknęły, a zaczęły pojawiać się problemy innego typu.

Jakiego typu problemy?

Część z rodziców nie wytrzymywała tego napięcia, związanego z poradzeniem sobie jednocześnie z pracą i nauką zdalną.

Czy było jakieś wsparcie ze strony szkoły?

Pomagaliśmy jak tylko się dało. Pierwsza rzecz to fakt, że przeszliśmy z różnych form pracy, tak, żeby rodzic nie musiał się uczyć obsługiwać kilku wersji platformy, a tylko jednej. Staraliśmy się też kontaktować przez Skype’a w sytuacjach, kiedy trzeba było pomóc. W pewnym momencie pojawiły się też konsultacje w czasie których starsi uczniowie przychodzili z konkretnymi pytaniami i problemami. Można było się spotkać z zachowaniem restrykcji sanitarnych i odpowiedzieć uczniowi na pytania. Problemem też była pomoc dla uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych, którym nie wystarczał tylko kontakt przez daną platformę. Przed pandemią uczniowie ci mieli bardzo bliski kontakt z nauczycielem i tęsknili za normalnym nauczaniem. To był duży problem i do czasu konsultacji nie byliśmy w stanie pomóc.

Nauczanie zdalne nie jest tym samym, czym nauczanie stacjonarne z kilku powodów – nie zastąpi kontaktów interpersonalnych między uczniem a nauczycielem oraz kontaktów z rówieśnikami, które są ważne. Osobiście uważam, że powinniśmy bardzo dużo zapamiętać z tego nauczania zdalnego i korzystać jak najbardziej, gdyż są warunki technologiczne, ale sam zdalny traktuje jako zło konieczne.

Wspomniała Pani o internetowych dziennikach lekcyjnych z którym były spore problemy. Czy Pani zdaniem jest jakaś alternatywa dla Librusa w nauce zdalnej?

Nie jestem informatykiem i trudno mi powiedzieć coś od strony technicznej Librusa. My korzystamy z niego już o wielu lat i nie narzekaliśmy. Owszem były momenty, gdy na samym początku pandemii Librus się zawieszał i byliśmy odcięci od świata i był to dla nas spory problem. Jednak udało nam się z tym poradzić, gdyż podałam rodzicom kontakt do siebie, podobnie jak niektórzy nauczyciele. Librus był nam potrzebny wtedy, gdy trzeba było przesłać jakąś informacje lub zapytanie do wszystkich i to wówczas było dobre rozwiązanie, gdyż szybko otrzymywałam odpowiedź.

Oczywiście dobrze byłoby, gdyby Librus miał więcej opcji, które można by wykorzystać, ale osobiście przyjmuje takie założenie, że to co było w ubiegłym roku szkolnym to był stan chaosu zagospodarowanego. Chaosu dlatego, że nie byliśmy do tego przygotowani, a mimo wszystko udało się nie na tyle, że można powiedzieć, że świetnie poszło, gdyż każdy z nas zarówno rodziców, uczniów jak i nauczycieli jest już tym zmęczony, ale spokojnie można powiedzieć, że sobie poradziliśmy. W mojej szkole osób, które nie zdały było bardzo mało, a uczniowie napisali też bardzo dobrze egzamin. Na pewno byłoby lepiej, gdybyśmy nauczali stacjonarnie, ale tak jak wspomniałam chaos został zagospodarowany i teraz mamy szansę pracować już tylko lepiej, bo wiemy jak to robić. Jeżeli zaś będziemy uczyli stacjonarnie to moim zdaniem nie należy zapominać o tych narzędziach, które zdobyliśmy w czasie nauki zdalnej, gdyż w przyszłości mogą się przydać.

Powiedziała Pani, że edukacja zdalna okazała się lekcją dla nauczycieli, uczniów i rodziców. Co z tej lekcji Pani wyniosła? 

Strasznie dużo. Pierwsza rzecz to moje pokolenie przeszło bardzo szybki kurs informatyczny, czyli to przed czym broniliśmy się bardzo długi okres czasu, okazało się teraz niezbędne. Mówię to nie tylko w swoim imieniu, ale też kolegów i koleżanek. Kolejna rzecz to fakt, że praca w grupie i słuchanie nawet młodszych od siebie jest rzeczą najlepszą. Nauczyłam się zarządzania poprzez korzystanie z umiejętności innych osób, a mianowicie to, że nie jestem w jakieś dziedzinie najlepsza, to nie znaczy, że muszę w tym ograniczać innych. Jestem bardzo wdzięczna młodszym nauczycielom, którzy pomagali swoim kolegom w kwestiach technologicznych jak i również z tego, że ich szkolili z obsługiwania urządzeń. Były nawet takie sytuacje, że uczniowie dzwonili z pewnymi pomysłami, które przyjmowałam. Zrodziła się ogromna wspólnota do pomocy, żeby ten okres przetrwać i żeby to szło do przodu.

Nauczyłam się również tego, że rodzic oczekuje od szkoły tego, że szkoła w sposób zdalny zdyscyplinuje ucznia i spowoduje, że on będzie pracował. Tutaj należało wytłumaczyć rodzicowi, że to on musi przejąć na swoje barki i tu niestety dochodziło do konfliktów. Boli mnie podejście niektórych rodziców, którzy oczekują od szkoły, że jest ona miejscem po pierwsze opieki, dopiero potem wychowania, a gdzieś na końcu nauczania. Jak słyszę, że szkoły powinny się już otwierać, bo rodzice nie wytrzymują ze swoimi dziećmi to mam ciarki na plecach. To nie powinno być tak. Szkoła powinna być przede wszystkim miejscem nauczania, pomocy w wychowaniu, a dopiero potem opieki.

Czy po zakończeniu epidemii Pani zdaniem w szkołach jest miejsce na nauczanie zdalne?                   

Moim zdaniem tak. Dlatego, że jest bardzo dużo rzeczy, które można robić właśnie w tej formie na przykład w sytuacji, gdy uczeń jest na zwolnieniu, w przypadku, chociażby nauczania indywidualnego, można też realizować tematy na które normalnie brakuje czasu i wiele więcej. Takich zadań jest sporo i moim zdaniem nauczanie zdalne w szkole ma przyszłość.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michal Ruszczyk

Historyk i dziennikarz współpracujący z portalami informacyjnymi i mediami obywatelskimi. Wydawca i redaktor Sieciowej Telewizji Obywatelskiej Video Kod. Redaktor miesięcznika “Nasze Czasopismo” od stycznia 2018 do marca 2019. Od października 2018 współpracownik portali internetowych - Crowd Media, wiadomo.co i koduj24. Współzałożyciel i członek zarządu Stowarzyszenia Kluby Liberalne do marca 2019 roku. Od kwietnia 2019 związany z Koalicją Ateistyczną. Były członek warszawskich struktur Nowoczesnej.

Media Tygodnia
Ładowanie