Polityka i społeczeństwo

Danuta Hübner dla CrowdMedia: Nowy budżet UE pokazuje, że rządy PiS osłabiły pozycję Polski

Fot. Youtube

Cezary Michalski: Komisja Europejska przyjęła propozycję budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027. Czy już dziś można precyzyjnie powiedzieć, o ile mniejsze będą pieniądze dla Polski – w porównaniu z najlepszym dla nas budżetem na lata 2014-2020?

Danuta Hübner: mieć świadomość, że takie porównania są trudne, choćby z uwagi na inflację. W obecnej perspektywie budżetowej z samej polityki spójności Polsce przyznano 82 miliardy euro, w przyszłej mają to być 64 miliardy. Ale jest inne, bardziej wyraziste kryterium. W pracach nad budżetem przyjęto zabezpieczenie polegające na tym, że środki dla każdego z krajów członkowskich nie mogą być zmniejszone o więcej niż 24 procent, ani wzrosnąć o więcej niż 8 procent. Na dziś Polska traci do poprzedniego budżetu ok. 23 procent.

Zatem jesteśmy prawie na maksymalnym dopuszczalnym minusie.

Jeszcze większe będą straty w polityce rolnej. Jednak to nie suma jest największym problemem, bo Polska wciąż pozostaje największym beneficjentem unijnych transferów. Dość powiedzieć, że drudzy po nas Włosi dostaną z polityki spójności połowę tego co my. Największe niebezpieczeństwo przed jakim stanęła Polska lokuje się zupełnie gdzie indziej. Chodzi o długofalowe konsekwencje marginalizacji naszego kraju w całej polityce unijnej, do czego doprowadził obecny rząd przez ponad dwa lata. Nigdy nie mieliśmy tak słabej pozycji politycznej w Unii. Ani wtedy, kiedy staraliśmy się o członkostwo, ani w czasie rządów PO-PSL. Dziś mamy konflikt ze wszystkimi instytucjami europejskimi, a w największym stopniu z Komisją. Miało na to wpływ nie tylko niszczenie rządów prawa w Polsce, ale też szereg konfliktów pomniejszych i fatalna polityka wizerunkowa. To co robił rząd PiS podcięło zaufanie do Polski we wszystkich wymiarach naszych związków z Unią. Jednym z ostatnich przejawów tej nieufności była decyzja sędziny z Irlandii o zawieszeniu ekstradycji do Polski i skierowaniu do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zapytania, czy w naszym kraju działają jeszcze niezawisłe sądy.

Jakie są konsekwencje tej politycznej marginalizacji rządu PiS w Europie na kształt przyszłego unijnego budżetu i na efektywność korzystania przez Polskę z pieniędzy, jakie nam w tym budżecie przyznano?

Ogromnym ryzykiem dla Polski przy obecnej polityce rządu jest to, że zmienia się cała filozofia budżetu europejskiego. Odchodzimy od transferów finansowych na rzecz tworzenia różnych instrumentów działających na zupełnie innej zasadzie – gwarancji budżetowych, wykorzystania budżetu unijnego jako narzędzia stabilizacji finansowej w krajach członkowskich, także z wyodrębnieniem krajów strefy euro. Weźmy na przykład Europejski Instrument Stabilizacji Inwestycji, który jest namiastką budżetu strefy euro, a w propozycji Komisji Europejskiej przeznaczono na jego finansowanie 30 miliardów euro. On służy pobudzaniu inwestycji w krajach strefy euro, ale także tych, które albo są – jak Dania – albo przystąpią do wspólnego europejskiego mechanizmu kursu walutowego ERM II. Ten instrument jest przykładem nowego podejścia w polityce budżetowej Unii. To nie są transfery, ale wykorzystanie środków z budżetu europejskiego jako gwarancji. Na tej podstawie Komisja Europejska może iść na rynki finansowe, zaciągać kredyty, pozyskiwać dużo większe pieniądze na lepszych warunkach, tak aby wspierać państwa znajdujące się, albo w strefie euro, albo we wspólnym mechanizmie kursu walutowego, które potrzebują inwestycji.

Polsce takie wsparcie bardzo by się przydało – szczególnie wobec głębokiego załamania inwestycji prywatnych na początku rządów PiS, a teraz stagnacji. Jednak premier Mateusz Morawiecki powtarza, że wspólna waluta nie jest nam potrzebna.

Zatem Polska nie będzie miała do dostępu do tych środków, ale znów – nie jest to żadna „represja” ze strony Komisji, ale konsekwencja decyzji podjętych przez rząd. I jest drugi instrument – pomocy technicznej dla krajów, które szykują się na wejście do strefy euro. Ale do tego trzeba mieć mapę drogową dochodzenia do strefy euro.

W Polsce tylko opozycyjna Platforma Obywatelska zaproponowała rozpoczęcie debaty społecznej i podjęcie pracy nad stworzeniem mapy drogowej. Obóz władzy odpowiedział na to tradycyjnymi zarzutami o „rezygnację z suwerenności”, której gwarancją ma być zachowanie waluty narodowej.

Polska nie będzie zatem miała dostępu do instrumentów finansowych adresowanych do strefy euro i krajów, które się o wejście do niej starają. Tu nie pomogłyby nawet same deklaracje rządu czy zmiana języka w stosunku do euro, bo nie mamy instytucji przygotowujących nas na wejście do euro. Wyłączamy się sami. Są też w nowym budżecie inne środki, do których także nie będziemy mieli dostępu w konsekwencji polityki prowadzonej przez rząd. To pieniądze na politykę imigracyjną, także na wzmocnienie granic zewnętrznych Wspólnoty. Koncentrując się na transferach finansowych nie mówimy też w ogóle o priorytetach UE, a więc także priorytetach nowego budżetu. Te priorytety to Europa Innowacyjna, a także Europa Zielona.

Rząd praktycznie wycofał się z udziału w kształtowaniu polityki klimatycznej UE. Jednocześnie głośno deklarując, że nasza gospodarka będzie oparta na węglu, który w dodatku okazuje się w coraz większej proporcji węglem importowanym z Rosji, co ośmiesza tezy o budowaniu naszej „suwerenności energetycznej”. Ale przede wszystkim lokuje nas to na antypodach polityki klimatycznej Unii.

Tymczasem jedna czwarta nowego budżetu UE będzie w ten czy inny sposób powiązana z Zieloną Europą. Nie będzie można już przeznaczać środków unijnych na inwestycje w pozyskiwanie paliw kopalnych, a także do finansowania niektórych nie-ekologicznych inwestycji infrastrukturalnych. Te środki pójdą w bardzo ambitną modernizację europejskich gospodarek pod kątem mniejszego zużycia energii czy zwiększenia udziału energii z odnawialnych źródeł. Państwa członkowskie UE nie będą też mogły już inwestować środków unijnych w wysypiska śmieci, bo zgodnie z dyrektywami unijnymi należało zacząć je likwidować – był na to czas, były na to europejskie pieniądze, Polska tego nie zrobiła.

Mamy raczej problem z ich fatalnym stanem, na co dowodem są pożary wysypisk na masową skalę.

Polska jest dziś bardzo słabo przygotowana do gry o gigantyczne środki przeznaczone w nowym budżecie na Zieloną Europę. To jest dla nas większe ryzyko, niż doraźne cięcia w polityce spójności czy dopłatach rolnych. W przyszłości trzeba będzie znowu zmieniać ścieżkę rozwoju polskiej gospodarki, co zabierze czas, tu również nie wystarczą deklaracje czy zmiana języka. Znajdują się też w tym nowym budżecie różne inne nowe pozycje, do których Polska strukturalnie nie ma dostępu.

Choćby pieniądze na europejską politykę obronną, realizowaną wspólnie przez europejskie kraje i ich firmy zbrojeniowe. Z tego widowiskowo wypisał nas Antoni Macierewicz zrywając z Airbusem kontrakt na śmigłowce.

Nawet Antoni Macierewicz był zmuszony deklaratywnie dołączyć do „Unii obronnej”, po pierwszym sprzeciwie. Ale to, co jest istotą tego projektu – wspólny budżet, wymiana technologii, wspólne badania i wspólne inwestycje europejskich firm zbrojeniowych – to wszystko zależy od zachowania polskich władz, a ono było przez te dwa lata fatalne. Do tego trzeba dodać, że nawet w polityce spójności, z której wciąż mamy zagwarantowane bardzo duże środki, wprowadzono bardzo szeroką warunkowość, co oznacza, że nawet do pieniędzy przeznaczonych dla Polski w nowym budżecie będziemy mieli dostęp wyłącznie po spełnieniu szeregu warunków wstępnych, co może być trudne.

Chodzi nie tylko o rządy prawa?

To jest bardzo ważne, ale jednym z warunków jest także przestrzeganie Konwencji Narodów Zjednoczonych dotyczącej osób niepełnosprawnych. Ona jest explicite wymieniona, a to jest słabą stroną Polski, co okazało się w czasie ostatniego protestu niepełnosprawnych i ich opiekunów. Jeśli natomiast chodzi o rządy prawa – one są dla Komisji Europejskiej i w ogóle dla całej Unii bardzo ważne właśnie w kontekście wykorzystania europejskich pieniędzy. To nie są przecież pieniądze prywatnych inwestorów, ani też nie są to pieniądze drukowane przez instytucje unijne. Te pieniądze pochodzą z kieszeni podatników w innych europejskich państwach. I każdy przykład ich niewłaściwego wykorzystania staje się natychmiast poważnym problemem politycznym w krajach będących płatnikami netto.

Eurosceptycznym partiom w Niemczech, Francji czy Włoszech łatwo prowadzić antyunijne kampanie pod hasłem „patrzcie co robią Kaczyński i Orban w Polsce i na Węgrzech, wy na nich płacicie, choć nie macie w tym żadnego interesu”.

W związku z tym Komisja musiała przygotować ten szczególny instrument uzależniający wypłatę unijnych pieniędzy od funkcjonowania w krajach, do których te pieniądze mają trafić, nie tylko sądów, ale wszystkich instytucji kontrolnych, także całej administracji państwowej. Pamiętajmy bowiem, że np. w Polsce pierwszą ustawą, którą PiS uchwaliło, była ustawa w ogromnym stopniu niszcząca służbę cywilną.

Co pozwala zastępować korpus urzędniczy nową partyjną nomenklaturą.

A przecież wprowadzenie służby cywilnej, zbudowanie niepartyjnego, apolitycznego i kompetentnego korpusu urzędników państwowych, było jednym z ważnych warunków naszego wejścia do Unii. Inne kraje to mają i przestrzegają zasady apolityczności urzędników państwowych.

Jeśli partie przechwytują środki unijne – na własne potrzeby albo na spłatę zobowiązań wyborczych – za każdym razem wywołuje to skandal.

Całość środków unijnych jest zarządzana przez urzędy publiczne – albo na poziomie lokalnym, przez administrację samorządową, albo przez rząd i administrację centralną. Wobec tego niezależność urzędnika od partii, działanie korpusu urzędniczego zgodnie z regułami i w granicach prawa jest tak samo ważne, jak niezawisłość sądów, do których trzeba się odwołać w razie wykrycia jakiejś nieprawidłowości. Tak więc warunek istnienia niezawisłych sądów czy niepartyjnej służby cywilnej w kontekście realizacji budżetu UE nie jest jakimś politycznym naciskiem czy widzimisię Komisji Europejskiej, ale kwestią zaufania i bezpiecznego funkcjonowania całej Unii, od czego Komisja po prostu nie może odstąpić.

Zarówno czasach wprowadzania Polski do Unii, jak też w czasach rządów PO-PSL Polska była premiowana jako kraj, który dzięki własnej politycznej stabilności stabilizuje także Europę Środkową, czyli wschodnią flankę UE. Dziś jesteśmy źródłem destabilizacji regionu. Mieliśmy też zdolność budowania koalicji w sprawach dla nas ważnych. Kiedy staraliśmy się o członkostwo w Unii była to koalicja z krajami naszego regionu, ale rząd Leszka Millera potrafił nawiązywać kontakty z dużymi socjaldemokratycznymi partiami silnymi wówczas w Europie Zachodniej. W czasach rządów PO-PSL mieliśmy wsparcie ze strony europejskiej chadecji, dobre stosunki z Niemcami, ale czasami potrafiliśmy też budować koalicje z krajami Południa Europy przeciwko nadmiernej dyscyplinie budżetowej narzucanej przez Północ. Jak dziś wygląda „zdolność koalicyjna” Polski pod rządami PiS?

Południe ma oczywiście do nas pretensje o totalny brak solidarności w polityce imigracyjnej. Ten rząd nie ma też sojuszników w regionie, jeśli nie liczyć Viktora Orbana – również z ogromnymi zastrzeżeniami. Jednak Łotwa, Litwa, Estonia, a także inne kraje grupy wyszehradzkiej uważają, że płacą cenę za konflikt Kaczyńskiego z Unią. Kiedyś w krajach bałtyckich i w grupie wyszehradzkiej uważano – nawet jeśli nie mówiono tego głośno – że Polska ma ogromną siłę przebicia w Unii. Dzisiaj jest odwrotnie, budowanie z Polską koalicji uważa się za ryzyko.

Jak może wyglądać dalsze negocjowanie budżetu przez polski rząd, w warunkach, kiedy ani nie ma silnej pozycji w Unii, ani nie potrafi zbudować koalicji sojuszników? Rząd odgraża się, że będzie przedłużał negocjacje czekając na przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego. W ostateczności grozi nawet zawetowaniem przez Polskę całego budżetu.

Zacznijmy od weta – to byłoby rozwiązanie dla Polski katastrofalne. Po pierwsze, znajdziemy się wtedy na absolutnym marginesie Unii, jako kraj uniemożliwiający jej normalne funkcjonowanie. A ponieważ nawet po cięciach mielibyśmy pozostać największym beneficjentem unijnych transferów finansowych, ryzykujemy ogromnymi stratami. Prowizorium budżetowe, budżety uchwalane na rok, będą na pewno nieporównanie mniej korzystne dla Polski, niż obecna propozycja Komisji. I oczywiście nie będzie ich można zawetować. W interesie Polski jest także nieprzeciąganie negocjacji budżetowych, zamknięcie ich przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, tak aby jeszcze ten parlament mógł kształt przyszłego budżetu zatwierdzić. Eurosceptyczne partie z Europy Zachodniej używają argumentu, że podatnicy z Niemiec, Francji, Holandii czy Austrii nie powinni płacić na Europę Wschodnią. Jeśli będą w przyszłym parlamencie silniejsze, walka o pieniądze dla Polski stanie się trudniejsza.

Danuta Hübner, ekonomistka, polityk. W rządzie Leszka Millera była ministrem odpowiedzialnym za negocjowanie warunków polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Po wejściu naszego kraju do UE została pierwszym polskim członkiem Komisji Europejskiej (komisarzem do spraw polityki regionalnej). Europosłanka z ramienia Platformy Obywatelskiej.

Fot. Youtube

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Cezary Michalski

Eseista, prozaik i publicysta. W swojej twórczości związany m.in. z Newsweekiem i Krytyką Polityczną.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem również slawistykę w Paryżu.

Był redaktorem pism "brulion" i "Debata", jego teksty ukazywały się w "Arcanach", "Frondzie" i "Tygodniku Literackim" (również pod pseudonimem "Marek Tabor").

Współpracował z Radiem Plus, TV Puls, "Życiem" i "Tygodnikiem Solidarność". W czasach rządów AWS był sekretarzem Rady ds. Inicjatyw Wydawniczych i Upowszechniania Kultury.

Wraz z Kingą Dunin i Sławomirem Sierakowskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 2006–2008 był zastępcą redaktora naczelnego gazety Dziennik Polska-Europa-Świat, a do połowy 2009 roku publicystą tego pisma.

Media Tygodnia

Ładowanie