Gospodarka

Czy opozycja odważy się sprzątnąć wyborców sprzed nosa PiS? Ten pomysł wywróci polską scenę polityczną

fot. flickr/KPRM

W wyborach do Parlamentu Europejskiego na PiS zagłosowało 6 192 780 wyborców, na Koalicję Europejską oraz Wiosnę Roberta Biedronia sumarycznie 6 076 910. I choć oczywiście była to porażka opozycji, jednak realna różnica w skali kraju jest niewielka i wyniosła 115 870 głosów. Czyli – do odrobienia. Czy w takiej sytuacji można odpuścić sobie ponad 3 miliony wyborców?

Razem z Polakami

Pytanie zdaje się retoryczne, a odpowiedź oczywista. Jednak nie w polskiej polityce. PiS kilka dni temu zadał poważny cios takiej grupie, a w trakcie niedawnej kampanii problemy tego elektoratu właściwie nie pojawiały się wcale w głównym nurcie. Niedawno Grzegorz Schetyna zapowiedział, iż będzie tworzył program wyborczy razem z Polakami. To jest najlepsza szansa, bo jest się o co bić. A właściwie o kogo. Ta ignorowana ostatnio trzymilionowa grupa wyborów to – przedsiębiorcy.

Rekordowy ZUS

Od kilku dni można dostrzec żywotne poruszenie oraz zainteresowanie przedsiębiorców polityką. W dość wąskim zakresie, gdyż obecnie temat wśród osób prowadzących działalność jest jeden – składki ZUS.

Już wiemy, że ze względu na populistyczną (patrzcie Polacy, jak Wam się powodzi – średnio zarabiacie 5227 zł miesięcznie!) decyzję rządu czeka nas rekordowy wzrost składek ZUS i w 2020 roku wyniosą one ok. 1450 zł. Stały, minimalny ZUS, niezależny od realnych zarobków. Czy masz zysk, czy masz stratę – płać. Nie bez przyczyny więc przedsiębiorcy ów składki nazywają haraczem.

Co z tym fantem zrobić?

Można ponarzekać, a patologiczny system trwa. Dlatego warto, by opozycja zaczęła działać i przedstawiać rozwiązania. I tutaj najlepsza możliwa porada programowa dla opozycji: uzależnić ZUS od dochodu, czyli od realnych indywidualnych zarobków.

Od 2019 roku wprowadzono propagandowy “mały ZUS”. Propagandowy, gdyż uzależniony jest od przychodu i łapie się na niego garstka osób. Lecz w mediach, w ustach premiera, dobrze brzmi. A duża część wyborców, która nie prowadzi działalności, odnosi wrażenie, jakoby rząd ulżył przedsiębiorcom. Osoby prowadzące działalność gospodarczą jednak nie dają się nabrać, gdyż skutki odczuwają co miesiąc we własnym portfelu. A grupa to niemała, gdyż ponad 3 miliony osób. Ponad trzy miliony potencjalnych wyborców, którzy mogą wywrócić polską scenę polityczną, jeśli tylko pójdą na wybory.

W założeniu podstawą składek ZUS byłby indywidualny zysk każdego przedsiębiorcy, co wydaje się rozwiązaniem idealnym. Tak mógłby powstać system sprawiedliwy i stymulujący przedsiębiorczość. Gdy podatnik zarabia, to płaci składki społeczne, gdy nie – to ich nie płaci. Proste.

Zmiany systemowe

Aby tego dokonać należałoby zmienić rok składkowy – oderwać go od roku kalendarzowego. Przedsiębiorcy składają rozliczenia roczne do końca kwietnia. Wówczas znany jest ostateczny wynik finansowy i wówczas można by było ustalić indywidualną podstawę składek ZUS w oparciu o ten wynik finansowy. Następnie przez 12 miesięcy od maja lub czerwca przedsiębiorca płaciłby ZUS indywidualny, zgodnie z ustaloną podstawą. Natomiast aktualna podstawa 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia powinna pozostać, jako minimalna podstawa ZUS dla lepiej zarabiających i to od przedsiębiorcy zależałoby, czy chciałby zadeklarować wyższe podstawy- tak jak jest to obecnie.

Czemu nie uzależnić składek ZUS bez takiej minimalnej furtki? Gdyż zarobki przedsiębiorcy są nieregularne. Brak takiej ochrony mógłby doprowadzić firmę do bankructwa, gdy po lepszym roku przyszedłby słabszy i przedsiębiorca musiałby płacić ZUS od bardzo wysokiej podstawy, przez co zabrakłoby na rozwój, a przynajmniej na utrzymanie firmy. A przecież w interesie państwa jest, aby przedsiębiorca z kryzysu wyszedł na prostą, gdyż wtedy będzie płacić podatki, państwo więc będzie miało przychód, zamiast dobijać go i tracić potencjalny przyszły zysk z podatków.

Można pójść o krok dalej

Przy odpowiedniej organizacji można ustalać taką podstawę od dochodu co miesiąc lub co kwartał. Każdy księgowy wie, że jest to możliwe w zasadzie „od ręki”, po ustaleniu podstawy do opodatkowania w danym miesiącu lub kwartale.

Gdyby poprzedni rok, albo w odważniejszej wersji – miesiąc/kwartał, byłby zakończony stratą lub wynikiem zerowym, to przedsiębiorcę powinno obowiązywać minimum. Ograniczałoby się ono jedynie do składki zdrowotnej. Oczywiście przedsiębiorca mógłby płacić więcej, gdyby chciał, tak jak jest to obecnie.

Nowe firmy opłacałyby jedynie obowiązkową składkę zdrowotną, aż do ustalenia indywidualnej składki. Oczywiście z możliwością wyboru opłacania wszystkich składek od wyższej podstawy, tak jak jest to obecnie.

Co dalej?

Nie powinny być to jedyne zmiany. Należałoby chociażby skrócić obecne okresy wyczekiwania na uzyskanie prawa do zasiłków. Aktualne 90 dni wyczekiwania dla osób objętych dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym, np. zleceniobiorców i osób prowadzących działalność oraz z nimi współpracujących, to skandal i dyskryminacja. Przez 3 miesiące osoby te muszą się modlić, aby w tym czasie nic złego im się nie wydarzyło.

Warto rozważyć wprowadzenie obowiązkowej składki chorobowej dla opłacających ubezpieczenia społeczne, gdy obecnie jest ona dobrowolna, a z tym wiąże się ogrom problemów problemów. Także życiowych, gdy za późno jest na dobrowolne zgłoszenie do chorobowego. Natomiast kluczowym warunkiem otrzymania zasiłku powinien być brak zobowiązań wobec ZUS na dzień złożenia wniosku o zasiłek. I wówczas większość kontrowersji w relacjach ZUS-świadczeniobiorcy przestaje istnieć. Dość wymiany dziesiątek pism lub stresu, iż nie otrzyma się zasiłku w sytuacji kryzysowej, np. w szpitalu, przez jednodniowe opóźnienie płatności. Dość wstrzymywania przez ZUS wypłat zasiłku macierzyńskiego ze względu na podważanie przez ZUS statusu osoby współpracującej czy opłacaną wysokość składek. A problem jest poważny, gdyż próby podważania praw do zasiłków przez ZUS się tak często powtarzają, że w innych okolicznościach można byłoby to zakwalifikować jako zorganizowane próby wyłudzenia.

Wszystkie te patologie można tak łatwo zmienić, tylko trzeba chcieć.

I miejmy nadzieję, że opozycja chce. I posłucha głosów przedsiębiorców, którzy swego czasu stanowili żelazny elektorat PO. Warto do tego wrócić i uwierzyć, że na jesień jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte. Można jeszcze wygrać wybory i spełnić te obietnice. Wystarczy konkretny program, determinacja, rozmowy z wyborcami i mobilizacja. Opozycjo – do dzieła!

fot. flickr/KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Tomasz Owczarek

Księgowy, ekonomista, bezpartyjny aktywista miejski. Współzałożyciel i pierwszy prezes Wrocławskiego Ruchu Obywatelskiego. Od 2012 zarządza rodzinnym biurem rachunkowym. W 2014 zaliczył debiut polityczny kandydując na prezydenta Wrocławia.

Media Tygodnia

Ładowanie