Polityka i Społeczeństwo

Bulwersujący wywiad z ministrem Ziobro [KOMENTARZ]

Główny bulterier dobrej zmiany został oficjalnie spuszczony ze smyczy. W najnowszym wywiadzie dla tygodnika wSieci, Zbigniew Ziobro przekracza wszelkie granice rozsądku, ogłady politycznej i dobrego smaku.

Minister sprawiedliwości uchyla rąbka tajemnicy co do swoich planów, dotyczących “reformy wymiaru sprawiedliwości”. Z całokształtu lektury wyłania się obraz człowieka zacietrzewionego, pałającego żądzą zemsty, który nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swój niecny cel.

Zresztą sama okładka magazynu daje wiele do myślenia, idealnie wpisując się w proPiSowską nagonkę na sędziów. Tytuł wywiadu jest równie wymowny: Ziobro kontra Kasty i Mafie: Nie cofnę się o krok.

Analizując najnowszą wypowiedź polityka trudno się dziwić. Ziobro znany jest z cynizmu, wyrachowania i rzucania publicznych oskarżeń pod adresem swoich wrogów.

Warto jednak przytoczyć najbardziej smakowite kąski, choć po lekturze całości można się nabawić niestrawności, a to zaraz po świętach Wielkiej Nocy jest niewskazane.

Narracja oparta jest o to, że środowiska sędziowskie toczy choroba, z którą sami sędziowie nie chcą podjąć walki. Minister stwierdza, że: “Środowisko sędziowskie miało ćwierć wieku na oczyszczenie się, wypracowanie standardów. I nic nie zrobiło. Dziś demokratycznie wybrani politycy muszą to zmienić”.

Jest to klasyczny zabieg retoryczny, mający na celu pokazanie wroga, wypunktowanie go i pozorne wyciągnięcie ręki do pomocy. Ziobro nie chce źle dla sędziów, on chce im jedynie pomoc. Nie mogło oczywiście zabraknąć odwołania do woli suwerena. Wola ludu jest przecież dla polityków PiS ponad prawem, czemu wielokrotnie w swoich wypowiedziach dawali dowód.

Tematem przewodnim wywiadu są patologie w środowisku sędziowskim. Minister mówi o nich tak: “Ostatnie lata to raj dla oszustów. Mieliśmy setki afer na miarę Amber Gold, biorąc pod uwagę skalę ludzkich tragedii. W ogromnej większości kończyły się one umorzeniem. Za dużo było bezduszności wobec tych, którzy padają ofiarami przestępstw, za dużo wyrozumiałości wobec przestępców. Natomiast oczywiście wszędzie, gdzie wprowadzam zmiany, napotykam opór. Jeśli zaczynam walczyć z lichwą, oligarchia finansowa kontratakuje”.

Minister nie raczył wspomnieć jednak, że nagłaśniane przez media narodowe przykłady patologii stanowią odosobnione przypadki. Sędziów w Polsce jest bez mała 10 000. Działa tu zatem czysta statystyka. W tak dużym gronie zawsze zdarzają się przypadki nieprawidłowości, które trzeba jak najszybciej eliminować.

O tym, że sądy w Polsce nie działają sprawnie wiemy wszyscy. Procesy przeciągają się i trwają latami. Jednakże wina sędziów jest w tym najmniejsza. System jest niewydolny, sądy mają za mało pieniędzy, za mało jest asystentów, którzy mogliby odciążyć sędziów. Minister Ziobro doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Postanowił jednak odwrócić kota ogonem, by znaleźć pretekst do bezpardonowego ataku na wymiar sprawiedliwości.

Ziobro tak argumentuje konieczność zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa:
Krajowa Rada Sądownictwa – czyli organ, który miał stać na straży niezawisłości sędziów – okazała się mostem transferowym mentalności i patologii elit peerelowskich do III RP. Nie da się dokonać realnego przełomu bez zmian w KRS”.

Bardzo podobne sformułowania padały już z ust prezesa Kaczyńskiego. Nagonka idzie tu w kierunku pokazania, że sądy są siedliskiem zła i kontynuatorem PRL.

Kolejne wypowiedzi ministra Ziobry nie są lepsze:

O „nadzwyczajnej kaście” sędziów:
Na pewno to określenie nie jest wymysłem, zostało świadomie wypowiedziane na kongresie sędziów przez panią sędzię, która jest szefową jednego ze stowarzyszeń mocno atakujących nasze reformy. A skoro są „kasty”, to muszą istnieć i „podkasty”, ludzie gorszej kategorii, ludzie pomiatani, traktowani z pogardą. I niestety część sędziów ma takie podejście, pokazuje pogardę, butę, odleciała od rzeczywistości. Zapomniała o swojej roli powierzonej im przez konstytucję. Przecież tu nie chodzi o odgrywanie jakiegoś teatru, zachłyśnięcie się atrybutami władzy sędziowskiej, przywilejami, ale o służbę społeczeństwu. Przecież oni nie zakładają togi i nie noszą orła na piersiach w imieniu korporacji sędziowskiej, ale w imieniu państwa polskiego, które udziela im władzy, by służyli sprawiedliwości. To gdzieś zaginęło, zastąpione przez ostentacyjną, pełną pychy obronę interesów własnej korporacji”.

O proponowanej przez siebie reformie sądów:
Prawdą jest, że po reformie prezesa sądu będzie powoływał minister sprawiedliwości. Ale jednocześnie, o czym mało się mówi, odbieram prezesom możliwość wpływania na skład sędziowski w rozprawach. Będzie jawne komputerowe losowanie, żadnych machlojek, żadnych układów w doborze sędziów do każdej sprawy. Sądy często nadal lekceważą tych słabszych. Skoro są „kasty”, to muszą istnieć i „podkasty”, ludzie gorszej kategorii, ludzie pomiatani, traktowani z pogardą. I niestety część sędziów ma takie podejście. Dzisiaj wystarczy kilku zaufanych sędziów w każdym sądzie, by ustawić wyrok w każdej ważnej dla establishmentu sprawie. Weźmy proces, jaki za rządów Platformy Obywatelskiej wytoczono Mariuszowi Kamińskiemu. Jeden sędzia był znany ze skrajnych liberalnych poglądów, drugi był wściekłym wrogiem Prawa i Sprawiedliwości. A skład wyznaczył prezes Ryszard Milewski znany ze sprawy Amber Gold. To sędzia, który wczasie słynnej prowokacji dziennikarskiej wyrażał gotowość ustalenia dogodnego dla premiera Tuska terminu posiedzenia sądu oraz deklarował gotowość wydelegowania sędziów na spotkanie z premierem w celu zapoznania go z tymi sprawami. My z tym skończymy. Gdybym naprawdę chciał manipulować sądami, postępowałbym odwrotnie: udawał, że peerelowska zasada przeniesiona w nowe czasy przez prof. Strzembosza jest świetna. Robię inaczej”.

I wreszcie o Sądzie Najwyższym:

“Nie kryję, że planujemy bardzo poważne zmiany, jeśli chodzi o kształt Sądu Najwyższego. Chcemy m.in. wprowadzić całkiem nową Izbę Dyscyplinarną SN, której zadaniem będzie przywrócenie najwyższych standardów etycznych w środowisku sędziowskim”.

Na tym etapie minister sprawiedliwości nie ukrywa, o co tak naprawdę toczy się rozgrywka. Stawką jest podporządkowanie sobie ostatniego bastionu trójpodziału władzy, który jeszcze opiera się Prawu i Sprawiedliwości. Wszakże władza ustawodawcza i wykonawcza jest całkowicie posłuszna prezesowi Kaczyńskiemu.

Nie chodzi wcale o usprawnienie działania wymiaru sprawiedliwości. To ministra Ziobrę najmniej obchodzi. Chodzi o całkowite zdominowanie sądów, tak żeby władza dobrej zmiany stała się w naszym kraju absolutna.

Tylko ci krnąbrni sędziowie ciągle warcholą…

fot. flickr/P. Tracz

 

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie